Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Niedziela, 26.04
W niedzielê wieczorem Hermiona wyci±gnê³a z szafy obraz od ciotki i postawi³a go na kanapie. Dosz³a do wniosku, ¿e nie musi przyczepiaæ do niego ¿adnej karteczki, jej profesor z pewno¶ci± siê domy¶li, ¿e to w³a¶nie to ma zabraæ.
Jako, ¿e ciotka uwa¿a³a siê za artystkê nowoczesn±, obraz by³ bardzo...TRENDY. Zasadnicz± tre¶ci± by³a wielka, czarna plama po ¶rodku i rozbryzgi farby na ka¿d± stronê. Na tle tego widaæ by³o co¶, co Hermiona okre¶li³aby jako ludzkie kszta³ty, choæ jeden z nich by³ zdecydowanie mniej ludzki. Zrobione by³y z czerwono–bia³ych zacieków, jakby ciotka, maluj±c je, mia³a co najmniej konwulsje. Postaæ po prawej mia³a bardzo malutk± g³owê, trochê wiêkszy tu³ów i przeolbrzymi zad. Druga, ta mniej ludzka, mia³a na g³owie wielki kapelusz, troje oczu i co¶ na podobieñstwo miecza wystawa³o jej z pleców. Na dole ciotka napisa³a pismem lekarskim, bo litery bardziej przypomina³y encefalogram ni¿ s³owa, „Mi³o¶æ i westchnienie".
Na stoliku dziewczyna po³o¿y³a pier¶cionek i medalion w prze¼roczystej torebeczkê. Przez chwilê waha³a siê, czy czego¶ mu nie napisaæ. Nie wiedzia³a co. Ale czu³a, ¿e nie chodzi o to CO NAPISZE, ale sam fakt, ¯E NAPISZE. Nigdy wcze¶niej nie mia³a z nim takiego kontaktu, nie mia³a okazji rozmawiaæ swobodnie i ¶miaæ siê... I nawet nie mia³o wielkiego znaczenia to, ¿e w³a¶ciwie to ona ¿artowa³a. On siê zaledwie lekko u¶miecha³ k±tem ust. Czu³a siê, jakby oswaja³a dzikie zwierzê, do którego nikt inny nie móg³ siê zbli¿yæ. I chcia³a wiêcej.
W koñcu po wielkich namys³ach napisa³a: „Mugole nazywaj± to Sztuk± Nowoczesn±. Kto¶ kiedy¶ zrobi³ co¶ dla ¿artu, a inni wziêli to na powa¿nie i tak siê zaczê³o..."
Przypuszcza³a, ¿e posunê³a siê za daleko i pewnie oberwie siê jej za to, ale z drugiej strony chcia³a przesun±æ znów o krok t± barierê, która by³a miêdzy nimi.
Poniedzia³ek, 27.04
Stos pergaminów piêtrzy³ siê na krawêdzi biurka Hermiony, kiedy o siódmej wieczorem wychodzi³a z pracy. Wszystkie by³y opisane, jutro musia³a je poprzesy³aæ adresatom w Ministerstwie. O tej porze, ze wzglêdów oczywistych, nie by³o sensu nic wysy³aæ. Wsta³a, zarzuci³a swoj± pelerynê na ramiê i podesz³a do gabinetu Rockmana. Starszy mê¿czyzna siedzia³ pisz±c co¶, pióro poskrzypywa³o cichutko.
– Do widzenia, panie Rockman – u¶miechnê³a siê do niego czaruj±co.
– Och... ju¿ wychodzisz...? – spojrza³ na zegarek. – Masz zupe³n± racjê, jest ju¿ pó¼no. Do widzenia, moja mi³a.
Tak, JU¯ wychodzê! Cholerny skurczybyku...
Nie wiedzia³a, czy profesor Snape w³ama³ siê dzi¶ do jej mieszkania, ale na wszelki wypadek by³a na to przygotowana psychicznie. Przynajmniej tak jej siê wydawa³o, do chwili, kiedy wysz³a z kominka.
Serce zamar³o jej w gardle. Salon wygl±da³, jakby przesz³o po nim tornado. Kanapa by³a przesuniêta, narzuta zrzucona, tak samo obrus na stole. Kryszta³owy wazon na kwiaty le¿a³ pot³uczony na pod³odze. Ksi±¿ki zosta³y zgarniête z pó³ek, niektóre le¿a³y na ziemi, czê¶æ pootwierana na chybi³ trafi³. Rozmaite pami±tki, które Hermiona poustawia³a na kredensie, by³y poprzewracane – jej mugolskie zdjêcie z rodzicami i magiczne zdjêcie Hogwartu, na którym normalnie widaæ by³o przechadzaj±cych siê studentów. Teraz wszyscy uciekli i widzia³a tylko mury zamku. Przedziwnie powyginany kaktus jako¶ siê uchowa³, sta³ nadal w k±cie, jak zawsze.
Jej sypialnia by³a prawie nietkniêta, mo¿e dlatego, ¿e prócz ³ó¿ka i pó³eczki na lampê nie by³o tam za wiele rzeczy. Ko³dra le¿a³a na pod³odze, poduszka pod oknem, kilka ksi±¿ek zosta³o zrzuconych z pó³ki na ziemiê. Za to w kuchni by³ bajzel, którego nie powstydzi³yby siê chochliki kornwalijskie Lockharta. Sztuæce, wyka³aczki, korki do butelek, spinacze do otwartych saszetek... by³y wyrzucone na ziemiê. Ul¿y³o jej niepomiernie, ¿e Snape nie wpad³ na pomys³ wysypania wszystkich przypraw z buteleczek, flakoników i plastykowych pojemników. Nie pot³uk³ te¿ jej wszystkich talerzy i szklanek. Ksi±¿ka kucharska wyl±dowa³a w zlewie, na szczê¶cie czystym. Gazety ze sto³u le¿a³y na pod³odze w jednej, zmiêtej kupie. Krzes³a poprzewracane. Ró¿a, któr± dosta³a od taty z okazji awansu, le¿a³a na stole, ale wazonik spad³ na ziemiê i woda siê wyla³a. Kocia karma rozmaka³a na pod³odze, w ka³u¿y wody z miseczki.
£azienka by³a nietkniêta, wszystko pouk³adane tak jak zostawi³a wychodz±c do pracy.
Snape poinstruowa³ Hermionê, ¿e ma wszystkiemu dobrze siê przypatrzeæ, bo bêdzie musia³a przekazaæ wspomnienie komu¶ w firmie Jinks & Hayde, ale dziewczyna nie chcia³a traciæ czasu. Ze ci¶niêtym gard³em z³apa³a za ró¿d¿kê i zawo³a³a g³o¶no „Reparo!" modl±c siê, ¿eby zaklêcie podzia³a³o. Wiedzia³a doskonale, ¿e zaklêcie odwraca szkody, ale dzia³a tylko do czterech godzin wstecz. Je¶li Snape rozwali³ jej mieszkanie przed trzeci± po po³udniu...
Zadzia³a³o, ale spieszy³a siê mimo wszystko. Metodycznie wskazywa³a ró¿d¿k± wszystkie przedmioty i patrza³a, jak wazonik wskakuje na stó³, ró¿a wsuwa siê do wazonika, jak sztuæce, wyka³aczki i reszta gratów wracaj± na powrót do szuflad... Kiedy oczy¶ci³a kuchnie, pobieg³a do salonu i tam równie¿ wszystko wróci³o na swoje miejsce.
Dziewczyna usiad³a ciê¿ko na kanapie.
– Masz szczê¶cie, Snape! Masz ogromne szczê¶cie! Jakby tego nie uda³o siê magicznie posprz±taæ, to chyba bym ciê zabi³a! Nawet jakby¶ mi zabra³ ró¿d¿kê! Po prostu za³atwi³abym ciê go³ymi rêkami! – warknê³a g³o¶no.
Wtedy z go¶cinnego pokoju wyszed³ Krzywo³ap, przeci±gaj±c siê leniwie.
– A ty, jak ciê znam, zamiast pilnowaæ domu, pewnie przyszed³e¶ siê o niego poocieraæ, co?!
Posz³a do sypialni i zaczê³a poprawiaæ ko³drê, ju¿ bez ró¿d¿ki. Ci±gle z³orzecz±c, posz³a po poduszki.
– Cholerny dupek! A gdybym tak nie mog³a tego sprz±tn±æ? Musia³o go tak ponie¶æ?! Snape, jak ciê dopadnê, to ci nogi z dupy powyrywam!
Podnosz±c ksi±¿kê zamar³a. Na ziemi zosta³a karteczka, na której bardzo jej znanym charakterem pisma by³o napisane „Kocham ciê bardzo, najdro¿sza". Serce zabi³o jej nagle mocno.
– Pieprzony dupek! – wyra¼nie brakowa³o jej inwektyw.
Wziê³a do rêki karteczkê, usiad³a na ³ó¿ku i rozp³aka³a siê.
„Kocham ciê. Bardzo ciê kocham". Pam param pam pam. Pewnie ju¿ wtedy pieprzy³e¶ siê z t± piersiast± laluni±... – doskonale pamiêta³a, ¿e Ron da³ jej t± karteczkê na Walentynki.
Minê³o ju¿ dwa tygodnie od owego pi±tku, kiedy to zasta³a ich w ³ó¿ku. Od tego czasu p³aka³a wiele razy, ale widaæ jeszcze nie wystarczaj±co du¿o, bo fakt jego zdrady nadal bola³.
W koñcu podar³a kartkê na maciupkie strzêpy i posz³a spaliæ j± w kominku.
Dopiero wieczorem, k³ad±c siê spaæ, znalaz³a jeszcze inn± karteczkê, wsuniêt± pod poszewkê poduszki. Poczu³a co¶ sztywnego i drapi±cego, kiedy przy³o¿y³a do niej g³owê. Mrucz±c Lumos wyci±gnê³a j± i znalaz³a obiecan± przez Snape'a listê punktów aportacyjnych, bezpiecznych kryjówek i punktów kontaktowych. Równie dobrze znanym jej pismem by³o dopisane na dole: „Naucz siê na pamiêæ i spal". Równie¿ bez podpisu. Dwóch ró¿nych mê¿czyzn – jeden niedawno odszed³ z jej ¿ycia, drugi – wygl±da³o na to, w³a¶nie do niego wkracza³.
Postanowi³a nauczyæ siê tego jutro. Schowa³a kartkê na powrót pod poszewkê, obróci³a na drug± stronê, przytuli³a siê do miêkkiej poduszki i zasnê³a.
Tego samego wieczora, setki mili dalej, Snape siedzia³ w swoim fotelu i wpatrywa³ siê w medalion. Bardzo niechêtnie musia³ przyznaæ, ¿e by³ nim po prostu zachwycony. Nie ¿eby wygl±d medalionu mia³ jakiekolwiek znacznie – chodzi³o o to, ¿eby móg³ schowaæ do ¶rodka magiczny pergamin i tyle. Ale gdzie¶ w g³êbi ducha zastanawia³ siê, co te¿ znajdzie panna Granger. TEN medalion nadawa³ siê do zatrzymania i noszenia ju¿ choæby dla samej przyjemno¶ci noszenia.
Trzymaj±c go w d³oni i bawi±c siê ³añcuchem rzuci³ okiem na pier¶cionek. Oczywi¶cie kolor bursztynu nawi±zywa³ do koloru Gryffindoru, ale prócz tego wygl±da³ ca³kiem ca³kiem. Nic rzucaj±cego siê w oczy, nic topornego; ma³y, dyskretny pier¶cionek. W³a¶nie co¶ takiego chcia³ jej poradziæ, boj±c siê, ¿e kupi sobie jaki¶ wielki i b³yszcz±cy, który natychmiast wszyscy zauwa¿±.
Znów trochê niechêtnie musia³ przyznaæ, ¿e mia³a gust.
Chwilê jeszcze przygl±da³ siê bi¿uterii, po czym przypomnia³ sobie ten cholerny obraz i skrzywi³ siê, jednocze¶nie u¶miechaj±c lekko. Obraz by³ koszmarem. Kiedy wyszed³ z kominka w jej mieszkaniu, dos³ownie wpad³ na niego i natychmiast zrozumia³ pro¶bê Granger, ¿eby „ukrad³" w³a¶nie to. Nie by³o siê co dziwiæ. Po chwili zobaczy³ jej li¶cik i przez chwilê nie wiedzia³, czy ma siê z³o¶ciæ, czy wrêcz przeciwnie. Jej komentarz roz¶mieszy³ go, ale równocze¶nie przemknê³o mu przez my¶l, ¿e to by³ pierwszy raz, kiedy kto¶ napisa³ do niego zupe³nie bez potrzeby. Wygl±da³o to tak, jakby po prostu chcia³a do niego napisaæ. Po¿artowaæ sobie. Po pierwsze nie by³ do czego¶ takiego przyzwyczajony, po drugie i najwa¿niejsze, nie z jej strony! Mog³aby pisaæ do niego Minerwa, czy Horacy, czy te¿ kto¶ inny... po chwili wahania odnalaz³ odpowiednie s³owo: z jego otoczenia. Ale nie jego studentka! Ona ju¿ nie jest twoj± studentk±. To m³oda, doros³a kobieta – przemknê³o mu przez my¶l.
Przez chwilê rozwa¿a³, czy zbagatelizowaæ to, czy przywo³aæ j± do porz±dku. Z jednej strony mia³ wielk± ochotê to zrobiæ. Tysi±ce razy karci³ uczniów, warcza³ na nich, bawi³o go, ¿e im bardziej ¶cisza³ g³os i spokojniej mówi³, tym bardziej sprawiali wra¿enie przera¿onych. To wydawa³o siê ca³kiem naturalne. Z drugiej strony jego uk³ad z pann± Granger by³ zupe³nie inny. Nie móg³ na ni± warczeæ czy krzyczeæ i równocze¶nie oczekiwaæ, ¿e bêd± równorzêdnymi partnerami.
Wszystko tylko nie to! W ¿adnym razie ta dziewczyna nie bêdzie twoj± równorzêdn± partnerk±!
Jaki¶ g³osik w jego g³owie szepn±³ mu jednak Lepiej staraj siê nie komplikowaæ ju¿ i tak skomplikowanej relacji. Daj jej szansê, pozwól na ... Cholera, na co?!
A¿ zamar³ z zaskoczenia. Nagle dotar³o do niego, ¿e po prostu szuka wymówki, ¿eby nie musieæ jej upominaæ, ¿e... trochê mu siê to podoba. TROCHÊ! To, ¿e kto¶ ma ochotê napisaæ do Severusa Snape'a, a nie do Dyrektora Hogwartu. Czu³ siê, jakby ¶ledzi³ dialog miêdzy dwiema czê¶ciami jego umys³u.
W nastêpnej chwili dotar³o do niego równie¿ to, ¿e ten kto¶ to Hermiona Granger i poczu³, jakby kto¶ nim gwa³townie potrz±sn±³.
Lepiej sam siê przywo³aj do porz±dku! Nie musisz na ni± warczeæ czy krzyczeæ, ale spokojnie przypomnieæ jakie s± wasze wzajemne uk³ady.
Poczu³ siê lepiej i zacisn±³ zêby udaj±c, ¿e nie s³yszy, jak ten cholerny g³osik mówi mu A w zasadzie to co jest z³ego w takim uk³adzie?
¯eby zaj±æ czym¶ my¶li poszed³ zanie¶æ Minerwie medalion i pier¶cionek.
Minerwa wpu¶ci³a go do siebie, przynios³a herbatê i usiedli przed kominkiem. By³ ju¿ wieczór i bez ognia na kominku by³o ch³odno. Snape bez s³owa poda³ jej oba przedmioty.
– Och... to jest piêkne! – zawo³a³a starsza czarownica, wyci±gaj±c medalion i przygl±daj±c mu siê z bliska.
– Ujdzie – skomentowa³ Snape, bo przecie¿ co innego móg³ powiedzieæ?
– Ujdzie?! Severusie... kupujesz co¶ tak piêknego, a potem grymasisz? Jest doprawdy piêkny! Bardzo ¶lizgoñski!
Skin±³ g³ow± na znak zgody. Mo¿e w ten sposób zajmie siê czym¶ innym. Minerwa zajê³a siê... Owszem... choæ nie do koñca by³o mu to na rêkê.
– Pier¶cionek te¿ ³adny. Taki... delikatny... Bardzo kobiecy. Nie podejrzewa³am ciê o tak dobry gust...
Zanim odpowiedzia³, przezornie upewni³ siê, ¿e nie trzyma w rêku fili¿anki, ani w³a¶nie nie pije.
– To nie ja, to panna Granger.
Minerwa zamar³a wpatruj±c siê w niego, przez chwilê nie wiedz±c co powiedzieæ.
– Panna Granger... mówisz o Hermionie Granger?!
Powa¿nie potakn±³.
– Severusie... przyznajê, ¿e ... siê trochê pogubi³am. Mówisz o Hermionie Granger, tak? Mojej Gryfonce... Tej Gryfonce, któr± jeszcze tak niedawno gnêbi³e¶ na Eliksirach czy Obronie przed Czarn± Magi±... tak? – Kiedy znow skin±³ g³ow±, doda³a niepewnie. – I teraz chcesz mi powiedzieæ, ¿e z Hermion± Granger chcesz zawrzeæ Rytua³ Magicznej Wspólnoty? Mo¿esz mi powiedzieæ co siê dzieje?
Snape kiwn±³ g³ow± po raz kolejny. Faktycznie, przecie¿ to by³a Hermiona Granger, a on przed chwil± szuka³ wymówek, ¿eby jej nie upominaæ... nazwa³ j± równorzêdn± partnerkê! Merlinie, chyba oszala³!
– Minerwo, wiem, ¿e czujesz siê tak, jakby to dotyczy³o ciebie, ale...
– To dotyczy mnie! To dotyczy mojego Domu! – odpowiedzia³a gwa³townie.
– ... niestety muszê ciê prosiæ o zrozumienie. – Nie przerywaj±c pochyli³ siê lekko ku niej.
Minerwa zacisnê³a usta. No tak, przerwa³a Snape'owi, a on tego bardzo nie lubi³.
– Severusie... Powiedz mi tyle, ile mo¿esz. Czy co¶.. co¶ was ³±czy?
– Dobrze. Powiem ci wszystko, co mogê . Wiesz jakie mam zasady, wiêc nie naciskaj, bo i tak nic wiêcej siê nie dowiesz. Przynajmniej nie teraz.
Zamy¶li³ siê i zacz±³ g³adziæ palcem po ustach. Mówi³ wolno, w skupieniu, rozwa¿aj±c, co mo¿e wyjawiæ, a czego nie.
– Panna Granger jest w niebezpieczeñstwie. Powa¿nym niebezpieczeñstwie. Prosi³a mnie o pomoc i okaza³o siê, ¿e ... ta sprawa dotyczy przez przypadek równie¿ i mnie. Istnieje wiêc mo¿liwo¶æ, ¿e bêdziemy musieli... dzieliæ siê pewnymi informacjami. ¯eby nie nara¿aæ nas obojga uzna³em, ¿e to bêdzie najbardziej dyskretny sposób.
Starsza kobieta siedzia³a wyprostowana i kiedy skoñczy³ mówiæ, pokrêci³a wolno g³ow±.
– Nie jest to wiele, ale rozumiem... Obiecaj mi tylko proszê, ¿e bêdziesz j± chroni³... na tyle, na ile mo¿esz... – spojrza³a na niego prosz±co, a kiedy potakn±³, doda³a. – Pamiêtaj, ¿e zawsze mo¿esz na mnie liczyæ. Je¶li tylko bêdziecie potrzebowaæ czego¶... Proszê, nie wahaj siê.
– Dziêkujê ci bardzo, Minerwo.
– Na kiedy to chcesz? – wskaza³a medalion i pier¶cieñ.
– Kiedy tylko mo¿esz.
– Zrobiê wam to na ¶rodê. Bêdê potrzebowaæ jeszcze jednego dnia na przygotowania do Rytua³u. Wiêc mo¿esz zaprosiæ pannê Granger na pi±tek.
– Bardzo dobrze. Daj mi znaæ je¶li my te¿ mamy co¶ przygotowaæ. I... lepiej to ty napisz jej przez sowê, ¿e ma do ciebie przyj¶æ w pi±tek w sprawie OWUTEMÓW, dobrze? To bêdzie nasza przykrywka.
– W przypadku Hermiony nie da³abym g³owy, ¿e nie postanowi swoj± drog± zdawaæ tych egzaminów... – u¶miechnê³a siê lekko Minerwa.
Snape nawet nie drgn±³. Wygl±da³, jakby by³ z³y, wiêc zmieni³a temat i zaczê³a mu opowiadaæ o ostatnich wyczynach ¦lizgonów na Transmutacji. Dwóch dowcipnisiów przetransmutowa³o torby wszystkich pozosta³ych uczniów w myszy, które rozbieg³y siê po ca³ej klasie i pochowa³y, gdzie tylko mog³y. Namêczy³a siê szukaj±c ich i odjê³a im za ten wyg³up po dwadzie¶cia punktów.
W którym¶ momencie stwierdzi³a, ¿e zupe³nie nie wygl±da³ na zainteresowanego.
CDN...