Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Hermiona skuli³a siê w sobie. Do tej pory gdzie¶ w g³êbi serca mia³a idiotyczn± nadziejê, ¿e dzisiejsza wizyta w Pary¿u wszystko zmieni. Wszystko siê u³o¿y i Jean Jacques znajdzie z³ote rozwi±zanie ca³ej sprawy. Kiedy my¶la³a o tym trochê powa¿niej, zdawa³a sobie oczywi¶cie sprawê z tego, ¿e co¶ takiego istnieje tylko w bajkach, gdzie wszyscy ¿yj± d³ugo i szczê¶liwie, ale mia³a nadziejê, ¿e posun± siê chocia¿ trochê do przodu.
Teraz wydawa³o siê jej, ¿e tak naprawdê nic nie osi±gnêli. I nie uda siê im nic za³atwiæ...
Jean Jacques popatrzy³ na ni± i u¶miechn±³ siê pocieszaj±co.
– Nie znam siê na legilimencji, wiêc nie umiem czytaæ w my¶lach, ale chyba wiem, co k³êbi siê teraz w twojej ma³ej g³ówce. – Hermiona spojrza³a szybko na Severusa, który siedzia³ z nieprzeniknion± min±. – Nie wasza wina. Robicie wszystko, co mo¿ecie, ¿eby ich powstrzymaæ. Po prostu musimy jeszcze trochê poczekaæ. Musz± siê bardziej odkryæ. Dopiero wtedy bêdzie mo¿na jako¶ zareagowaæ. Mam parê pomys³ów na to, jak wam jeszcze mo¿emy pomóc, ale muszê je najpierw skonsultowaæ z Ministrem. Mo¿e on bêdzie mia³ jeszcze jakie¶ inne.
Mimo nag³ej niechêci do tego Francuza, Severus musia³ siê z nim zgodziæ. Tego typu sprawy nie by³y wcale takie proste do rozwi±zania. Gdyby by³y, nie by³oby dwóch wojen przeciw Czarnemu Panu.
Jean Jacques popatrzy³ na zegarek – dochodzi³o ju¿ po³udnie, i podniós³ siê.
– Chod¼my na obiad. Jak zjemy, poka¿ê wam fiszki, które mamy na ca³± ósemkê i na nowo wybranych szefów Departamentów. Jest tam parê pere³ek, choæ mog± byæ u¿yte raczej do szanta¿u, ni¿ do postawienia w stan oskar¿enia. Ale nie mo¿ecie ich st±d wynie¶æ, s± spisane specjalnym atramentem, który widoczny jest w jednej z sal w Skrzydle Pó³nocnym.
Wyszli do korytarza i skierowali siê w stronê schodów.
– Tam, gdzie ostatnio nie mog³e¶ mnie zabraæ? – zainteresowa³a siê Hermiona, id±c ko³o Jean Jacquesa.
– Tak. Ale inaczej tego nie odczytacie, wiêc nie mamy innego wyj¶cia. Ufam, ¿e cokolwiek zobaczycie, czy us³yszycie, zatrzymacie to dla siebie.
– Mo¿emy sporz±dzaæ notatki? – zagadn±³ Severus, id±c trochê za nimi.
– Oczywi¶cie. Po to w³a¶nie je wam damy. Ja w tym czasie porozmawiam z Ministrem, a potem porozmawiamy razem. Jak skoñczymy, zabiorê was do biura, gdzie pracuje Jean François. Doszli¶my do wniosku, ¿e o wiele lepiej bêdzie, jak was nauczy aktywowaæ na nowo ¶wistokliki. Nie bêdziecie ju¿ musieli ich nam odsy³aæ. I poka¿e wam, jak dzia³a i jak siê ustawia ¶wistoklik miêdzykontynentalny.
– Uda³o siê wam je zrobiæ?! – zawo³a³a rado¶nie Hermiona i u¶miechnê³a siê do Severusa.
– Dok³adnie na pocz±tku tego tygodnia. Ju¿ bez ma³a stracili¶my nadziejê! Ale siê uda³o. Za to zmieniacze czasu nadal nie dzia³aj± poprawnie, wiêc to doskona³a nowina, ¿e uda³o siê wam dostaæ choæ jeden. Tylko nie u¿ywajcie go u nas, pojêcia nie mam, jak mo¿e zadzia³aæ!
– Ten wasz Jean François pracuje w soboty?
– Nie, ale dam mu znaæ, jak bêdziemy go potrzebowaæ. Aportuje siê w biurze na parê godzin – wyja¶ni³ Jean Jacques i otworzy³ przed nimi drzwi do tej samej sali, w której jedli z Hermion± obiad poprzednim razem.
Na widok sto³u zastawionego talerzykami i miseczkami z ró¿nymi ma³ymi ciasteczkami, kawal±tkami sera otoczonego w przyprawach czy te¿ gêstymi sosami Severus uniós³ lekko brew do góry.
Ten ¯abojad TO nazywa obiadem??!
Hermiona usiad³a ko³o niego i kiedy Jean Jacques odszed³ od nich do stolika z butelkami, powiedzia³a cicho.
– Nie najadaj siê tym, to jest apperitif.
– Doprawdy s±dzisz, ¿e móg³bym siê tym naje¶æ? – odpar³ cierpko.
– Chodzi mi o to, ¿e dopiero po tym podadz± obiad. Pewnie bêdzie kilka dañ, potem ser, a na koniec deser i kawa.
Jean Jacques przyniós³ Hermionie kieliszek s³odkiego bia³ego wina, a Severusowi whisky i wróci³ przygotowaæ sobie drinka. Severus wzi±³ niewielki ³yk i z przyjemno¶ci± smakowa³ w ustach. Mêcz±ce go uczucie ch³odu rozlewaj±cego siê gdzie¶ w nim, po³±czone z gorzkim posmakiem flustracji i niechêci zaczê³o z wolna go opuszczaæ. Usiad³ wygodniej i u¶miechn±³ siê k±cikiem ust do Hermiony, która przechyli³a siê do niego.
– Na ogó³ Francuzi nie rozmawiaj± przy jedzeniu o sprawach... zawodowych.
– A o czym rozmawiaj±?
– O wszystkim. Nie sprawi ci problemu, je¶li bêdziemy mówiæ sporo o historii?
– Czemu akurat o historii?
– Bo z tego, co zauwa¿y³am ostatnim razem, Jean Jacques uwielbia historiê. Zna wspania³e historyjki i cudownie opowiada. Pewnie by³by znakomitym nauczycielem! – u¶miechnê³a siê promiennie.
Fala ch³odu wybuch³a w nim ze zdwojon± si³± i Severus poczu³, jak napinaj± siê mu wszystkie miê¶nie. Tak mocno, ¿e a¿ poczu³ fizyczny ból. S³ysza³ gdzie¶ w g³owie echo bicia w³asnego serca i zorientowa³ siê, ¿e zaciska kurczowo szczêki. Mia³ wra¿enie, ¿e ka¿dy skrawek cia³a i skóry krzyczy w nim w niemym prote¶cie.
– Doprawdy fascynuj±ce – wycedzi³, staraj±c siê ze wszystkich si³ zapanowaæ nad sob±.
Popatrzy³ na siadaj±cego naprzeciw mê¿czyznê, który u¶miechn±³ siê do JEGO! Hermiony, odepchn±³ szklaneczkê od siebie i skrzy¿owa³ mocno rêce na piersi. Straci³ ca³± ochotê na „apperitif”.
Jean Jacques, Jean Jacques i Jean Jacques. Jean Jacques to i Jean Jacques tamto. Bez w±tpienia by³by cudownym, genialnym nauczycielem.
Teraz ju¿ rozumiesz, czemu panna Granger tak ³adnie siê ubra³a. A ty s±dzi³e¶, ¿e to po to, ¿eby jej ubranie pasowa³o do twojego garnituru. Trzeba by³o byæ ¿a³osnym idiot±, ¿eby tak my¶leæ. Inaczej za³o¿y³aby te g³upie mugolskie spodnie i workowat± bluzê.
Nie tkn±³ ju¿ whisky i zmuszaj±c siê do zachowania spokojnego wyrazu, twarzy bra³ raczej bierny udzia³ w dyskusji w trakcie ca³ego obiadu.
Hermiona spogl±da³a na jego pe³n± szklaneczkê i coraz wyra¼niej czu³a, ¿e co¶ jest nie tak. Severus by³ uprzejmy, ale ch³odny i powa¿ny. W³a¶ciwie przypomina³ jej dawnego Severusa. Czy te¿ raczej Snape’a ze szkolnych czasów.
Ju¿ prawie zapomnia³a, jak zachowywa³ siê na samym pocz±tku ich... „nowej” znajomo¶ci i ile potrzebowa³ czasu, ¿eby otworzyæ siê przed ni±, rozlu¼niæ i zacz±æ pozwalaæ na u¶miech czy ¿arty.
Pewnie on tak reaguje na ka¿d± now± osobê. Biedak. Nie ma siê co dziwiæ po tym wszystkim, co przeszed³...
Przysz³o jej do g³owy, ¿e dzi¶ wieczorem mog± pój¶æ gdzie¶ na spacer i kolacjê. Obojêtnie czy w czarodziejskim, czy mugolskim ¶wiecie. Mo¿e bycie z kim¶, kogo zna pomo¿e mu siê odnale¼æ i da choæ trochê komfortu...
Poniewa¿ odnios³a wra¿enie, ¿e Severus lubi, jak ona odgrywa rolê przewodniczki, zdecydowa³a siê pokazaæ mu co¶ mugolskiego.
– Macie Wie¿ê Eiffla? – spyta³a, popijaj±c kawê.
Jean Jacques dosypa³ sobie cukru i zamiesza³ energicznie swoj±.
– Oczywi¶cie, ¿e mamy! Jak tylko j± skoñczono, mieszkañcy z Siódmej dzielnicy natychmiast zgodnie z³o¿yli pro¶bê o przeniesienie jej do naszego wymiaru. Trochê musieli¶my pozmieniaæ Pola Marsowe, nawet przesiedliæ jak±¶ rodzinê, która o dziwo zgodzi³a siê bez s³owa. I na pocz±tku 1891 roku uda³o nam siê j± wreszcie ustawiæ u nas. Jako¶ po II mugolskiej wojnie uaktualnili¶my j±, ale nie mo¿na wje¿d¿aæ na górê. Bo skopiowali¶my j± razem z d¼wigami, które dzia³aj± na elektrykê. I teraz szukamy sposobu, jak je uruchomiæ.
– Wingarium Leviosa nie dzia³a?
– Nie na setki kilogramów stali. Swoj± drog± trochê ¶mieszne, ¿e j± zbudowali¶my. Najwiêkszy fallus na ¶wiecie, zrobiony przez naród, którego najs³ynniejszy przywódca mia³ metr piêædziesi±t w kapeluszu. Wy, Brytyjczycy, s±dzicie, ¿e Napoleon leczy³ w ten sposób swój kompleks ni¿szo¶ci – roze¶mia³ siê.
Severus spojrza³ na niego tak lodowatym wzrokiem, ¿e Jean Jacques czym prêdzej zamilk³. Hermiona tego nie zauwa¿y³a. Zadowolona odstawi³a fili¿ankê.
W takim razie wybierzemy siê do mugolskiego wymiaru.
Po obiedzie poszli do Skrzyd³a Pó³nocnego. Po paru minutach marszu zatrzymali siê przed du¿ymi drewnianymi drzwiami, Jean Jacques stukn±³ w nie ró¿d¿k±, wymrucza³ jakie¶ zaklêcie i nagle drewno rozp³ynê³o siê, ods³aniaj±c przej¶cie o¶wietlone p³on±cymi pochodniami. Gdy przeszli przez nie, Hermiona obejrza³a siê i stwierdzi³a, ¿e drzwi pojawi³y siê na nowo.
Francuz zaprowadzi³ ich do niewielkiej sali zaraz za rogiem. By³o ciemne i wydawa³o siê byæ do¶æ du¿e, choæ w mroku ciê¿ko by³o cokolwiek dostrzec. Wszêdzie unosi³ siê zapach kurzu, starych pergaminów, kleju do klejenia ksi±g i skóry. W niemrawych promieniach s³oñca, s±cz±cych siê przez jedno niewielkie okno gdzie¶ wysoko, wirowa³y drobiny kurzu, mieni±c siê kolorowo.
Jean Jacques machn±³ ró¿d¿k± i nagle pomieszczenie rozja¶ni³o ciep³e ¶wiat³o setek ¶wiec zatkniêtych w zakurzonych kandelabrach rozstawionych co parê stóp na d³ugich sto³ach. Pod ¶cianami dostrzeli szafy, w których zamkniête by³y ca³e stosy ksi±g. Na sto³ach sta³y kosze z rulonami pergaminu, wszêdzie rozstawione by³y ka³amarze pe³ne piór.
Nagle sk±d¶ z góry pogr±¿onej w mroku sfrun±³ czarny kruk i usiad³ na porêczy najbli¿szego drewnianego krzes³a.
Jean Jacques podszed³ do niego i pog³aska³ go delikatnie wierzchem palców, a ptak zakraka³.
– Mateusz bêdzie wam towarzyszy³. To jest nasz Stra¿nik. Gdyby¶cie czego¶ potrzebowali, wy¶lijcie go do mnie.
Kolejnym zaklêciem otworzy³ jedn± z przeszklonych szaf i wylewitowa³ dwie ksiêgi i lu¼ny plik pergaminów na stó³.
– Tu macie wszystko, co uda³o mi siê zebraæ. Teraz was zostawiê i pójdê porozmawiaæ z Ministrem. Jak skoñczymy, to do was przyjdziemy – powiedzia³ i wyszed³ zamykaj±c za sob± cicho drzwi.
CDN...