Watkins okazuje siê znaæ ca³kiem dobrze ¶wiat niemagiczny
Ko³o pi±tej po po³udniu Hermiona poczu³a ciep³o na palcu lewej rêki. Wybuch³a w niej szalona nadzieja, ¿e tym razem pods³uchana rozmowa by³a ciekawa, szczególnie bior±c pod uwagê Proroka i ¯onglera i ¿e Severus bêdzie chcia³ siê z ni± spotkaæ. Zerwa³a siê od biurka i w tym momencie do gabinetu zajrza³a Aylin ubrana w doskonale przylegaj±c± szatê z jakiego¶ zwiewnego jedwabiu w b³êkitno–bia³ym kolorze.
– Hermiona, mo¿esz mi pomóc?
Byle szybko...
– W przysz³ym tygodniu Tyler ma spotkanie w... Alimos, w Atenach i nie wiem, o której godzinie... Napisali tu 12.00 GMT + 2 godziny
Hermiona st³umi³a niechêæ i u¶miechnê³a siê siêgaj±c po wezwanie na stawienie siê na letni± sesjê ICW i w ¿aden sposób nie zareagowa³a na fakt, ¿e Aylin nazwa³a ich szefa po imieniu.
– To jest wezwanie oficjalne dla wszystkich uczestników konferencji, wiêc podaj± czas przybycia odnosz±c siê do naszego czasu, tu, w Anglii – wyja¶ni³a. – To znaczy, ¿e tam bêdzie czternasta.
– Wiêc ma byæ tam o czternastej, tak? – upewni³a siê Aylin.
– Dok³adnie!
Aylin podziêkowa³a Hermionie, wziê³a wezwanie i wysz³a mrucz±c do siebie. Hermiona nadstawi³a ucha.
– Parê minut na teleportacjê, chwile na odnalezienie siê w Atenach... jak siê deportuje st±d za piêtna¶cie druga, bêdzie dobrze...
Hermiona u¶miechnê³a siê do siebie. Idiotka, znów nic nie zrozumia³a... Zanosi³o siê na dobr± zabawê. Po pierwsze Rockman spó¼ni siê dwie godziny, po drugie zanosi siê na to, ¿e Aylin wy¶le go do Aten zamiast do Alimos. Grecy, nie wiedzieæ po co, podali nie tylko miasto, w której odbywa³a siê sesja, ale i dawny nomos, czyli region. A ¿e w czarodziejskim ¶wiecie u¿ywano nadal nazw z dawnej monarchii, ³atwo mo¿na by³o siê pomyliæ. Nie by³o to daleko, ale je¶li Rockman znajdzie siê sam w Atenach, przy odmiennej pisowni pogubi siê zupe³nie. Ciekawe, czy Tyler pog³aszcze ciê po g³ówce, moja droga Aylin...
Nie czekaj±c na kolejne ewentualne pytania posz³a szybko do ³azienki, rzuci³a zaklêcia, ¿eby móc przeczytaæ wiadomo¶æ od Severusa... i zrzed³a jej mina.
– Spisa³em wszystko, o czym dzi¶ mówili. Dam ci to jutro. Mo¿e spotkajmy siê u ciebie zamiast u mnie?
Przygryz³a usta. Co¶ siê musia³o staæ z pluskw±, skoro musia³ wszystko spisaæ z pamiêci.
– Pluskwa nie dzia³a³a?
Odpowied¼ przysz³a po chwili.
– Dzia³a³a, ale nie s±dzê, ¿e powinna¶ s³uchaæ ich rozmowy. Osiemnasta mo¿e byæ?
Hermiona skrzywi³a siê. O czym oni mogli rozmawiaæ?! Z pewno¶ci± o nim! Mo¿e nie chce mnie tym martwiæ...
– Oczywi¶cie, ¿e mo¿e byæ. Wszystko w porz±dku?
– Oczywi¶cie. U ciebie te¿?
Potwierdzi³a, bo w tej chwili czu³a siê zdecydowanie lepiej, ni¿ parê godzin temu. Na obiad posz³a na Pok±tn± i kiedy zobaczy³a ró¿ne og³oszenia propagandowe rz±du przyczepione magicznym przylepcem do szyb okien wiêkszo¶ci sklepów, szarpnê³a ni± nag³a fala z³o¶ci, tak silna, ¿e bez ma³a czu³a, ¿e wybuchnie, rozleci siê na tysi±ce kawa³ków. Og³oszenia przemieszane by³y z obwieszczeniem, ¿e krytyka rz±du w postaci protestów czy publikacji bêdzie od teraz ¶cigana i winni zostan± os±dzeni i osadzeni w Azkabanie. Ludzie dooko³a szemrali niechêtnie, ale widaæ by³o, ¿e obawiali siê ewentualnego pods³uchania, bo zbierali w ciasne grupki i milkli, kiedy kto¶ zbytnio siê do nich zbli¿y³. A przecie¿ z Severusem tak bardzo liczyli na te protesty...!
Zaskoczy³o j±, ¿e a¿ tak j± to rozz³o¶ci³o, ale kiedy wróci³a do biura, rzuci³a okiem na kalendarz i skrzywi³a siê. Nied³ugo powinny przyj¶æ te trudne dni, których tak serdecznie nie znosi ka¿da kobieta. No có¿, wszystko jasne.
Wróci³a do domu, wziê³a po¿yczon± od Severusa ksi±¿kê i przytuli³a siê do niej. Po jakim¶ czasie uda³o siê jej uspokoiæ. Dopiero wtedy wróci³a do pracy.
¦roda, 22.07
Severus zamiesza³ ostatni raz eliksir, którzy przygotowywa³ dla ¦w. Munga, powoduj±cy zasklepianie siê ran po zaklêciach tn±cych i spojrza³ na zegarek. Dochodzi³o w pó³ do pi±tej. Zacz±³ sprz±taæ zlewki, chochelki i ³y¿ki do mieszania. Musia³ bardzo uwa¿aæ, bo wszystko, co u¿ywa³ do warzenia by³o ze szk³a, poniewa¿ choæby chwilowe wetkniêcie siê eliksiru z metalem pozbawia³o go natychmiast mocy. Nawet kocio³ek nie by³ zwyk³ym kocio³kiem, ale wielk±, szklan± mis± postawion± na specjalnej grzej±cej podstawce, która izolowa³a naczynie od trójnoga.
Na koniec przela³ zaklêciem eliksir do flakoników, zatka³ korkami i opisa³ ka¿dy z nich. Kilka zostawi³ w Hogwarcie, resztê, bez ma³a trzydzie¶ci, odstawi³ na bok. Na jaki¶ czas powinno wystarczyæ.
Kiedy skoñczy³, by³a za piêæ pi±ta. Wróci³ do swoich komnat, wyszuka³ odpowiednie ubranie na wieczór i poszed³ wzi±æ d³ugi, gor±cy prysznic i ogoliæ siê.
Kiedy wyszed³ od¶wie¿ony po ca³odziennym warzeniu, zosta³o mu jeszcze pó³ godziny. Usiad³ w fotelu nie maj±c ochoty braæ siê z nic nowego, ani czytaæ ksi±¿ki. Co jaki¶ czas sprawdza³ czas.
To by³y chwile, które lubi³. Czekanie na co¶, czego siê pragnie. Z jednej strony dr¿y siê z niecierpliwo¶ci i chcia³oby siê byæ ju¿ te pó³ godziny pó¼niej. Z drugiej te chwile by³y zapowiedzi± nadchodz±cego szczê¶cia. Obietnic±. Przyjemne chwile maj± to do siebie, ¿e szybko przemijaj± i pozostaj± po nich tylko wspomnienia.
W ¿yciu Severusa tak ma³o by³o tych przyjemnych chwil, ¿e rozkoszowa³ siê równie¿ czekaniem na nie.
Tym razem te¿ by³o podobnie. Od rana spogl±da³ na zegarek i smakowa³ czekanie. Móg³ zamkn±æ oczy i wyobraziæ sobie, ¿e ju¿ nied³ugo bêdzie z ni±. Bêd± rozmawiaæ, bêdzie móg³ usi±¶æ ko³o niej i cieszyæ siê jej towarzystwem.
Ostatnim razem, kiedy siê widzieli, uda³o mu siê opanowaæ, wiêc tym razem te¿ mu siê uda. W tamt± niedzielê siê nie uda³o, ale tym razem ju¿ wiedzia³ na co powinien uwa¿aæ.
Za dziesiêæ szósta nie by³ ju¿ w stanie wysiedzieæ d³u¿ej. Siêgn±³ po francusk± ró¿d¿kê, któr± coraz czê¶ciej u¿ywa³, rzuci³ zaklêcie zdejmuj±ce czasowo os³ony w jego gabinecie i aktywowa³ ¶wistoklik do mieszkania Hermiony.
Dziewczyna siedzia³a na kanapie przegl±daj±c swoje notatki. Us³yszawszy stukniêcie i kroki w przedpokoju, obróci³a siê i na widok Severusa jej twarz rozja¶ni³a siê w u¶miechu.
– Dzieñ dobry, Hermiono.
– Severus! Ju¿ jeste¶! Wspaniale! – podnios³a siê raptownie i kartki zsunê³y siê jej z kolan i rozsypa³y na wszystkie strony.
Severus uklêkn±³ na jedn± nogê i zacz±³ zbieraæ je z pod³ogi. Hermiona pochyli³a siê i na stoj±co siêgnê³a po najbli¿sze stronice. Nie bardzo mog³a przyklêkn±æ, bo za³o¿y³a t± sam± obcis³± sukienkê z rozciêciem do kolana, co dwa tygodnie temu, zmieniwszy jej kolor na czarny.
Severus zmusi³ siê do patrzenia na pod³ogê, a nie na jej kszta³tn± nogê.
– Przepraszam. Gapa ze mnie – powiedzia³a Hermiona.
– Nic siê nie sta³o – odpar³.
– Siadaj – Hermiona wskaza³a mu kanapê. – Chcesz whisky, czy co¶ innego? Nie zrobi³am nic specjalnego na kolacjê, ale nie martw siê, co¶ do jedzenia dostaniesz.
Zanios³a plik kartek na komodê i nie czekaj±c na jego odpowied¼, poda³a mu whisky i siêgnê³a po w±ski, d³ugi kieliszek dla siebie. Severus siêgn±³ po szklaneczkê i zawadzi³ wzrokiem o dziewczynê, obrócon± ty³em do niego i st³umi³ westchniêcie na widok jej sylwetki.
– Co siê dzi¶ sta³o? – usiad³a ko³o niego i nala³a sobie lekkiego, s³odkiego wina.
– Nic siê nie sta³o. Ta twoja pluskwa dzia³a³a bardzo dobrze, ale, jak ci mówi³em, nie jest to dyskusja dla ciebie, wiec dzi¶ bêdziesz musia³a zadowoliæ siê moimi notatkami.
Przez godzinê ogl±dali z Minerw± czarne pude³eczko i zastanawiali siê, co zrobiæ, ¿eby wyczy¶ciæ mu dzisiejsze wspomnienia. W koñcu Minerwa zdecydowa³a, ¿e najlepiej bêdzie, je¶li powie Hermionie, ¿e nie wolno jej tego s³uchaæ i przypilnuje jej, ¿eby je usunê³a.
Hermiona odstawi³a butelkê, usiad³a wygodniej i obróci³a siê lekko do niego.
– Czemu? O czym mówili?
Severus siêgn±³ po notatki, które zrobi³ po po³udniu i poda³ jej.
– Wszystko masz tu.
– Ale...
– Nie ma ¿adnego „ale", Hermiono. I poka¿ mi, jak wymazaæ jej wspomnienia.
Hermionie drgnê³y usta w u¶miechu, jak zawsze, kiedy mówi³ o pods³uchu jak o ¿ywej istocie, ale tym razem opanowa³a siê szybko.
– Domy¶lam siê, ¿e mówili o tobie i dlatego nie chcesz, ¿ebym tego s³ucha³a... Co oni chc± ci zrobiæ?
– Póki co, nic. Przeczytaj, najlepiej od razu, to porozmawiamy, co mo¿emy zrobiæ. Mam parê pomys³ów.
Hermiona napi³a siê odrobinê i zaczê³a czytaæ. U¶miechnê³a siê lekko na widok gogli, laptapów i fonów, unios³a brwi przeczytawszy, ¿e mówi³ o tym Watkins, prychnê³a lekko czytaj±c, jak mówili o Severusie i zwolni³a, kiedy dosz³a do pomys³u modyfikowania pamiêci reporterów. Odwróci³a kolejn± stronê i czyta³a o egzaminach cz³onków Ministerstwa.
Severus obserwowa³ j± i zauwa¿y³, kiedy dosz³a do rozmowy o niej. Zmodyfikowa³ bardzo niektóre wypowiedzi i zdecydowan± ich czê¶æ usun±³, ale musia³ zostawiæ ich pomys³ sprowokowania jakiej¶ katastrofy albo w³amania siê do niej do domu i zabicia jej przez Watkinsa i byæ mo¿e Smitha. Nie wspomnia³ o gwa³cie, ale chcia³, ¿eby Hermiona zrozumia³a, ¿e jest w niebezpieczeñstwie i ¶ci¶le stosowa³a siê do jego zaleceñ. Najchêtniej kaza³by jej ju¿ dzi¶ uciekaæ do Jean Jacquesa.
Jej oczy rozszerzy³y siê i zakry³a usta d³oni±. Przez chwilê siedzia³a wpatruj±c siê w milczeniu w pod³ogê w kuchni, a potem wolno od³o¿y³a kartki na stó³ i siêgnê³a dr¿±c± rêk± po kieliszek wina.
– Oni mówili co¶ jeszcze – powiedzia³a wolno.
Skin±³ g³ow± i postanowi³ j± ok³amaæ. Poza tym nie potrafi³by jej powiedzieæ prawdy. Wymówiæ s³owa „gwa³t". Do tej pory nim trzês³o, gdy sobie przypomnia³ ich rozmowê.
– Zastanawiali siê, jak Watkins mo¿e siê do ciebie w³amaæ. Nie wiem, czemu ich zdaniem Watkins nie móg³by wej¶æ do ciebie przez kominek. Mo¿e ma uczulenie na kurz? Nie wa¿ne. W ka¿dym razie Smith mo¿e mu pomóc. A wiedz±c, jaki Smith ma poci±g do Niewybaczalnych...
Hermiona zblad³a i westchnê³a ciê¿ko.
– Merlinie, co ja im takiego zrobi³am... przecie¿ oni nie wiedz±, ¿e ja wiem. Wiêc czemu...
– Albus to ci kiedy¶ powiedzia³ – powiedzia³ ciep³o. – Jak to mo¿liwe, ¿e dziewczyna mugolskiego pochodzenia mo¿e byæ najinteligentniejsz± czarownic± w naszym stuleciu?
Spojrza³a na niego i w jej oczach b³ysn±³ cieñ u¶miechu, ale szybko zgas³. Nagle sp³ynê³o na ni± nieoczekiwane zmêczenie tym wszystkim. Czemu nie mog³a tak po prostu normalnie ¿yæ, jak inne kobiety na ¶wiecie? Siedzieæ ko³o ukochanego mê¿czyzny i my¶leæ o tym, co zrobiæ jutro na obiad, czy gdzie pój¶æ na spacer... Czemu nie machn±æ na to wszystko rêk±, nie odej¶æ z Ministerstwa, przenie¶æ siê do Hogwartu i móc choæby byæ w jego towarzystwie? Niech teraz inni walcz± i ryzykuj±.
Poczu³a jak piek± j± oczy, wiêc bezmy¶lnie przechyli³a siê i ukry³a twarz na jego piersi. Severus zamar³ na chwilê, a potem westchn±³, obj±³ j± ramieniem i przygarn±³ do siebie, wiêc przesunê³a siê bli¿ej i przytuli³a siê do niego.
– Ju¿ teraz rozumiesz, czemu chcia³bym, ¿eby¶ jak najszybciej st±d uciek³a? – spyta³ po chwili cicho, g³aszcz±c j± po w³osach.
– Wiem, ale...
– Jean Jacques móg³by ciê ukryæ. Twoich rodziców te¿. By³aby¶ bezpieczna.
Tylko to w tej chwili siê dla niego liczy³o.
Dla Hermiony znaczy³o to co¶ zupe³nie innego. Bêdzie daleko od niego. Znów nie bêdzie go widzieæ. Pokrêci³a g³ow± i wtuli³a siê jeszcze mocniej w jego pier¶.
– A ty?
– Da³bym sobie rady.
Ogarn±³ j± wstyd. Jak mog³a my¶leæ o zostawieniu tego wszystkiego, skoro on nie zamierza³ siê poddaæ? A gdyby nie da³ sobie rady i co¶ mu siê sta³o?
Odsunê³a siê lekko od niego.
– Nie.
Severus z niechêci± cofn±³ rêkê pozwalaj±c siê jej wyprostowaæ.
– Czemu ty musisz byæ tak uparta?
– Bo nie mog³abym ciê zostawiæ – odpar³a, odsunê³a siê i wsta³a. – Chod¼ do sto³u, opowiesz mi o pomys³ach, jakie masz. Musimy co¶ wymy¶liæ.
Jego dzielna, kochana Gryfonka... Pokrêci³ g³ow±, podniós³ siê i poszed³ za ni± do kuchni, ¿eby pomóc przynie¶æ jedzenie do sto³u. Kiedy ju¿ usiedli i Hermiona na³o¿y³a mu zapieczone ziemniaki przek³adane bekonem z cebul± i serem, wrócili do tematu.
– My¶la³em o tym, ¿eby spotkaæ siê z Lovegoodem i ostrzec go. Oczywi¶cie nie móg³bym powiedzieæ mu, co Norris szykuje, ale zasugerowaæ, ¿e w obecnym klimacie otwarte protestowanie koñczy siê Azkabanem. I ¿e obawiam siê, ¿e za nag³ym zaproszeniem na wyspê mo¿e co¶ siê kryæ. Przecie¿ trudno sobie wyobraziæ, ¿e po tym wszystkim, co napisa³ w swojej gazecie, bêd± go witaæ z szeroko otwartymi ramionami.
Hermiona siêgnê³a po sól, bo potrawa wyda³a siê jej niedosolona.
– Im wiêcej ich siê tam wybierze, tym trudniej bêdzie Norrisowi zmodyfikowaæ im pamiêæ. Nawet je¶li ten kto¶, o kim mówi³ Lawford, jest jakim¶ geniuszem, nie da rady dwudziestu czy trzydziestu ludziom. Poza tym ka¿de wspomnienie musi byæ inne. Nie my¶l± chyba daæ im wszystkim jednakowego... to by by³o bardzo dziwne. Chcesz soli?
Severus zaprzeczy³. Ser na wierzchu by³ zapieczony na z³oty kolor i a¿ chrupa³, za¶ miêdzy warstwami ziemniaków rozpu¶ci³ siê i zmiesza³ z miêsem, cebul± i przyprawami i jedzenie stanowi³o rozkosz dla podniebienia.
– Nie, dziêkujê. Zgodzê siê, ¿e im wiêcej ich siê wybierze, tym lepiej, ale Norris powiedzia³, ¿e ograniczy siê do najwa¿niejszych gazet i stacji radiowych.
– Nie wa¿ne. Niech Ksenofiliusz we¼mie ze sob± parê osób do pomocy. Mo¿e powiedzieæ, ¿e jeden ma robiæ zdjêcia, drugi mo¿e byæ pomocnikiem technicznym, jeszcze inny bêdzie pisa³ artyku³... I niech poradzi to kolegom z innych gazet.
– Zastanawia³em siê te¿ nad tym, czy mo¿na ich zmusiæ do zmiany daty. Do przyspieszenia o parê dni albo opó¼nienia jej, ale tak, ¿eby ich tym zaskoczyæ. Nie wiem, kto od Norrisa tam siê pojawi, ale mo¿e zabraknie choæ czê¶ci z nich.
– Je¶li reporterów bêdzie wiêcej, ni¿ bandy Norrisa, mog± próbowaæ walczyæ – zauwa¿y³a z nadziej± Hermiona odgarniaj±c w³osy, które opad³y jej na twarz.
– Mog± próbowaæ, ale nie s±dzê, ¿eby im siê uda³o. Norris mo¿e u¿ywaæ Niewybaczalnych, a Smith zna ca³± kolekcjê czarnomagicznych zaklêæ – ostudzi³ jej rado¶æ Severus. – Ale Norris straci w ten sposób czas.
Hermiona wyobrazi³a sobie ewentualn± bitwê i nagle przyszed³ jej do g³owy pomys³.
– Wiem! Niech Lovegood we¼mie jaki¶ ¶wistoklik! Je¶li zacznie siê jaka¶ walka, bêdzie móg³ uciec i nawet zabraæ ze sob± paru innych! W ten sposób bêdzie móg³ zaprezentowaæ prawdziw± wersjê wydarzeñ i zdemaskuje Norrisa!
– Bardzo dobrze – zgodzi³ siê Severus. – I do tego zaproponujê mu, ¿eby paru reporterów spó¼ni³o siê na spotkanie. To z pewno¶ci± zdezorganizuje plany Norrisa.
Oboje czuli, ¿e ich pomys³y mog± nie wystarczyæ, ale te¿ nie mieli innego wyj¶cia. Severus zdecydowa³ siê porozmawiaæ z Lovegoodem jak najszybciej, ¿eby daæ mu jak najwiêcej czasu na przygotowanie siê, ale musia³ poczekaæ, a¿ pojawi siê jaka¶ oficjalna odpowied¼ Norrisa w Proroku.
– Swoj± drog± zaskakuje mnie taka znajomo¶æ mugolskich spraw u Watkinsa – stwierdzi³a Hermiona. – To, ¿e wie, ¿e mamy tu iPhony mogê jeszcze zrozumieæ, ale ¿e wie o Google...
– To kto¶ niezbyt... popularny?
Hermiona wybuchnê³a ¶miechem.
– Nie kto¶, ale co¶. To... jakby ci to powiedzieæ... pamiêtasz moj± czekoladow± ksi±¿kê? No wiêc... mo¿na jej u¿yæ, ¿eby znale¼æ wszystkie wiadomo¶ci, jakie tylko ci s± potrzebne. Mugole ju¿ nie musz± siedzieæ nad zwyk³ymi ksiêgami, ale otwieraj± takie ksi±¿ki, znajduj± w nich Google i wystarczy, ¿e wpisz±, co chc± znale¼æ i dostan± pe³no odpowiedzi. Tam jest wszystko.
Severus nie zrozumia³, wiêc postara³a siê mu wyja¶niæ dok³adniej, co mia³a na my¶li mówi±c, ¿e mo¿na co¶ wpisaæ w Google. Po d³u¿szym t³umaczeniu i ¿artach Severus uzna³, ¿e zrozumia³. Istotnie, zaskakuj±ce by³o, ¿e Watkins siê na tym zna.
– Mo¿e po prostu o tym od kogo¶ s³ysza³ – wyrazi³a przypuszczenie Hermiona.
– Nie wiem. Je¶li to jest typowo mugolska rzecz...
– Nie mówili kiedy¶, ¿e on sporo przesiaduje z ró¿nymi chorymi w Klinice? Mo¿e który¶ z nich by³ pó³krwi.
– Mo¿liwe – zgodzi³ siê Severus i zmieni³ temat. – Dzi¶ wys³a³em do Proroka i ¯onglera kolejne pismo, w którym spyta³em, co z Komisj± zatwierdzaj±c± szko³ê. Napisa³em, ¿e mogê sobie wyobraziæ, ¿e Madame Maxime i Dymitrov mogli jeszcze nie odpowiedzieæ, ale z pewno¶ci± Ministerstwo nie bêdzie mia³o problemów z powo³aniem paru-osobowej komisji ze ¦w. Munga do sprawdzenia Skrzyd³a Szpitalnego i sali eliksirów. I doda³em, ¿e nawet zwyk³e z³amanie nogi mo¿e skoñczyæ siê powa¿nymi komplikacjami, a nawet ¶mierci±, je¶li nie jest odpowiednio leczone.
– Na pewno nie zaczn± ciê kochaæ z powodu tych artyku³ów – powiedzia³a Hermiona. – Bojê siê, ¿e którym¶ kolejnym sprowokujesz ich za bardzo i znów siê do ciebie przyczepi±.
– To siê nazywa skalkulowane ryzyko.
Hermiona popatrzy³a na jego powa¿n± twarz i westchnê³a w duchu. Nie tylko o ni± nale¿a³o siê martwiæ.
Zapiekanka by³a doskona³a i Severus wzi±³ sobie ma³± dok³adkê. Zeszli na temat pomys³u Rockamana poddania wszystkich urzêdników, nauczycieli i Uzdrowicieli egzaminom.
– To powinno byæ trochê prostsze do powstrzymania – powiedzia³ po chwili. – Trzeba bêdzie kazaæ im wyra¼nie okre¶liæ kryteria i zmusiæ do powo³ania jakiej¶ bezstronnej komisji.
– Ciê¿ko w tej chwili o bezstronn± komisjê – mruknê³a Hermiona sceptycznie. – Wystarczy jeden Imperius i bêdziemy mogli zapomnieæ o bezstronno¶ci.
– Wiêc za¿±damy upublicznienia wyników egzaminów. Pytañ i odpowiedzi. Za ma³o jeszcze w tej chwili wiemy, ¿eby móc co¶ wymy¶liæ.