Minerwa, Hermiona i Severus rzucaj± Zaklêcie Filediusa na Spinner\'s End przy u¿yciu Drugiej Wy¿szej Teorii Numerologicznej
Sobota, 25.07
Hermiona przyby³a do Hogwartu punktualnie o jedenastej ubrana w w±skie jeasny i zwyk³± podkoszulkê i lu¼ny sweter, który przewi±za³a dooko³a pasa.
W domu d³ugo zastanawia³a siê, jak siê ubraæ. Grzebi±c w szafce znalaz³a stare spodnie, bardzo w±skie, które cudownie podkre¶la³y jej szczup³± taliê, biodra i gdy siê pochyli³a, napina³y siê na po¶ladkach. Korci³o j±, ¿eby je za³o¿yæ i do tego kus± podkoszulkê, ale wiedz±c, ¿e profesor McGonagall bêdzie im dzi¶ pomagaæ, z ¿alem wrzuci³a je z powrotem do szafy. A ju¿ zaczê³a marzyæ, jak Severus móg³by zareagowaæ na ni±, tak ubran±...
Gdy przylecia³a do saloniku Severusa, Opiekunka jej domu ju¿ tam by³a. Przywita³a siê wiêc z nimi zwyk³ym u¶ciskiem d³oni, Severus wzi±³ kilka ksi±g i aportowali siê do Spinner's End.
Po jego reakcji na pytanie o dzieciñstwo Hermiona domy¶li³a siê, ¿e musia³o byæ niezbyt mi³e. Wyobrazi³a wiêc sobie brzydki, drewniany domek na peryferiach miasta albo, wiedz±c, ¿e by³ pó³krwi, ma³e mieszkanko w jakim¶ blokowisku, rodziców jak ciotka i wuj Harry'ego, mo¿e jakiego¶ ujadaj±cego kundla... I postanowi³a nie dziwiæ siê temu, co zobaczy. Ale kiedy przybyli na miejsce, nogi bez ma³a ugiê³y siê pod ni± i z najwiêkszym trudem opanowa³a g³uche westchnienie.
Wyl±dowali na brukowanej, za¶mieconej ulicy, po¶ród rzêdu pustych, zrujnowanych, ceglanych domów. Czê¶æ trzyma³a siê jeszcze w ca³o¶ci, ale w niektórych zawali³y siê ju¿ dachy albo ca³e ¶ciany, tworz±c na ziemi gruzowisko cegie³ i zaprawy, w¶ród których wystawa³y kikuty drewna, desek i jakich¶ metalowych prêtów.
W wiêkszo¶ci osta³ych domów okna by³y pozabijane deskami albo zia³y w nich czarne, martwe dziury. W niektórych stercza³y jeszcze resztki powybijanych szyb. Tylko gdzieniegdzie osta³y siê jeszcze ca³e szyby, po³yskuj±ce brudn± szaro¶ci±, jak jakie¶ ¶lepe oczy trupów. Na najbli¿szym domu wisia³a smêtnie na ostatnim gwo¼dziu pordzewia³a, obdrapana tabliczka z resztk± nazwy ulicy. Spinner's End. Kostka na ulicy by³a nierówna, wyszczerbiona, powysadzana jakimi¶ nêdznymi chwastami, które odwa¿y³y siê tu wyrosn±æ, po¿ó³k³y i zwiêd³y. W licznych bruzdach i dziurach po³yskiwa³y bagniste ka³u¿e. Gdzie¶ niedaleko musia³a przep³ywaæ jaka¶ rzeka przynosz±c zgni³y, mdl±cy smród
Hermiona prze³knê³a z trudem ¶linê i obrzuci³a krótkim spojrzeniem z³owieszczy komin wystaj±cy zza pobliskiego domu.
S³oñce zblad³o i nagle znik³o za ciemn± chmur± i równocze¶nie powia³ wiatr i zrobi³o siê jej zimno. To wszystko nagle skojarzy³o siê jej z dementorami i zadr¿a³a.
Merlinie... I on tu mieszka³? Je¶li jego dzieciñstwo by³o jak... jak to cmentarzysko dooko³a... O mój Bo¿e...
Severus podszed³ do drzwi domu, przed którym stali, otworzy³ trochê zbutwia³e na dole drzwi i wszed³ do ¶rodka. Minerwa wesz³a zaraz za nim, wiêc Hermiona nabra³a powietrza i da³a krok za nimi boj±c siê tego, co mog³a zobaczyæ.
Przez okna wpada³o niewiele ¶wiat³a, wiêc dopiero po chwili zobaczy³a, ¿e znale¼li siê w ma³ym saloniku. Wszystkie ¶ciany by³y zastawione ksi±¿kami, po ¶rodku sta³ stolik, powycierana mocno kanapa i fotele, za¶ na pod³odze le¿a³ stary, zniszczony dywan. Wszêdzie unosi³ siê zapach stêchlizny, ale ku swemu zdziwieniu nie zobaczy³a pok³adów kurzu i brudu. Wszystko by³o czyste, jakby ca³kiem niedawno kto¶ tu sprz±ta³. Mo¿e jakie¶ zaklêcie samoczyszcz±ce? Albo ¿eby kurz nie osiada³?
Severus otworzy³ okno i zrobi³o siê trochê ja¶niej.
– Chod¼cie – wskaza³ im kanapê, a sam usiad³ na fotelu i po³o¿y³ na stoliku ksiêgi. – Hermiono, co wiesz o rzucaniu Zaklêcia Fideliusa?
Nie by³ skrêpowany ani wygl±dem okolicy, ani domu i to na swój sposób przera¿a³o jeszcze bardziej. Hermiona osunê³a siê na kanapê obok profesor McGonagall.
– No wiêc... – odezwa³a siê trochê s³abo. – Wiêc to bardzo z³o¿one zaklêcie. Wpierw bêdziemy musieli dok³adnie wyznaczyæ obszar, które zaklêcie ma obj±æ. Albo za pomoc± obrysowania kszta³tów promieniem ró¿d¿ki, albo u¿ywaj±c do tego Drugiej Wy¿szej Teorii Numerologii. W przypadku u¿ycia konturów bêdziemy musieli je jako¶ nazwaæ, ale s±dzê, ¿e w tym wypadku bêdzie o wiele lepiej pos³u¿yæ siê numerologi±, ¿eby móc rozszerzyæ obszar choæby o kilka stóp. Rezultat równania podstawimy do zaklêcia pustostanu.
Severus wpatrywa³ siê w ni± skrywaj±c u¶miech. Móg³ siê domy¶leæ. Jego Panna-Wiem-To-Wszystko...
– Zanim rzucimy zaklêcie pustostanu, bêdziesz musia³a zostaæ Stra¿niczk± tego obszaru – wtr±ci³a Minerwa.
– Oczywi¶cie – odpar³a Hermiona. – I tylko ja bêdê mog³a je rzuciæ. Potem po prostu przeka¿ê wam Tajemnicê. My¶lê, ¿e warto by³oby uczyniæ ten dom nienanoszalnym, wtedy Norris nie bêdzie móg³ nawet go usytuowaæ.
– Zajmê siê tym – skinê³a g³ow± Minerwa.
– Dobrze – oceni³ Severus. – Te¿ my¶lê, ¿e u¿yjemy numerologii. Dlatego wzi±³em ze sob± mapê Cokeworth.
Rozwin±³ na stole mapê, któr± wyj±³ z jednej z ksi±g i wszyscy pochylili siê nad ni±.
– Tu jest mój dom – wskaza³ palcem niewielki kwadrat na skraju mapy.
Hermiona uklêknê³a na pod³odze, ¿eby lepiej widzieæ. Pergamin by³ miejscami przetarty i trochê poplamiony i kratka mapy by³a s³abo widoczna. Dok³adnie przez ¶rodek kwadratu przebiega³a pionowa linia, ale pozioma by³a trochê poni¿ej. Wodz±c palcem po mapie odszuka³a na górze oznaczenie pionowej linii i ¶ci±gnê³a je zaklêciem ni¿ej, tu¿ przy kwadracie, po czym zrobi³a to samo z oznaczeniem poziomej linii. Zerknê³a na dó³ pergaminu, ale nic tam nie znalaz³a.
– Severusie, gdzie jest skala?
Severus odwin±³ dó³ mapy i pokaza³ ma³± tabelkê, na której liczby najwyra¼niej poprawiane by³y kilka razy piórem.
– Mo¿esz nam powiedzieæ, sk±d tyle wiesz?
Hermiona odczeka³a sekundê zanim przytrzyma³a mapê, ¿eby ich d³onie siê nie zetknê³y. Przy profesor McGonagall musia³a uwa¿aæ na to, co robi.
– Nauczy³am siê wielu ró¿nych zaklêæ zanim wybrali¶my siê na poszukiwanie horkruksów. Nie wiedzia³am, co mo¿e nam byæ potrzebne, wiêc na wszelki wypadek nauczy³am siê równie¿ i Zaklêcia Fideliusa. Uda³o mi siê go rzuciæ na star± szopê na miot³y w ogrodzie rodziców... – u¶miechnê³a siê smutnawo. – Kiedy im powiedzia³am, ¿e j± rozebra³am, ¿eby mieæ czym rozpaliæ w kominku, tata by³ bardzo zadowolony.
Minerwa u¶miechnê³a siê, za¶ Severus uniós³ w górê k±cik ust.
– I zrobi³a¶ to u¿ywaj±c numerologii? – spyta³a czarownica.
– Tak – Hermiona uzna³a, ¿e nie bêdzie im mówiæ, jak siê namêczy³a przeliczaj±c mugolskie po³o¿enie na czarodziejskie.
– Cudownie. Wiêc chyba pozwolimy ci zrobiæ to samo ze Spinner's End. Jak my¶lisz, Severusie?
Severus spojrza³ na dziewczynê w momencie, kiedy ona patrzy³a na niego i uda³, ¿e siê waha, ¿eby móc chwilê podziwiaæ jej piêkn± twarz. W koñcu skin±³ g³ow±.
– Powiêksz obszar o trzy stopy w ka¿d± stronê.
Hermiona by³a pewna, ¿e siê zgodzi i tylko udaje, ¿e siê namy¶la.
– Dziêkujê!
Severus przywo³a³ pergamin i pióro i dziewczyna na nowo pochyli³a siê nad map±. D³u¿sz± chwilê zajê³o jej ustalenie dok³adnego po³o¿enia domu, szczególnie w poziomie, lecz nie dlatego, ¿e nie wiedzia³a, jak to zrobiæ, ale poniewa¿ ba³a siê pope³niæ b³±d. To ju¿ nie by³y lekcje z profesor Vector i pomy³ka mog³a ich drogo kosztowaæ. Jednak szybko pogr±¿y³a siê w liczbach i odnalaz³a spokój i pewno¶æ siebie.
Doliczy³a dodatkowe trzy stopy wzd³u¿, wszerz i wzwy¿ i przepisa³a na pergamin otrzymane po³o¿enie w stopniach.
22, 23, 24, 25, 26, 27 na 139, 140, 141, 142 na 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17
Nastêpnie wyliczy³a dla ka¿dego stopnia warto¶æ numerologiczn± i ostateczn± warto¶æ dla ka¿dego wymiaru 3, 4, 9
I podstawi³a do równania
O = ȴ ϡ{ A * B * C}
Otrzyma³a 9, co j± trochê zdziwi³o, wiêc dla pewno¶ci przeliczy³a równanie jeszcze raz. Mog³o byæ. To by³a ta ³atwiejsza czê¶æ zadania.
– Severus? – spyta³a, podnosz±c g³owê i dopiero wtedy zorientowa³a siê, ¿e profesor McGonagall nie by³o w saloniku.
I na widok jego pe³nego aprobaty spojrzenia zrobi³o siê jej jako¶ miêkko.
– Ju¿ znalaz³a¶? Poka¿?
Przechyli³ siê ku niej przygl±daj±c siê jej wyliczeniom i przesuwaj±c po nich w±skim palcem.
– Jjeszcze nie skoñczy³am... Jak mam nazwaæ ten obszar? – Hermiona nie mog³a oderwaæ wzroku od jego d³oni sun±cej po pergaminie. – Mo¿e byæ Spinner's End? Tak po prostu?
– Jak tylko zechcesz, Hermiono – odpar³ miêkkim g³osem.
Nagle zabrak³o jej oddechu, wiêc tylko kiwnê³a g³ow± i dr¿±c± d³oni± napisa³a SPINNERSEND. Stara³a siê skupiæ licz±c warto¶æ numerologiczn±, ale doskonale czu³a na sobie jego wzrok i skupienie siê przychodzi³o jej z trudem.
Severus faktycznie wpatrywa³ siê w klêcz±c± ko³o niego dziewczynê. Nie móg³ sobie pozwoliæ na nic innego, bo Minerwa, która posz³a rzuciæ na okolicê zaklêcia antymugolskie, w ka¿dej chwili mog³a wróciæ, lecz przyjemno¶æ wpatrywania siê w Hermionê by³a zbyt wielka by siê jej wyrzec. Poza tym zauwa¿y³, ¿e dziewczyna spiê³a siê trochê i domy¶li³ siê, ¿e wie, ¿e siê jej przygl±da³. I bardzo dobrze.
¦ledzi³ wzrokiem liczby, które wypisywa³a na pergaminie, nie próbuj±c liczyæ samemu. Po prostu podziwia³ równe rzêdy lekko zaokr±glonych cyfr, które pojawia³y siê wolno, ws³uchiwa³ siê w rytmiczne poskrzypywanie pióra, po poruszeniach ramion odnalaz³ jej oddech i stara³ siê oddychaæ w tym samym tempie... Móg³ tak patrzeæ ca³± wieczno¶æ. Mog³aby liczyæ tak jeszcze d³ugo...
Nie u¿ywa³a tablicy ani ¿adnych innych pomocy do liczenia, najwyra¼niej znaj±c warto¶ci dla ka¿dej litery. To faktycznie jeden z jej ulubionych przedmiotów.
Ale w koñcu Hermiona wyprostowa³a siê wolno, jakby daj±c mu czas od odwrócenia wzroku i spojrza³a na niego.
– Niezbyt skomplikowane – pokaza³a piêkn± dwójkê na koñcu linii.
Uniós³ w górê k±cik ust, wpatruj±c siê ca³y czas w jej oczy i skin±³ g³ow±.
– Mogê sprawdziæ?
Siêgn±³ po jej pióro i chwilê ich palce zatañczy³y krótki taniec. Móg³by przysi±c, ¿e dziewczyna przytrzyma³a pióro tak, by nie móg³ go z³apaæ i bez ma³a wy¶liznê³o mu siê z rêki. Oboje z³apali zarówno pióro jak i swoje palce i trzymali je, jakby nie byli pewni, czy to drugie znów go nie pu¶ci.
– Przep...szm – szepnê³a Hermiona i odsunê³a szybko rêkê.
Chcia³ co¶ powiedzieæ, choæ nie wiedzia³ co, kiedy nagle wróci³a Minerwa. Czar prys³.
Pochyli³ siê nad pergaminem, ale zamiast liczyæ, odtworzy³ sobie w my¶lach nagle przerwan± scenê. I znów... Bez ma³a nadal czu³ mu¶niêcia jej palców.
– Dobrze – powiedzia³ krótko po chwili i wstawi³ pióro do ka³amarza.
Minerwa zacisnê³a usta w grymasie niezadowolenia.
– Mamy ju¿ warto¶ci do zaklêcia pustostanu – oznajmi³a Hermiona. – I to miejsce nazywa siê po prostu Spinner's End.
– Bardzo dobrze – u¶miechnê³a siê starsza czarownica k³ad±c nacisk na „bardzo". – W takim razie mo¿e wyjdziemy na zewn±trz? Nie ma obawy, ¿e w ci±gu godziny przejdzie têdy jaki¶ mugol.
Stanêli po ¶rodku brukowanej ulicy, z daleka od linii granicznej. Minerwa zaczê³a szeptaæ bardzo d³ug± inkantacjê wykonuj±c powolne ruchy ró¿d¿k±.
– ... cor meum... memento... – wy³owi³a raptem kilka znajomych s³ów i dopowiedzia³a w my¶li resztê.
Gdy Minerwa dotknê³a ró¿d¿k± jej czo³a, przesunê³a ni± po jej oczach, ustach i zsunê³a na jej lew± pier¶ i zakoñczy³a zaklêcie, Hermiona poczu³a, jakby co¶ w¶liznê³o siê w jej g³owê i sp³ynê³o w dó³, do serca.
¦cisnê³a swoj± ró¿d¿kê i wskaza³a ni± siebie sam±.
– Enevio.
Dziwne uczucie nasili³o siê, a potem nagle znik³o. Otworzy³a oczy i u¶miechnê³a siê do swojej profesor.
– Ju¿.
– Doskonale, Hermiono – odpar³a Minerwa. – Teraz twoja kolej.
Wszyscy troje obrócili siê w kierunku domu i Hermiona skupi³a siê na inkantacji, któr± ona mia³a teraz wypowiedzieæ. Mia³a sprawiæ, ¿e okre¶lony w magiczny sposób obszar mia³ znikn±æ. Mia³ staæ siê pustk±. Granice mia³y zlaæ siê ze sob± w niewidoczny sposób i ukryæ go przed ka¿dym, komu ona nie zdradzi Tajemnicy.
S³owa przep³ywa³y przez jej umys³, przenika³y jej serce, odbija³y siê w ciszy i wraca³y do niej. Powietrze dr¿a³o sprawiaj±c, ¿e kszta³ty budynku zamazywa³y siê i blad³y coraz bardziej, a¿ znik³y zupe³nie. Ale pozosta³y wyra¼ne w jej duszy. Widzia³a i nie widzia³a zarazem. Dostrzega³a stoj±cy na s±siedniej ulicy dom bez okiem i drzwi, brukowan± drogê, ale równocze¶nie widzia³a wyra¼nie kszta³ty nieistniej±cego ju¿ budynku.
Jeszcze tylko kilka s³ów, kilka ruchów ró¿d¿k± i... wszystko uspokoi³o siê. Znik³a wizja odleg³ego domu, pustych dziur w ¶cianach i widzia³a po prostu dom Severusa.
Odwróci³a siê, by spojrzeæ na niego i na profesor McGonagall i s³owa zamar³y jej na ustach. Oboje patrzyli siê przed siebie jak zahipnotyzowani, próbuj±c dostrzec co¶, co znik³o, a co, wiedzieli o tym dobrze, istnia³o. Co¶, co ona widzia³a, a oni ju¿ nie.
Pierwszy ockn±³ siê Severus. Spojrza³ na ni± i u¶miechn±³ siê w bardzo dziwny sposób. Zaraz potem obróci³a siê do niej Minerwa.
– Uda³o siê – powiedzia³a rado¶nie Hermiona. – Teraz pozostaje mi tylko przekazaæ wam Tajemnicê...
– Zanim to zrobisz, wejd¼ do ¶rodka – poprosi³a Minerwa. – My z Severusem sprawdzimy, czy wszystko dooko³a... nie istnieje.
– Stanê przed domem, ale ju¿ w obszarze, które obejmuje zaklêcie.
Post±pi³a kilka kroków do przodu i stanê³a tu¿ ko³o drzwi.
Severus mia³ wra¿enie, jakby mrugn±³ oczami i dziewczyna aportowa³a siê w tym momencie. Jeszcze przed u³amkiem sekundy widzia³ j±, id±c± przed siebie i nagle znik³a. Tu¿ przed nim sta³ inny budynek, który zna³ z dzieciñstwa, bez drzwi i okien, z osmalon± ¶cian±. Post±pi³ przed siebie i dotkn±³ go. Ceg³a, nagrzana od s³oñca, by³a ciep³a i szorstka. I nade wszystko obca. Rozejrza³ siê dooko³a i przeszed³ za róg budynku. Na pó³nocnej ¶cianie rós³ mech. Poza tym nie widzia³ nic szczególnego. Obróci³ siê i dostrzeg³ parê kroków od niego Minerwê.
Stojê PRZED moim domem i jednocze¶nie na s±siedniej ulicy...
Pokrêci³ g³ow± i wróci³ na swoje miejsce. I nagle znik±d wysz³a do niego Hermiona.
– I jak? Nie widzieli¶cie mnie?
– Nie – odpar³ krótko.
– Masz pergamin, ¿eby zapisaæ nam adres? – spyta³a Minerwa.
Dziewczyna potrz±snê³a g³ow±.
– To nie bêdzie potrzebne.
U¶miechnê³a siê lekko i wyci±gnê³a rêkê do Severusa. Przez chwilê nie wiedzia³, o co jej chodzi i dopiero potem siê zorientowa³. Oczywi¶cie, wystarczy³o, jak wprowadzi go do domu!
Poda³ jej rêkê i zacisn±³ lekko palce dooko³a jej drobnej d³oni.
– Chod¼ – powiedzia³a cicho.
Ruszy³a przed siebie, na u³amek sekundy znik³a mu z oczu i... nagle zobaczy³ j± znów. Da³ nastêpny krok przed siebie i wszed³ do swojego domu.
Rozejrza³ siê dooko³a po trochu zaskoczony, jakby widzia³ co¶ nowego, po trochu uspokojony, odkrywaj±c co¶, co ju¿ zna³. Salonik by³ niezmieniony, pogr±¿ony w tym samym pó³mroku, ksi±¿ki sta³y w tych samych miejscach... Na stoliku, przy którym przed chwil± siedzieli, nadal sta³ ka³amarz z piórem i pergamin, który zwin±³ siê w rulonik...
Zorientowa³ siê, ¿e nadal trzyma rêkê Hermiony, ale zamiast pu¶ciæ j±, tylko mocniej j± u¶cisn±³.
– Widzisz? – spyta³a dziewczyna.
– Widzê – u¶miechn±³ siê.
Dziewczyna równie¿ siê u¶miechnê³a, z wyra¼n± ulg± i obróci³a do drzwi.
– Wiêc teraz mogê zrobiæ to samo...
– Poczekaj!
Byli sami i nikt nie móg³ im przeszkodziæ, choæ przez te kilka sekund.
– By³a¶ cudowna. I jeste¶.
Hermiona otworzy³a usta, ale tylko potrz±snê³a g³ow± i zarumieni³a siê mocno.
– Naprawdê tak uwa¿am.
– Dziêkujê...
– To ja ci dziêkujê.
¦cisn±³ jej jeszcze raz rêkê i westchn±³ ciê¿ko. I poci±gn±³ j± za sob± wychodz±c.
Hermiona zrobi³a to samo z profesor McGonagall. Wziê³a j± za rêkê i wprowadzi³a do domu i gdy starsza czarownica rozgl±da³a siê z u¶miechem dooko³a, dziewczyna zastanawia³a siê, jak to mo¿liwe, ¿e jej dotyk wydawa³ siê byæ pusty, nie istnieæ, jak przed chwil± ten dom. Za¶ choæby najl¿ejszy u¶cisk jego d³oni sprawia³, ¿e czu³a go ca³± sob±. Rozgrzewa³, bez ma³a parzy³ i równocze¶nie os³abia³.
– Cudownie siê spisa³a¶, moja droga. Gratulujê! – odezwa³a siê Minerwa.
Dziewczyna odpowiedzia³a lekkim u¶miechem. TO te¿ nie jest to samo.
Wysz³y przed dom, gdzie czeka³ na nich Severus i Minerwa obejrza³a siê za siebie.
– Wszystko w porz±dku. Nadal go widzê.
– Wspania³a nowina – stwierdzi³a Hermiona, patrz±c na Severusa.
Odpowiedzia³ jej lekkim u¶miechem.
– Zaiste. Wspania³a.
Minerwa rzuci³a na dom zaklêcie nienoszalno¶ci, zabrali ze sob± ksiêgi i po¿egnali. Hermina popatrzy³a, jak Severus z Minerw± deportowali siê do Hogwartu, spojrza³a jeszcze raz na ponury budynek i aportowa³a siê do swojego mieszkania.