Udzia³ Perry\'ego wychodzi na jaw, choæ nie koniecznie w sposób, który odpowiada³by Hermionie
Poniedzia³ek, 3.08
Hermionie uda³o siê doczekaæ do koñca zarejestrowanej rozmowy. Koñcówki ju¿ prawie wcale nie s³ysza³a, po g³owie t³uk³y siê jej tylko zas³yszane s³owa: „mugolskie pojazdy, co potrafi± lataæ", „wszyscy maj± zielono–br±zowe jednakowe ubrania" i „jaki¶ rodzaj broni, co wybucha".
To jest wojsko! Tysi±ce wojskowych... to musz± byæ jakie¶ æwiczenia... ! To dlatego tata ostatnio tak siê o to dopytywa³! Pewnie pogada³ z Jackiem albo jeszcze kim¶ innym...!
Zerwa³a siê i podesz³a do telefonu. Wystuka³a numer na komórkê i czeka³a chwilê na po³±czenie u¶miechaj±c siê do Severusa, który spogl±da³ na ni± w zdumieniu.
– Tato? – powiedzia³a natychmiast, kiedy odebra³.
– To ja... masz co¶ pilnego? Bo nie mam za du¿o czasu – odpowiedzia³ jej ojciec.
– Bêdziesz mia³ czas dzi¶ wieczorem do mnie wpa¶æ? – spyta³a bez wstêpów.
– Dzi¶ nie, ale jutro tak, je¶li chcesz.
– Bardzo! Ale bez mamy... wiesz, chodzi mi o t± moj± sprawê... – zaczê³a bawiæ siê frêdzlami na dole zas³ony.
– Acha... dobrze, wiêc jutro ko³o ósmej. Mo¿e wcze¶niej, nie wiem, o której dok³adnie skoñczê, mam kilka dodatkowych wizyt.
– Dobrze, to o ósmej. Dziêkujê, tato. I do jutra!
Hermiona od³o¿y³a s³uchawkê i wróci³a na kanapê podekscytowana.
– Jestem pewna, ¿e to sprawka mojego ojca! Musia³ powiedzieæ o Rathlin Island, nie wiem dok³adnie komu i co i dziêki temu wys³ali tam wojsko!
Severus obróci³ siê wolno w jej kierunku i spogl±da³ na ni± w milczeniu przez do¶æ d³ug± chwilê.
– Mo¿esz mi powiedzieæ sk±d twój ojciec wie o Rathlin Island? – spyta³ bardzo cicho, ale w jego g³osie mo¿na by³o wyczuæ nadchodz±c± burzê.
Dziewczyna zamar³a. Zrozumia³a, co w³a¶nie powiedzia³a i serce zaczê³o waliæ jej w piersi.
– Wie, bo mu powiedzia³am, ¿e tam siê dzieje co¶, co nie powinno... To znaczy, ¿e chcemy to przyblokowaæ...
– Rozmawia³a¶ z twoim ojcem o sprawie Norrisa? – zapyta³ z niedowierzaniem. – Pomimo tego, ¿e kiedy¶ wyra¼nie ci mówi³em, ¿eby¶ o tym nigdy z nikim nie rozmawia³a? O ile dobrze pamiêtam, to powiedzia³a¶ mi, ¿e rodzicom nic na ten temat nie mówi³a¶.
Przygryz³a usta. Musia³a mu to jako¶ wyt³umaczyæ.
– To nie tak... on prawie nic nie wie, powiedzia³am mu tylko trochê...
– I z tego "tylko trochê" na wyspê mugole wys³ali parê tysiêcy wojska, tak?
Czuj±c, jak narasta w nim z³o¶æ wsta³, podszed³ do okna i skrzy¿owa³ rêce na piersi. Cholera, cholera jasna! Dlaczego nigdy nie mo¿na nikomu ufaæ?! W³a¶nie dlatego najlepiej, jak robi³ wszystko sam. Sam. Wykrzywi³ siê na my¶l o tym, ¿e jeszcze niedawno tak siê cieszy³, ¿e nie by³ ju¿ sam...
– Severusie... – zaczê³a Hermiona dr¿±cym g³osem, ale jej przerwa³.
– Powiedz mi, ¿e rozmawia³a¶ o tym tylko z nim. ¯e nikt inny nic nie wie – powiedzia³ sucho i kiedy dziewczyna otworzy³a usta, ale nie zaprzeczy³a, pokrêci³ g³ow± i odwróci³ siê do okna. – Kto jeszcze?
– Severusie, proszê... – powiedzia³a b³agalnym tonem.
– Kto jeszcze o tym wie?!
– Nikt wiêcej nie wie o Norrisie.
– Ale o czym¶ innym.
– Severusie, proszê, pozwól mi wszystko wyja¶niæ!
Obróci³ siê ku niej i opar³ plecami o ¶cianê, wyra¼nie w¶ciek³y.
– Wiêc o¶wieæ mnie.
Hermiona prze³knê³a z trudem ¶linê. Zaczê³o j± piec gard³o, ale zebra³a siê w sobie, odetchnê³a g³êboko i chwilê zastanawia³a siê, sk±d zacz±æ. Po chwili zaczê³a wyja¶niaæ jak najlepiej umia³a.
– Pamiêtasz, jak na samym pocz±tku nie mog³e¶ ich pods³uchaæ, nawet przebieraj±c siê za kogo¶ innego? No wiêc którego¶ dnia by³am w pod³ym humorze i tata spyta³ mnie, co jest nie tak i powiedzia³, ¿e je¶li mu nie powiem co, nie bêdzie w stanie mi pomóc. Wiêc... powiedzia³am mu tylko tyle, ¿e przez przypadek dowiedzia³am siê, ¿e pojawi³a grupa ludzi, którzy nie lubi± mugoli... ¿e muszê siê dowiedzieæ, co oni chc± i nie wiem jak. I ¿e jest kto¶, kto mi pomaga. Nawet nie powiedzia³am mu kto. W³a¶nie wtedy tata wpad³ na pomys³ pluskwy – podnios³a g³owê i spojrza³a na niego z nadziej±. Nadal spogl±da³ na ni± surowo, wiêc ci±gnê³a. – I potem... co to by³o... acha, tata zawióz³ mnie do Dover, wtedy, kiedy pierwszy raz jecha³am do Francji. Powiedzia³am mu tylko, ¿e Francuzi bêd± mi pomagaæ. I którego¶ dnia zapyta³, czy ju¿ rozwi±za³y siê wszystkie problemy. Nie chcia³am za bardzo nic wyja¶niaæ, ale wtedy powiedzia³, ¿e jak widaæ czasem mo¿e mi pomóc, ale musi wiedzieæ choæ minimum. I wtedy powiedzia³am mu, ¿e na Rathlin buduje siê szko³ê, która nie powinna zostaæ otwarta. I ¿e chcemy to jako¶ zatrzymaæ. I tyle...
Severus patrza³ na ni± namy¶laj±c siê. Pierwsz± my¶l± by³o nakrzyczeæ na ni±, ale równocze¶nie jaki¶ g³osik w umy¶le podpowiada³ mu, ¿e bez pluskwy i bez wojska na Rathlin nie uda³oby siê im zrobiæ nic. A dzi¶ okazuje siê, ¿e uda³o im siê ca³kowicie pokrzy¿owaæ Norrisowi plany. Prócz obsadzenia kluczowych stanowisk i rzucenia Imperiusa na Shaklebolta tamtym nie uda³o mu siê zrobiæ nic.
Równocze¶nie inny g³osik mówi³ mu, ¿e musia³ chyba upa¶æ na rozum, je¶li j± usprawiedliwia. Nie upa¶æ na rozum, ale siê zakochaæ.
– A ten kto¶ inny? Kto to jest i co wie?
Hermiona poczu³a u¶cisk w brzuchu.
– W... niedzielê, wtedy, gdy znale¼li¶my wspomnienie o tobie... Harry widzia³ nas razem. Kiedy mi o tym powiedzia³, zakaza³am mu... i Ginny, o tym rozmawiaæ, nawet miêdzy sob±. I wyja¶ni³am mu, ¿e jeste¶my przyjació³mi i o tym te¿ nie wolno mu wspominaæ, bo to niebezpieczne. I ¿eby siê upewniæ, ¿e faktycznie nic nie powie... powiedzia³am mu, ¿e je¶li historia z Voldemortem mia³a dla niego jakiekolwiek znaczenie, zrozumie, ¿e dla mnie co¶ innego mo¿e mieæ znaczenie i zatrzyma to dla siebie. Je¶li nie, bêdzie mia³ mnie na sumieniu – to nie by³a mi³a dyskusja, ale Hermiona musia³a Harry'emu to powiedzieæ, ¿eby mieæ pewno¶æ, ¿e utrzyma tajemnicê. – Harry i Ginny nie s± g³upi. Widzieli twoje wypowiedzi w ¯onglerze i Proroku i domy¶laj± siê, ¿e robisz co¶, ¿eby to powstrzymaæ. Ale nie powiedzia³am nic wiêcej... Nie wiedz±, ¿e chodzi o Norrisa czy Smitha...
Severus zacisn±³ bezwiednie piê¶ci, kiedy us³ysza³ s³owo „Harry". Dalsze wyja¶nienia trochê go uspokoi³y. Po tym, co siê sta³o, wiedzia³, ¿e Potter na pewno potrafi utrzymaæ tajemnicê i wie ile warte jest czyje¶ ¿ycie. I wie, co to znaczy „Nie mów nikomu".
Wypu¶ci³ wolno powietrze i spojrza³ na Hermionê, która ukry³a twarz w d³oniach i zwiesi³a g³owê.
– To wszystko? – spyta³ cicho.
Pokiwa³a g³ow±, ale nie odezwa³a siê i nie ods³oni³a twarzy. Mo¿e p³aka³a? Có¿, to bêdzie dla jej nauczka.
– Hermiono, prosi³a¶ mnie o pomoc zapewne dlatego, ¿e s±dzi³a¶, ¿e mam wiêcej do¶wiadczenia w tego typu sprawach. Istotnie, mam. Je¶li zabroni³em ci mówiæ o tym komukolwiek, to nie dlatego, ¿e mia³em tak± ochotê, ale dlatego, ¿e wiedzia³em, ¿e jedno s³owo do niew³a¶ciwej osoby i oboje jeste¶my martwi. Mia³em... nadziejê, ¿e mnie pos³uchasz. Co do Pottera, wyra¼nie nie mia³a¶ innego wyj¶cia, ale co do twojego ojca, powinna¶ siê by³a mnie zapytaæ o zgodê. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, jak mog³a¶ co¶ takiego zrobiæ!
Hermiona prze³knê³a ³zy. Ju¿ mia³a ochotê powiedzieæ, ¿e w sumie na dobre wysz³o, ale zdawa³a sobie sprawê, ¿e to zupe³nie dzieciêca reakcja. To ona posz³a do niego po pomoc. On zgodzi³ siê jej pomóc, ale zakaza³ jej mówiæ o tym komukolwiek. A ona nie do¶æ, ¿e powiedzia³a, to nawet nie poinformowa³a go o tym. Co, gdyby Harry wygada³by siê niechc±cy Smithowi? Co je¶li Smith u¿y³by legilimencji i zobaczy³ ich rozmowy? Gdyby Jack by³ czarodziejem albo mia³ znajomych czarodziejów i choæby nie¶wiadomie opowiedzia³ o swoim przyjacielu Perry'm Granger, który nagle poradzi³ wys³aæ wojsko na Rathlin?
Zawiod³a go. Powinna mu wszystko powiedzieæ. Mog³a zabiæ tym nie tylko siebie, ale i jego.
– Przepraszam... – poci±gnê³a nosem. – Wiem, ... ¿e to za pó¼no... ¿e zrobi³am ¼le... Wybacz...
Severus poczu³ siê nagle rozdarty miêdzy ochot± wziêcia jej w ramiona i uspokojenia i kontynuowania swojej tyrady. Milcza³ d³u¿sz± chwilê, ¿eby siê uspokoiæ.
– Obiecaj mi, ¿e ju¿ nigdy tego nie zrobisz. Cokolwiek siê stanie, ktokolwiek nas zobaczy razem... powiesz mi o tym – powiedzia³ twardym g³osem.
– Obiecujê... – pokiwa³a g³ow±.
Kiedy po chwili spojrza³a na niego i zobaczy³ jej zaczerwienione, pe³ne ³ez oczy, co¶ siê w nim z³ama³o. Z³o¶æ nagle w nim stopnia³a, jak kawa³ek lodu wrzucony do ognia. Wyci±gn±³ do niej rêkê i Hermiona zerwa³a siê z kanapy i podbieg³a do niego. Przytuli³a siê mocno, chowaj±c twarz na jego piersi.
– Nie z³o¶æ siê... proszê.
Obj±³ j± lekko i pog³aska³ po w³osach.
– Wszystkim zdarza siê pope³niaæ b³êdy. Najwa¿niejsze to umieæ je dostrzec i siê na nich uczyæ.
Wtorek, 4.08
– Cze¶æ, kochanie – powiedzia³ Perry, wchodz±c do mieszkania swojej córki.
Przeszed³ do saloniku i z pewnym zaskoczeniem spojrza³ na siedz±cego na kanapie mê¿czyznê. Hermiona nie mówi³a mu, ¿e bêdzie kto¶ jeszcze. Natychmiast rozpozna³ w nim profesora Snape'a, z którym min±³ siê kiedy¶ na korytarzu. Jego rywala do butelki whisky.
– Tato, poznaj Severusa. Severusie, to mój ojciec, Perry Granger – dokona³a prezentacji Hermiona, starannie ukrywaj±c lekkie za¿enowanie.
– Mi³o mi – powiedzia³ Severus, ¶ciskaj±c rêkê Perry'ego.
– Mi równie¿ – u¶miechn±³ siê Perry. – Wreszcie mam okazjê pana poznaæ. Hermiona sporo mi o panu opowiada³a.
Severus uniós³ pytaj±co brew siadaj±c z powrotem na kanapie, bardziej w k±cie, ¿eby zrobiæ miejsce dla ojca Hermiony. Perry usiad³ obok i poprawi³ sobie du¿± poduszkê za plecami.
– Wie pan, kiedy wrócili¶my z Australii. Opowiada³a mi o tym, co wysz³o na jaw na pañskim procesie. Szczerze mówi±c jako by³ego wojskowego bardzo mnie to interesowa³o. To by³o co¶ niesamowitego – pokrêci³ szczerze g³ow±, bo naprawdê tak uwa¿a³.
Severus podziêkowa³ skinieniem.
– Tato, prosi³am ¿eby¶ przyszed³, bo musimy z tob± porozmawiaæ o Rathlin Island – odezwa³a siê Hermiona. – I domy¶lam siê, ¿e mama nadal nic nie wie. Chcesz siê czego¶ napiæ?
– Szczerze mówi±c, to chêtnie bym co¶ zjad³. Przyjecha³em tu prosto z pracy – odpar³. – Rathlin... to jest ta wyspa ze szko³±, o której mi mówi³a¶? Co wam przeszkadza?
Hermiona prychnê³a lekko i pokrêci³a g³ow±. Nie bêdziesz nam tu teraz strugaæ wariata...
– Tato... wiemy, co siê tam dzieje i wiemy, ¿e to... dziêki tobie. Ale musimy wiedzieæ wiêcej. Jak chcesz je¶æ, to chod¼my do kuchni.
Severus i jej ojciec usiedli przy niewielkim stole, a Hermiona zaczê³a grzebaæ w lodówce.
– Po pierwsze, bardzo ci dziêkujemy, nawet nie umiesz sobie wyobraziæ, jak nam pomog³e¶ – kontynuowa³a, k³ad±c na stole chleb, wêdlinê i pomidory. – To by³o... genialne!
Mile pochlebiony i uspokojony Perry przesun±³ chleb, robi±c miejsce.
– Powiedz mi, co wiesz, masz pewnie ¶wie¿sze wiadomo¶ci.
Och, to zawsze dzia³a na facetów... Hermiona zaczê³a wiêc wyja¶niaæ, podaj±c równocze¶nie talerze, sztuæce i nastawiaj±c wodê na herbatê. Przy ojcu nie bardzo chcia³a pos³ugiwaæ siê magi±.
– ¦wie¿sze, ale nie dok³adne. Pods³uchali¶my naszych przyjació³, którzy nie znaj± siê na niemagicznym ¶wiecie. Wiemy wiêc, ¿e na wyspie pojawi³o siê niedawno pe³no wojskowych, którzy maj± tam jakie¶ æwiczenia. Ponoæ ma to potrwaæ parê miesiêcy. Z ich opisów domy¶lam siê, ¿e maj± tam samoloty i helikoptery, czo³gi i normalne ciê¿arówki. To w zasadzie wszystko, co wiemy. A co wiesz ty?
Perry kiwn±³ g³ow±, siêgaj±c po talerz i sztuæce.
– To nie s± zwyk³e æwiczenia, ale manewry – kiedy oboje spojrzeli na niego zrozumia³, ¿e musi im wszystko wyja¶niæ. – Forma æwiczeñ, je¶li chcecie to tak nazwaæ, ale anga¿uj±ca piechotê, lotnictwo, marynarkê wojenn±, komandosów... jednym s³owem wszystko, co chodzi, lata i p³ywa. Przez przynajmniej dwa miesi±ce bêd± tam æwiczyæ rozmaite operacje miêdzy oddzia³ami i testowaæ ró¿ne scenariusze, które opracowano na ró¿ne okazje.
– Ale jakim cudem w³a¶nie tam? – Hermiona nie mia³a ju¿ ¿adnych w±tpliwo¶ci, ¿e jej ojciec musia³ maczaæ w tym palce.
– Na pocz±tku czerwca wpad³ do mnie Jack... Wojskowy wysoko postawiony w British Army – wyja¶ni³ na potrzeby Severusa. – I powiedzia³ mi, ¿e szuka miejsca, gdzie urz±dziæ manewry, wiêc podsun±³em mu Rathlin.
Zabrzmia³o to bardzo skromnie, ale Severus nie da³ siê omamiæ. Nie zna³ siê na mugolskim wojsku, ale za to bardzo dobrze zna³ siê na organizowaniu ró¿nych przedsiêwziêæ. Móg³ sobie z ³atwo¶ci± wyobraziæ, ¿e przygotowania musia³y zaj±æ o wiele wiêcej czasu ni¿ dwa miesi±ce.
– W ci±gu zaledwie dwóch miesiêcy zorganizowa³ tak ogromne wydarzenie dla ca³ego waszego wojska? – spyta³ sceptycznie.
Perry pokrêci³ natychmiast g³ow± u¶miechaj±c siê.
– Oczywi¶cie, ¿e nie! Manewry planowane by³y ju¿ od roku. Tylko w ostatniej chwili podsun±³ miejsce.
Hermiona nie chcia³a ju¿ czekaæ na gor±c± wodê, wiêc za plecami ojca machnê³a ró¿d¿k± na czajnik i woda natychmiast zaczê³a siê gotowaæ.
– No to mieli¶my niesamowite szczê¶cie! – mruknê³a, zalewaj±c herbatê w szklankach. – Bêdê musia³a wymy¶liæ jaki¶ prezent dla Jacka.
– Dziêkujê – Perry siêgn±³ po cukierniczkê. – Lepiej nic przy nim nie mów. W ogóle lepiej, ¿eby¶ przez jaki¶ czas unika³a kontaktów z nim – bardzo dobrze, ¿e o tym zaczêli rozmawiaæ, przynajmniej uniknie komplikacji na przysz³o¶æ. – A je¶li by¶ rozmawia³a, masz graæ damsk± wersjê Jamesa Bonda.
Hermiona tak siê zdziwi³a, ¿e wyla³a trochê wody poza swoj± szklankê.
– Czemu?! – wytrzeszczy³a oczy na ojca.
Perry westchn±³ ciê¿ko. Mo¿e najlepiej bêdzie zwaliæ winê na czarodziejów?
– Bo tym razem to wy namieszali¶cie. Wy, to znaczy czarodzieje. Sam widzia³em. Jaki¶ czas temu paru waszych przyjació³, jak sie domy¶lam, prowadza³o siê po Rathlin i bawi³o w znikanie i pojawianie siê w innym miejscu. I wszystko by³oby dobrze, gdyby akurat nie robili tego w chwili, kiedy nad wysp± przelatywa³ nasz satelita zwiadowczy. Jack chcia³ przyjrzeæ siê wyspie, ¿eby zdecydowaæ, czy nadaje siê do manewrów i zobaczy³ ca³kiem ³adny pokaz magicznych sztuczek – zarówno Hermiona jak i Severus zamarli w bezruchu. – Oczywi¶cie nie doszed³ do wniosku, ¿e to magia, uzna³, ¿e to jaka¶ nowa technika kamufla¿u. Chowania siê. I ¿e mo¿e w³a¶nie jacy¶ terrory¶ci urz±dzaj± sobie æwiczenia na wyspie. Tak wiêc poszed³ z tym do genera³a British Army, a ten poszed³ z tym do Premiera. Który, jak zobaczy³ film, natychmiast zorientowa³ siê, ¿e to czarodzieje.
Hermiona nie zrozumia³a.
– Premier... jakim cudem? – zmarszczy³a brwi.
– Premier mugoli wie o istnieniu czarodziejów – wyja¶ni³ jej Severus. – Ka¿dy Minister Magii spotyka siê z Premierem Mugoli choæ raz, ¿eby poinformowaæ go o tym, ¿e istniejemy.
– Chcesz powiedzieæ, ¿e Kingsley siê z nim spotyka³? – to by³a dla Hermiony nowo¶æ.
Perry te¿ s³ucha³ z zainteresowaniem.
– To sporo wyja¶nia. Kiedy Premier wezwa³ mnie do siebie w tej sprawie i spyta³, czy nie leczy³em przez przypadek zêbów Dumbledora i Lorda Voldemorta, przez chwilê s±dzi³em, ¿e jest magiczny – powiedzia³, wspominaj±c z lekkim rozbawieniem tamt± rozmowê.
Hermiona i Severus na nowo zamarli, wiêc opowiedzia³ im w skrócie, jak wygl±da³y próby Premiera wybadania go czy wie o magii, czy nie.
– Domy¶lam siê, ¿e ba³ siê wyg³upiæ i zacz±æ mówiæ o czarodziejach, je¶li bym nic o was nie wiedzia³ – zakoñczy³ relacjê.
Hermiona by³a wyra¼nie rozbawiona, ale Severus mia³ nadal powa¿ny wyraz twarzy. Perry spojrza³ têsknym wzorkiem na kanapkê i postanowi³ szybko skoñczyæ historiê.
– Wiêc opowiedzia³ Jackowi jakie¶ bzdury o tym, ¿e kto¶ o wiele, wiele wy¿ej ju¿ mu o tym mówi³, ¿e faktycznie to jaki¶ nowy kamufla¿ i utajni³ ca³± sprawê. Jack dosta³ rozkaz przyspieszenia manewrów na teraz-zaraz.
– Dobrze, a co ty w tym robisz? – nie rozumia³a nadal Hermiona.
– Acha, przepraszam, ju¿ mówiê. Wezwa³ mnie, ¿eby potwierdziæ, ¿e faktycznie chodzi tu o magiê i przy okazji powiedzia³em mu, ¿e to, co siê tam dzieje, powinno zostaæ powstrzymane. I tyle.
Perry zd±¿y³ siêgn±æ po sól, kiedy Hermiona zada³a kolejne pytanie.
– A dlaczego ja mam udawaæ przed Jackiem Jamesa Bonda?
Perry westchn±³ bardzo g³êboko.
– Kochanie, jestem g³odny. To dla mnie tu przyszli¶my, a tymczasem to wy jecie, a ja mówiê. Daj mi zje¶æ choæ trochê. Zacznij opowiadaæ mi o czymkolwiek. Jak w pracy? Jak ma siê kot? Albo co siê tam u was dzieje? Bo ja pomagam, a ty nic mi nie chcesz mówiæ – powiedzia³ i spojrza³ na Severusa. – Hermiona potrafi zamêczyæ cz³owieka pytaniami. Musieli¶cie mieæ z ni± ciê¿kie ¿ycie w tej waszej szkole...
Severus spojrza³ na Perry'ego zaskoczony tym, ¿e ten nagle zwróci³ siê do niego. Ciê¿kie ¿ycie?
– W rzeczy samej – odpar³, spogl±daj±c na dziewczynê k±tem oka.
Hermiona zaczê³a wiêc opowiadaæ, jak wygl±daj± jej przygotowania do dwutygodniowego urlopu, na który sz³a pod koniec tego tygodnia i udawanie g³uchej i g³upiej na ró¿ne aluzje Rockmana, ¿e bez niej to sobie nie da rady.
Kiedy Perry ju¿ siê najad³, wyja¶ni³ Hermionie, o co mu chodzi³o z udawaniem agentki specjalnej.
– Wymy¶li³ to Premier, jako wymówkê dlaczego nie mog³em mówiæ o twojej szkole, o tym co robisz i gdzie pracujesz. Bo Jack czêsto siê o ciebie pyta³ i musia³em wymy¶laæ jakie¶ g³upoty. Wierz mi, czasem to by³y piramidalne g³upoty – za¶mia³ siê.
Przez chwilê rozmawiali jeszcze trochê i Perry zostawi³ ich samych. Hermiona zrobi³a kawê dla Severusa i zaczê³a sk³adaæ naczynia do zlewu.