Rozstanie
Severus wypad³ z kominka i ruszy³ do swoich komnat. S³ysz±c ha³as, Dumbledore na portrecie obudzi³ siê i poprawi³ okulary po³ówki. Severus ju¿ chcia³ otworzyæ ró¿d¿k± drzwi, kiedy te same siê otwar³y i wysz³a z nich Hermiona. Wysz³a i rzuci³a siê tak gwa³townie w jego kierunku, ¿e potknê³a siê i zatoczy³a prosto w jego ramiona. ¦wistoklik upad³ na ziemiê i potoczy³ siê a¿ pod okno.
– Co siê sta³o?! – zapyta³ zaskoczony, podtrzymuj±c j± i pomóg³ stan±æ. – Hermiono... co siê dzieje?
Z kominka wypad³a Minerwa i a¿ z³apa³a siê za serce na widok dziewczyny.
– Hermiono... – podpar³a siê o biurko, zapominaj±c natychmiast o os³onach. – Wszystko w porz±dku?
Dziewczyna skinê³a g³ow±, obejrza³a siê ca³kiem odruchowo za siebie i nabra³a powietrza. By³a bezpieczna. Wreszcie.
– Nie wiem... Jean Jacques wys³a³ mi wiadomo¶æ na funcie, ¿e mam uciekaæ. Teraz – wyja¶ni³a, spogl±daj±c na Severusa, Minerwê i Dumbledore’a jeszcze przestraszonym wzrokiem, ale z wolna siê uspokajaj±c.
Severus zacisn±³ mocniej rêce na jej ramionach.
– Kiedy ci to powiedzia³?! Teraz?!
– Dok³adnie przed chwil±.
Severus zakl±³ cicho pod nosem. Co¶ by³o nie tak. Nie rozumia³ tego, nie ogarnia³, ale wyra¼nie czu³. Nagle ostrze¿enie Jean Jacquesa tylko potwierdza³o jego mgliste odczucia.
– Najwy¿szy czas, ¿eby¶ uciek³a. Napisz natychmiast do Jean Jacquesa, ¿e za chwilê zjawisz siê u niego – powiedzia³ kategorycznym tonem.
– Ale...
– Nie ma ¿adnego „ale”, Hermiono. Ju¿ i tak czekali¶my zbyt d³ugo. Nie widzisz tego?
Dziewczyna przygryz³a doln± wargê.
– Stanowczo popieram decyzjê Severusa – powiedzia³ Dumbledore. – Dwa razy dzi¶ znalaz³a¶ siê w niebezpieczeñstwie. Trzecim razem mo¿esz nie mieæ tyle szczê¶cia.
Hermiona odruchowo spojrza³a na swoj± by³± profesor, która potaknê³a i usiad³a w fotelu.
– Hermiono, ukry³a¶ swoich rodziców nie bez powodu. Zgadzam siê z Severusem.
– Nie ma ¿adnej dyskusji! – uci±³ dyskusje wyra¼nie zniecierpliwiony Severus. – Pisz do Jean Jacquesa!
Hermiona siêgnê³a do kieszeni po monetê i nagle zamar³a.
– Krzywo³ap!!! Tam zosta³ Krzywo³ap! Nie mogê go tam zostawiæ!!! – zawo³a³a rozpaczliwie do Severusa i zakry³a sobie usta d³oni±.
– Cholera jasna! – zakl±³ znów.
I widz±c, ¿e dziewczyna zamierza przywo³aæ ¶wistoklik, przytrzyma³ jej ró¿d¿kê.
– Mowy nie ma!
– Ale Severus...
– Pójdê po niego.
– Och... – Hermiona nie wiedzia³a, co powiedzieæ.
Ju¿ chcia³ zrobiæ to samo – przywo³aæ ¶wistoklik, kiedy przysz³o mu do g³owy, ¿e absolutnie nie powinien pojawiaæ siê w mieszkaniu Hermiony w normalnym wymiarze. Jean Jacques kaza³ jej uciekaæ natychmiast, wygl±da³o to tak, jakby dowiedzia³ siê ca³kiem nagle, ¿e zdecydowali siê j± z³apaæ... Mo¿e uda³o im siê z³amaæ has³o?
Jej noga ju¿ tam nie postanie, w ¿adnym wypadku!
– Minerwo, zdejmij os³ony, muszê siê tam aportowaæ.
Czarownica wyprostowa³a siê gwa³townie.
– Merlinie, zupe³nie o nich zapomnia³am!
– Zaraz powinienem wróciæ – machn±³ ró¿d¿k± i znik³ im z oczu, przenosz±c siê do drugiego wymiaru.
Aportowa³ siê w korytarzyku. Przez chwilê nas³uchiwa³, ¿eby przekonaæ siê, czy kto¶ u niej jest. Wygl±da³o na to, ¿e nikogo nie by³o.
Na kanapie w salonie kota nie by³o, wiêc poszed³ do sypialni. Na szczê¶cie drzwi by³y otwarte. Kot spa³ zagrzebany w puszysty koc, wiêc przeniós³ siê do normalnego wymiaru, wzi±³ szybko zwierzê na rêce i b³yskawicznie zmieni³ wymiar. Kiedy kot zamiaucza³ niezadowolony, byli ju¿ niewidoczni i nies³yszalni dla kogo¶, kto móg³by byæ ukryty w jej mieszkaniu. Obróci³ siê dooko³a i znikn±³.
Gdy pojawi³ siê na powrót w Hogwarcie, kot wyrwa³ mu siê z r±k i zeskoczy³ na ziemiê. Hermiona rzuci³a siê ku niemu i przytuli³a mocno.
– Krzywo³apku... Dziêkujê, Severusie – podnios³a g³owê i u¶miechnê³a siê lekko.
– Napisz do Jean Jacquesa.
Siêgnê³a pos³usznie do ukrytej kieszeni, ale go nie znalaz³a. Prawda, zosta³ na stole w kuchni! Westchnê³a ciê¿ko i skrzywi³a siê.
– Masz gdzie¶ swój galeon? Zostawi³am funta w domu... Chyba ¿e...
Severus w³a¶nie wznosi³ na nowo os³ony na ca³y zamek, wiêc nie zareagowa³. Odczeka³a chwilê, patrz±c, jak jej kot nieufnie obw±chuje wszystko dooko³a. Wyra¼nie nie czu³ siê tu jak u siebie w domu.
– Wypu¶æ go na zewn±trz. Powinien poznaæ zamek, przecie¿ spêdzi³ tu prawie ca³e ¿ycie – poradzi³a jej profesor, patrz±c, jak kot nagle zje¿y³ siê, kiedy Dumbledore poruszy³ siê na portrecie.
Hermiona otworzy³a usta, chc±c zaprotestowaæ, ale u¶wiadomi³a sobie, ¿e nikt nie powinien zobaczyæ jej kota w gabinecie dyrektora. Poza tym nie bardzo widzia³a Severusa niañcz±cego Krzywo³apa.
Wynios³a wiêc kota a¿ na korytarz, wyca³owa³a i wypu¶ci³a. Gdy wróci³a do gabinetu, Severus ju¿ skoñczy³ rzucaæ os³ony na zamek i znalaz³ monetê. Usiad³a ko³o niego i napisa³a na niej HG go2U où? (où - gdzie) ¯eby wiedzieæ, kiedy dostanie odpowied¼, po³o¿y³a j± sobie na rêku.
– Czekaj±c, a¿ odpisze, powiedz nam, co wydarzy³o siê dzi¶ rano. Ze szczegó³ami – za¿±da³ Severus.
– No wiêc... nie wiem nawet, która by³a godzina, kiedy do sekretariatu przyszed³ jaki¶ Auror, kaza³ mi oddaæ ró¿d¿kê i pój¶æ ze sob± na dó³. Zaprowadzi³ mnie do Sali Przes³uchañ i powiedzia³, ¿e zaraz kto¶ do mnie przyjdzie i wyszed³.
– Zabra³ ci ró¿d¿kê?
Dziewczyna potrz±snê³a g³ow±.
– Tak, ale na krótk± chwilê. Po chwili... mo¿e po minucie, oddali mi j±. Wiem, ¿e do tego maj± prawo.
– By³a¶ ca³y czas sama? – spyta³a Minerwa.
– Mo¿e przez minutê. Potem przyszed³ inny Auror i odda³ mi ró¿d¿kê. Przeprosi³ za zachowanie swojego kolegi, powiedzia³, ¿e tamten dopiero co zda³ egzaminy, a zachowuje siê jak, nie przymierzaj±c, Najwy¿szy Sêdzia Wizengamotu – u¶miechnê³a siê na wspomnienie jego miny. Wyra¼nie nie przepadali za sob±. – Powiedzia³ mi, ¿e po prostu potrzebuj± mojej pomocy. Wyja¶ni³, ¿e trzy domy dalej... niedaleko fryzjera – popatrzy³a na Severusa – napadniêto na mugola i wygl±da na to, ¿e zrobi³ to jaki¶ czarodziej. Wiêc prosi³ o przypomnienie sobie, czy tydzieñ temu nie widzia³am niczego podejrzanego, czy nie znam go i czy nie s³ysza³am, ¿eby co¶ dziwnego dzia³o siê wieczorami w mojej dzielnicy. Ale nie mog³am mu pomóc, wiêc po chwili zacz±³ opowiadaæ o paru ¶miesznych przypadkach, które przytrafi³y mu siê w pracy...
– Musia³a¶ co¶ podpisywaæ? Jakie¶ zeznanie?
– Protokó³ z przes³uchania? – dorzuci³a Minerwa.
– Nie... Ale to nie by³o oficjalne przes³uchanie.
Severus skrzywi³ siê.
– Kto¶ was widzia³?
– O tak! W czasie naszej rozmowy przyszed³ jaki¶ sta¿ysta z paroma pytaniami, a po chwili zajrza³ do sali kto¶ inny. Nie wiem kto. I spyta³, czy jeszcze d³ugo bêdziemy siedzieæ, bo bêdzie potrzebowa³ tej sali. My¶lisz, ¿e... – popatrzy³a na niego wielkimi oczami.
– Nie wiem, co my¶leæ. Nie podoba mi siê to. Co by³o dalej?
Dalej jeszcze chwilê ¿artowali na temat Harry’ego i potem Auror podziêkowa³ jej i wróci³a do siebie.
– Nic specjalnego – podsumowa³a.
– Znasz tych dwóch Aurorów, z którymi rozmawia³a¶? – us³ysza³a g³os z portretu. – I tych, którzy weszli w trakcie waszej rozmowy?
Obróci³a g³owê w stronê Dumbledore’a i zaprzeczy³a. Ale nie by³o w tym nic dziwnego, nie musia³a za czêsto chodziæ na Poziom Drugi, wiêc zna³a tylko kilku z widzenia.
– Co by³o, jak wróci³a¶ do siebie? – zapyta³a Minerwa.
– Pomaga³am Aylin. Rockman powiedzia³ mi, ¿e poniewa¿ mój projekt siê skoñczy³, tymczasowo wracam do sekretariatu.
– Jednym s³owem by³a¶ tylko z Rockmanem i Aylin, tak? To tak jakby¶...
– Ale co jaki¶ czas przychodzili do nas ró¿ni ludzie. Przyszed³ Jimm Blunt i Dirk z Urzêdu £±czno¶ci z Goblinami, na chwilê wpad³a sekretarka Collinsa... I jeszcze jeden czarodziej, którego nie znam.
Minerwa zacisnê³a usta, Dumbledore pociera³ z³±czonymi palcami nasadê nosa, a Severus patrzy³ zamy¶lonym wzrokiem gdzie¶ przed siebie.
– Masz racjê, Severusie. Mi te¿ siê to nie podoba – zaopiniowa³ w koñcu Dumbledore. – Jest co¶, czego nie dostrzegamy.
Nagle moneta zrobi³a siê ciê¿ka i Hermiona drgnê³a.
– Co napisa³? – Severus pochyli³ siê ku niej, gdy podnios³a j± ku ¶wiat³u.
– Za godzinê w ... Ministerstwie – odszyfrowa³a wiadomo¶æ.
– Chc± ciê trzymaæ w Ministerstwie? – zdziwi³a siê Minerwa.
– Byæ mo¿e to po prostu miejsce spotkania.
Chwilê jeszcze rozmawiali o ostatnich wydarzeniach. Wiedzieli, ¿e Norris i Smith co¶ robi± na w³asn± rêkê, ale Ricky nie znalaz³ nic dziwnego, dzi¶ rano Hermionê wezwali Aurorzy i choæ wygl±da³o to na niewinn± pro¶bê, w zestawieniu z zabójstwem Kingsleya i nag³ym ostrze¿eniem Jean Jacquesa w jednym i tym samym dniu wydawa³o siê zagadkowe. Ale nie potrafili wymy¶liæ nic, co by mog³o po³±czyæ te wszystkie wydarzenia.
W koñcu Dumbledore zakoñczy³ dywagacje.
– Obawiam siê, ¿e nic wiêcej nie wymy¶limy. Wracaj±c do chwili obecnej, jak panna Granger ma udaæ siê do Pary¿a, skoro wszystkie kana³y aportacyjne s± zablokowane?
– Merlinie! ¦wistoklik miêdzykontynentalny zosta³ u mnie w domu! – Hermiona spojrza³a na Severusa i zakry³a sobie usta d³oni±.
– We¼miesz mój – zdecydowa³ natychmiast Severus. – Nie ma mowy o wracaniu do twojego mieszkania jeszcze raz. Do tej pory ju¿ pewnie zd±¿yli do niego wej¶æ.
– Przecie¿ bez zaklêcia siê nie dostan±...
Severus podniós³ siê z fotela i owin±³ po³ami szaty.
– Mo¿e je z³amali albo nak³onili Jinksa & Hayde do przekazania go? Nie wiem. Ale to mo¿e byæ zbyt niebezpieczne – zaoponowa³. – Minerwo, Albusie... dziêkujê za wasz± pomoc i porady. Teraz czas najwy¿szy, ¿eby Hermiona przyszykowa³a siê do podró¿y.
– Ale¿ naturalnie – powiedzia³ Dumbledore natychmiast. – Hermiono, daj znaæ, jak tylko bêdziesz bezpieczna po tamtej stronie.
– Dobrze, panie profesorze – dziewczyna kiwnê³a mu g³ow± i obróci³a siê do Minerwy, która u¶ciska³a j± mocno. – Do widzenia, pani profesor...
– Wspaniale siê spisa³a¶, Hermiono – powiedzia³a jej cicho Minerwa, zanim wypu¶ci³a j± z objêæ. – Teraz czas odpocz±æ.
Hermiona odsunê³a siê i spojrza³a na Severusa, który wyra¼nie na ni± czeka³ i przeszli do jego komnat.
– Odezwê siê do ciebie, Minerwo – powiedzia³ jeszcze Severus, zanim zamkn±³ drzwi.
Dumbledore odprowadzi³ ich wzrokiem i spojrza³ na Minerwê.
– Odnoszê wra¿enie, ¿e jest wiele ró¿nych rzeczy, które, przyznajê, nie do koñca rozumiem...
Czarownica odwróci³a wzrok od zamkniêtych drzwi i u¶miechnê³a siê ³agodnie.
– To akurat jest bardzo proste, Albusie. To siê nazywa mi³o¶æ.
Mia³a ochotê wybuchn±æ ¶miechem na widok jego miny.
– Chcesz powiedzieæ, ¿e on.. on siê w niej zakocha³???!
Kiwnê³a g³ow± i równie¿ wsta³a.
– On w niej, ona w nim... Nie dziw siê tak, takie rzeczy siê zdarzaj± – parsknê³a krótkim ¶miechem. – Do widzenia, Albusie.
Severus uj±³ Hermionê za rêkê i zaprowadzi³ do swojej sypialni. Ró¿d¿k± zapali³ kilka ¶wiec i podszed³ do ³ó¿ka.
– Chod¼ do mnie – poci±gn±³ j± za sob±, k³ad±c siê na ³ó¿ku i przesun±³ siê, robi±c jej miejsce.
Kiedy Hermiona po³o¿y³a siê ko³o niego, obj±³ j± przez plecy i przyci±gn±³ do siebie. Odszuka³a jego drug± d³oñ, ujê³a j± w swoje i wtuli³a siê w jego ramiona, tak mocno, jak tylko potrafi³a.
Nie by³o nic erotycznego w le¿eniu tak blisko obok siebie. W tej chwili potrzebowali tej blisko¶ci i starali siê ni± nacieszyæ, bo nie wiedzieli, kiedy znów bêd± mogli byæ razem. Byli dwójk± ludzi, którym nagle przysz³o siê rozstaæ i choæ rozum ju¿ to zaakceptowa³, ich serca jeszcze nie potrafi³y.
Do Hermiony nagle dotar³o, ¿e za chwilê ucieknie do Pary¿a, a on zostanie tu sam. I ¿e nie wiadomo, kiedy siê znów zobacz±. £zy nap³ynê³y jej do oczu, ale nie chcia³a tego po sobie pokazaæ, wiêc chwilê prze³yka³a je w ciszy i obróci³a g³owê twarz± do góry.
Severus po jej oddechu domy¶li³ siê, co siê dzieje, wiêc otar³ palcami jej mokry policzek.
– Nie p³acz – szepn±³ i osuszy³ drugi ustami.
Hermiona obróci³a na nowo twarz do niego i kolejne ³zy sp³ynê³y po nosie i policzku i skapnê³y na poduszkê.
– Nie chcê... – chlipnê³a. – Nie chcê ciê zostawiaæ...
– Nie zostawiasz mnie – odgarn±³ jej w³osy przyklejone do twarzy. – Zobaczymy siê.
– Ale... je¶li ci siê co¶ stanie...?
– Nic mi siê nie stanie – powiedzia³ cichym, uspokajaj±cym tonem. – Nie bój siê o mnie.
– Ale je¶li oni znale¼li mnie... to mo¿e ciebie te¿?
Zacz±³ g³askaæ j± po w³osach.
– Gdyby tak by³o, ju¿ by tu byli. Ricky by co¶ zauwa¿y³. Mo¿esz byæ spokojna, gdyby o mnie siê dowiedzieli, dopadliby mnie jeszcze przed tob±.
To j± trochê uspokoi³o, wiêc kontynuowa³.
– Nie wiem jak, ale musieli jako¶ wpa¶æ na twój ¶lad. Pojêcia nie mam, co to mog³o byæ. Ale to by³o co¶, co wskazywa³o tylko na ciebie. O mnie nic nie wiedz±. Jestem bezpieczny, maleñka.
Poca³owa³ j± w czo³o. Hermiona ju¿ niemal siê rozlu¼ni³a, ale nagle pomy¶la³a, ¿e musi siê z nim po¿egnaæ i na nowo zapiek³y j± oczy i gard³o.
– Nie chcê byæ bez ciebie – mruknê³a i wtuli³a twarz w jego pier¶.
Severus westchn±³ mocniej. On te¿ nie chcia³ siê z ni± rozstawaæ, ale z drugiej strony ¶wiadomo¶æ, ¿e w ten sposób Hermiona bêdzie bezpieczna i ju¿ nic nie bêdzie mog³o jej siê staæ sprawia³a, ¿e to a¿ tak nie bola³o.
Poza tym przecie¿ nie rozstawali siê na d³ugo.
Trzeba j± jako¶ uspokoiæ...
– Napisz do mnie, jak tylko bêdziesz ju¿ z Jean Jacquesem, dobrze? Zobaczymy siê w weekend. Mo¿e nawet w sobotê. Dam ci znaæ kiedy i ¶wi¶niesz tu do mnie. Tu albo gdzie indziej. Mo¿e do mnie. Dobrze? Hermiono?
– Powiedz mi tylko, co mam zrobiæ – kiwnê³a g³ow±.
– Przede wszystkim przestaæ moczyæ mi szatê i poduszkê – odpar³, staraj±c siê j± rozweseliæ.
Us³ysza³ jak parsknê³a krótko. Tak jest zdecydowanie lepiej.
Do Hermiony dotar³o, ¿e nadal bêd± siê mogli widywaæ. I do siebie pisaæ. Nadal jednak pozostawa³ fakt, ¿e on bêdzie teraz sam przeciw temu wszystkiemu.
– Ale g³upio mi... Ja bêdê bezpieczna i nie bêdê mog³a ju¿ nic zrobiæ, ¿eby...
– Nie, nie, nie... Teraz to jeste¶ g³upiutka – zaoponowa³ gwa³townie. – Oczywi¶cie, ¿e bêdziesz mog³a!
– Co na przyk³ad?
– Na przyk³ad spytaj jeszcze dzi¶ Jean Jacquesa, czemu ciê ostrzeg³. Co siê sta³o. Mo¿e to naprowadzi nas na jaki¶ ¶lad. Po drugie pomó¿ mu. Kontaktuj siê z jego lud¼mi tu, w Anglii. Je¶li bêdzie mi co¶ potrzebne, bêdziesz mog³a to mi za³atwiæ tam, na miejscu. Porozmawiaj z ich Ministrem, musimy jako¶ otworzyæ granice. Teraz bêdziesz mia³a czas, ¿eby skontaktowaæ siê z rz±dami innych krajów, ¿eby te¿ interweniowa³y... Jest jeszcze pewnie pe³no innych sposobów, jak mo¿esz pomóc.
Hermiona spojrza³a na niego.
– A¿ tyle tego?
– Przecie¿ to ty jeste¶ Pann± Wiem-To-Wszystko, wiêc chyba nie muszê ci t³umaczyæ – zobaczy³, ¿e siê u¶miechnê³a i uniós³ k±cik ust.
– Obiecaj mi, ¿e bêdziesz na siebie uwa¿a³, proszê...
– Oczywi¶cie, ¿e bêdê uwa¿a³. Niech twoja ¶liczna g³ówka ju¿ o to siê nie martwi.
– Naprawdê uwa¿asz, ¿e... jest ¶liczna? – spyta³a zak³opotana.
Chwilê przypatrywa³ siê jej twarzy. Jej gêstym brwiom, rzêsom, teraz mokrym i sklejonym, cudownie ciep³ym oczom... Przesun±³ palcem po jej lekko zadartym nosku, po policzku i ustach.
– Jeste¶ piêkna. Cudowna.
Przechyli³ siê i poca³owa³ j± delikatnie.
– Ty te¿ – szepnê³a, g³aszcz±c lekko jego skronie, brwi i oczy. – Te¿ jeste¶ piêkny.
U¶miechn±³ siê znów, bo akurat dotyka³a jego nosa.
– Szczególnie on.
– Jest... taki arystokratyczny.
Parskn±³ ¶miechem.
– Podtrzymujê, co powiedzia³em.
– O czym?
– ¯e jeste¶ g³upiutka – za¶mia³ siê, ¿eby nie zabrzmia³o to obra¼liwie.
– Severus! – zaprotestowa³a z u¶miechem. – Naprawdê tak uwa¿am. Dla mnie jeste¶ najpiêkniejszym i najcudowniejszym mê¿czyzn± na ziemi. I najm±drzejszym.
Zabrzmia³o to mo¿e strasznie dziecinnie, ale w³a¶nie tak to czu³a.
Przytuli³ koniuszki jej palców do ust.
– Dziêkujê.
Przytulili siê znów do siebie, nadal szukaj±c blisko¶ci, ale ju¿ spokojniej. To ju¿ nie by³o po¿egnanie, tylko chwilowe rozstanie. Za dwa dni bêd± znów siê widzieæ.
Po chwili Severus odsun±³ siê lekko od dziewczyny.
– Chyba ju¿ powinna¶ i¶æ. Jean Jacques bêdzie siê o ciebie martwi³.
Skinê³a g³ow± i podnios³a siê. I poda³a mu rêkê, pomagaj±c wstaæ.
Podczas gdy Severus poszed³ po ¶wistoklik, Hermiona posz³a do ³azienki i przy okazji obmy³a twarz ch³odn± wod±.
– Znam ten ból, z³otko. On, jak chce, to potrafi byæ doprawdy bardzo z³o¶liwy... – powiedzia³o ze wspó³czuciem lustro.
– Idiota – odpar³a i wysz³a.
Severus poda³ jej ju¿ zaprogramowany ¶wistoklik.
– Jak ju¿ tam bêdziesz, napisz co¶ na galeonie. Najlepiej co¶, co bywa na mugolskich monetach.
Uj±³ jej twarz w obie d³onie, uniós³ ku swojej i poca³owa³. Odpowiedzia³a równie czule i chwilê ca³owali siê delikatnie. Odsun±³ siê zdecydowanie za szybko jak dla niej.
– Pamiêtaj, ju¿ po wszystkim. Nie masz siê czym martwiæ. Od teraz jeste¶ ju¿ bezpieczna – wyszepta³ w jej w³osy.
– A ty?
– Nie martw siê o mnie. Nikt o mnie nie wie i nic mi siê nie stanie. Wszystko bêdzie dobrze.
Odsun±³ siê i zdj±³ os³ony ze swojej komnaty, ale Hermiona z³apa³a go jeszcze za rêkê, przyci±gnê³a do siebie, poca³owa³a w czubek nosa i u¶miechnê³a siê lekko smutnym u¶miechem. I aktywowa³a ¶wistoklik.
Severus patrzy³ chwilê w puste miejsce, w którym jeszcze przed sekund± sta³a Hermiona i westchn±³ ciê¿ko. Postawi³ na nowo os³ony i wyszed³ z sypialni. Przynajmniej na razie nie chcia³ byæ w pomieszczeniu, w którym przed chwil± byli razem, a teraz zosta³ sam. Nagle wyda³o mu siê puste, zimne i obce.
Równocze¶nie spad³ mu ciê¿ar z piersi.
Najwa¿niejsze, ¿e od teraz ju¿ nic jej nie grozi. Chyba nie chcesz przechodziæ drugi raz przez to, przez co przeszed³e¶ dzi¶ rano? Ona z pewno¶ci± te¿ nie.
Hermiona upad³a na brukowany dziedziniec Ministerstwa i przez chwilê krêci³o siê jej i szumia³o strasznie w g³owie. Jak przez mg³ê us³ysza³a czyje¶ spieszne kroki i jej imiê wypowiedziane ze ¶piewnym akcentem.
– ‘Ermione???! – Jean Jacques podbieg³ do niej i pomóg³ jej wstaæ. – Oh Merlin!!!
Porwa³ j± w objêcia i przez chwilê nie puszcza³.
– Wszystko w porz±dku? Jak siê czujesz? Nic ci nie jest???
– Wszystko ok, Jean Jacques – poklepa³a go po plecach.
Uca³owa³ j± w oba policzki i znów przytuli³.
– Nawet nie wiesz, jak siê cieszê, ¿e ciê widzê! Napêdzi³a¶ mi strachu!
– No w³a¶nie, powiedz mi, co siê sta³o?!
– Ju¿, tylko chod¼ st±d. Dzi¶ zabiorê ciê do siebie, je¶li ci to nie przeszkadza... mam tysi±c pytañ!
Hermionie to nie przeszkadza³o zupe³nie, wrêcz przeciwnie, mog³a wreszcie z nim porz±dnie porozmawiaæ.
Jean Jacques uj±³ j± pod rêkê i aportowa³ do swojego domu.
– Mów cicho, Barbara ju¿ ¶pi – powiedzia³ pó³g³osem, gdy pojawili siê po ¶rodku jego salonu.
– Mów, co siê sta³o! Albo nie, poczekaj! Daj mi swojego franka! – wyszepta³a Hermiona.
Francuz zapali³ ¶wiece i siêgn±³ do kieszeni.
– Chcesz wys³aæ wiadomo¶æ do Severusa? – poda³ jej niewielk± monetê. – Przecie¿ mogli¶cie pisaæ...? Co¶ siê popsu³o?
Hermiona szybko napisa³a na monecie TWO POUND i stuknê³a w ni± ró¿d¿k±.
– Mo¿esz go wyrzuciæ – odda³a mu franka. – Nie mo¿emy ju¿ z niego korzystaæ.
Jean Jacques zagl±da³ jej przez ramiê i u¶miechn±³ siê na widok angielskiego napisu na francuskiej monecie.
– Czemu?
– Poczekaj, napiszê do Severusa.
– Ju¿ jestem na miejscu. Wszystko w porz±dku. Zmieni³am napis na monecie, teraz wygl±da zwyczajnie.
Odpowied¼ przysz³a natychmiast.
– Wspania³a nowina. Odpocznij teraz. Odezwê siê jutro. Ca³ujê mocno.
– Ja ciebie te¿.
Schowa³a pergamin i spojrza³a na Jean Jacquesa, który w tym czasie siêgn±³ po kieliszki i postawi³ przed ni± miseczkê z ró¿nymi orzechami.
– Dobrze, to teraz powiedz wpierw, co siê sta³o. Czemu kaza³e¶ mi uciekaæ natychmiast?
Hermiona usiad³a na wygodnym aksamitnym fotelu po ¶rodku i siêgnê³a po kieliszek ze s³odkim, bia³ym winem.
– Ricky chcia³ dzi¶ siê z tob± zobaczyæ i pod twoimi drzwiami natkn±³ siê na Smitha i tego naukowca... A przed twoim domem zobaczy³ Stone’a i Bensona.
– Cholera jasna!!!
– Cicho...! Nie pozwolili mu nawet dotkn±æ twoich drzwi. Wiêc ¶wisn±³ natychmiast tutaj, do mnie.
– O cholera... – powtórzy³a Hermiona.
– Wygl±da³o to tak, jakby pilnowali twojego domu. Wiem, ¿e nie mogli do niego wej¶æ przez kominek czy siê aportowaæ... czy te¿ dostaæ ¶wistoklikiem, wiêc mo¿e zdecydowali siê wej¶æ jak mugole?
Hermiona wypi³a dwa porz±dne ³yki i poczu³a, jak alkohol rozgrzewa j± od ¶rodka. To dlatego kazali jej uciekaæ natychmiast! Bo bali siê, ¿e za chwilê tamci wejd± do niej do domu! ... Te ha³asy na korytarzu... To by³ Norris i reszta, czy co¶ zupe³nie innego?
– Wygl±da na to, ¿e jako¶ mnie odkryli – powiedzia³a i wziê³a kolejny ³yk. – Masz jaki¶ pomys³ jak?
Jean Jacques nala³ sobie Martini i usiad³ w fotelu na przeciw.
– Pojêcia nie mam. A teraz ty powiedz, co siê tam u was dzi¶ dzia³o? Kto¶ zamordowa³ Ministra?
Rozmawiali jeszcze parê godzin. W koñcu Hermiona poczu³a siê strasznie zmêczona i prawie zamknê³y siê jej oczy. Jean Jacques szybko przygotowa³ dla niej ma³y pokój i bez kolacji, po zjedzeniu tylko gar¶ci orzeszków Hermiona pad³a spaæ.