Czasem sposób na pods³uchanie mo¿e byæ zaskakuj±co prosty - czyli kiedy Severus Snape staje siê... sow±.
Sobota, 11.06
W pi±tek Minerwa zrobi³a Severusowi magiczne skrytki we wszystkich jego koszulach, na wysoko¶ci piersi, wiêc w sobotê wyj±³ z pude³ka drug± ró¿d¿kê i wzi±³ j± dla próby do rêki. Nie do¶wiadczy³ tego samego gor±ca jak za pierwszym razem, ale by³ zaskoczony, jak dobrze le¿y mu w rêku. Mia³ wra¿enie, ¿e ca³a jego d³oñ dr¿y z niecierpliwo¶ci, ¿eby móc rzuciæ jakie¶ zaklêcie.
– Accio notatki Hermiony – powiedzia³ g³o¶no i machn±³ ró¿d¿k± i dos³ownie poczu³ moc. Ciep³o, zdecydowanie, pewno¶æ i rado¶æ.
Rêczne notatki, które dostawa³ po ka¿dym pods³uchanym spotkaniu, le¿a³y na kupce papierów na jego biurku. Plik pergaminów ¶mign±³ do niego natychmiast. Od czasu do czasu czyta³ je, ¿eby przeanalizowaæ sytuacjê i podj±æ decyzjê, co robiæ, ale ostatnio po prostu przygl±da³ siê ³adnie zaokr±glonym literkom w równych liniach. Za ka¿dym razem przypomina³y mu j±, niemal widzia³ j± obok siebie. Przesun±³ delikatnie opuszkami palców po pierwszej kartce i poczu³ falê emocji.
Odczeka³ chwilê, ¿eby siê uspokoiæ, wzi±³ obie ró¿d¿ki i poszed³ do sypialni przebraæ siê w lekkie czarne, bawe³niane spodnie i czarn±, sznurowan± na piersi koszulê. Gotowy do wyj¶cia siêgn±³ po ró¿d¿ki i jedn± z nich w³o¿y³ do skrytki, a drug± wzi±³ do rêki, z³apa³ torbê i aktywowa³ ¶wistoklik do Hermiony.
Dziewczyna pakowa³a kanapki, które dla nich zrobi³a, kiedy Severus wyl±dowa³ w jej przedpokoju.
– Dzieñ dobry – powiedzia³, wchodz±c do kuchni.
Jak zwykle u¶miechnê³a siê szeroko do niego.
– Witaj. Zrobi³am dla nas kanapki, nie wiadomo, ile tam dzi¶ bêdziemy siedzieæ. A przy tym oni pewnie bêd± zajadaæ siê samymi pyszno¶ciami, wiêc lepiej mieæ co¶ pod rêk±.
– Inaczej pewnie w koñcu wprosiliby¶my siê na ten ich bal – stwierdzi³, patrz±c na du¿e, nieforemne bu³y papieru ¶niadaniowego.
Wydawa³ siê byæ rozlu¼niony, ale Hermiona nie by³a pewna, czy przesta³ siê ju¿ na ni± gniewaæ. Wczoraj spêdzi³a godziny na przemy¶leniu tego, co chcia³a mu powiedzieæ. My¶leæ by³o ³atwo, gorzej z powiedzeniem mu tego dzi¶ prosto w oczy.
– Severus... – powiedzia³a, podchodz±c do niego. – Chcê ci co¶ powiedzieæ. Zanim wyjdziemy. Proszê – doda³a widz±c, ¿e spojrza³ na zegar na ¶cianie. – Po pierwsze chcia³am ciê przeprosiæ. Prosi³e¶ mnie o obiecanie ci czego¶, a ja odmówi³am.
Uniós³ brew do góry i spojrza³ na ni± pytaj±co i z nadziej±. Zamierza mi teraz powiedzieæ 'TAK"?
Hermiona przygryz³a lekko doln± wargê i spojrza³a na swoje rêce, ale potem zmusi³a siê, ¿eby popatrzeæ na niego.
– Wybacz, ale... nie mogê. Ty nie potrafi³e¶ i... ja te¿ nie potrafiê. Ale chcia³am ci obiecaæ, ¿e... zawsze bêdê szukaæ najlepszego rozwi±zania. I przyrzekam ci, ¿e nigdy... ale to nigdy, nie zostawiê ciê w takiej sytuacji samego! – oddech nie nad±¿a³ za szybko bij±cym sercem.
Zrobi³o siê jej gor±co na my¶l, co teraz, zaraz, mu powie. Chcia³a tego i zarazem ba³a siê. Je¶li jakim¶ cudem okaza³oby siê, ¿e on cokolwiek do niej czu³, mo¿e domy¶li siê co TAK NAPRAWDÊ chce mu powiedzieæ... Ale ba³a siê panicznie, ¿e nie tylko nie zrozumie, ale zacznie siê dopytywaæ O CO jej chodzi... Na pewno nie zrozumie!
Dotknê³a delikatnie jego d³oni czubkami palców, ale nie odwa¿y³a siê na nic wiêcej.
– I to nie ma nic wspólnego z przysiêg±. Z Rytua³em. To... – urwa³a, bo przestraszy³a siê, ¿e powiedzia³a za du¿o. W nag³ym odruchu przera¿enia cofnê³a gwa³townie rêkê.
Severus zamar³. Wczoraj ca³y dzieñ my¶la³ o tym, co mu powiedzia³a i nabra³ odrobiny nadziei, ¿e mo¿e to jednak nie by³o tylko i wy³±cznie poczucie obowi±zku. O Merlinie... wiêc mo¿e jednak siê nie myli³e¶... mo¿e jednak co¶ dla niej znaczysz... Co¶, cokolwiek...
– Dlaczego? – zapyta³ cicho, z naciskiem. – Hermiono...
Dziewczyna przygryz³a usta wbijaj±c wzrok w swoje stopy.
– To... po prostu ty... to... – wyj±ka³a, szukaj±c gor±czkowo jakiego¶ banalnego wyja¶nienia. Odebraæ znaczenie temu co powiedzia³a! Niech ju¿ o nic nie pyta!I nagle j± o¶wieci³o i spojrza³a na niego. – Jeste¶ moim przyjacielem.
Rado¶æ wybuch³a w nim z si³a wulkanu. Wiêc jednak!
Wbrew temu, co sobie tylekroæ t³umaczy³, zapragn±³ porwaæ j± w ramiona, jak w poniedzia³ek. Chcia³ wiêcej, znacznie wiêcej. Ale nie ¶mia³ tego zrobiæ. Przecie¿ przed chwil± odsunê³a siê od niego... Poza tym nie móg³, nie mia³ prawa, nie powinien...
Opamiêta³ siê i zacisn±³ mocno piê¶ci.
– Powinienem na ciebie nakrzyczeæ. Nie zgodziæ siê i ¿±daæ, ¿eby¶ to odwo³a³a.
– I tak bym tego nie zrobi³a...
– Wiêc powinienem przestaæ zabieraæ ciê ze sob±. Odsun±æ od tego wszystkiego.
– Ale... tego nie zrobisz, prawda? – spyta³a b³agalnie.
Spojrza³ w jej czekoladowe oczy i nie zniós³ ich blasku.
– Nie. I ja tobie te¿ przyrzekam, ¿e nigdy ciê nie zostawiê. Z tego samego powodu.
Westchnê³a mocno i u¶miechnê³a siê do siebie zaciskaj±c oczy. Gdyby¶ tylko zna³ mój powód...
– Dziêkujê...
– To ja ci dziêkujê. Maleñka.
Powiód³ wzrokiem po jej brwiach, zamkniêtych oczach, lekko zadartym nosku, pe³nych ustach...
– Aaoch... – zaj±knê³a siê Hermiona, wyginaj±c sobie rêce, ¿eby ukryæ ich dr¿enie – chyba... chod¼my ju¿.
– Tak, chod¼my – odpar³ czym prêdzej, byle co¶ powiedzieæ. – I... i nie zapomnij drugiej ró¿d¿ki.
– O! Oczywi¶cie..! – szczê¶liwa, ¿e mo¿e siê czym¶ zaj±æ, siêgnê³a czym prêdzej do kieszonki wszytej wewn±trz bardzo lu¼nej koszuli i wyjê³a ukryt± tam ró¿d¿kê. – Mam!
– Przyjd¼ jutro do Hogwartu i przynie¶ trochê ubrañ, Minerwa porobi ci magiczne skrytki.
Przesun±³ palcami po ubraniu i nagle w koszuli pojawi³a siê kieszonka, której wcze¶niej w ogóle nie by³o widaæ i wyj±³ stamt±d ró¿d¿kê. Ku swemu zdumieniu zobaczy³, ¿e schowa³ tam swoj± star±, a nie t± z Francji.
Wziêli siê za rêce, przenie¶li w drugi wymiar i aportowali do Norrisa.
S³oñce prze¶wieca³o przez li¶cie drzew poruszaj±cych siê leniwie w lekkim wiaterku, rzucaj±c na trawê jasne i ciemne plamy. ¦piew ptaków gin±³ jednak w okrzykach ludzi krêc±cych siê dooko³a domu, zapewne s³u¿±cych, szykuj±cych sto³y, znosz±cych krzes³a i nakrycia. W pewnym oddaleniu dwóch mê¿czyzn rozstawia³o namiot nad pustym, okr±g³ym sto³em.
Hermiona i Severus stanêli do¶æ daleko od nich, z uwagi na skrzata domowego schowali siê za du¿e drzewo i patrzyli chwilê na to zamieszanie.
– Ciê¿ko bêdzie siê tam zbli¿yæ – zaopiniowa³a Hermiona. – Nawet w drugim wymiarze.
– Jestem pewien, ¿e jak wszyscy siê zjawi± i Norris rzuci swoim ludziom jedno spojrzenie, bêd± trzymaæ siê z daleka od jego gabinetu – odpar³ Severus.
– My¶lisz, ¿e dzi¶ te¿ bêd± w gabinecie?
– Zapewne tak, ale pewni byæ nie mo¿emy.
Co w praktyce oznacza³o, ¿e musieli czekaæ do ostatniej chwili i znale¼æ jaki¶ sposób na pod³o¿enie pluskwy.
Pierwszy pojawi³ siê oczywi¶cie Lawford. Norris wyszed³ po niego osobi¶cie i po krótkiej wymianie zdañ weszli do domu. Zaraz po nim aportowa³ siê Benson, ale on musia³ zadzwoniæ do drzwi i zosta³ odebrany przez skrzata.
– Chod¼, aportujmy siê pod domem z drugiej strony, ko³o tamtych krzaków – powiedzia³ Severus. – Mo¿e co¶ zobaczymy.
Pojawili siê wiêc w pobli¿u domu i staraj±c siê kryæ za kêpami krzewów podeszli prawie pod sam gabinet. W ¶rodku by³o do¶æ ciemno, w szybie odbija³y siê o¶wietlone s³oñcem drzewa i nic nie widzieli, ale parê minut pó¼niej aportowa³ siê Rockman i chwilê potem w ciemnym pomieszczeniu zrobi³o siê jasno i na tle otwartych drzwi zobaczyli wyra¼nie sylwetkê Rockmana i skrzata. Zaraz potem do³±czy³ do nich Smith.
Hermiona westchnê³a ciê¿ko. Ich problem siê nie rozwi±za³. Nie mogli tym razem oszo³omiæ Watkinsa czy kogokolwiek innego, bo po pierwsze wygl±da³oby to trochê podejrzanie, po drugie nie by³o wiadomo, jak zareaguj± s³u¿±cy, krêc±cy siê ko³o wej¶cia. Musieli wymy¶liæ co¶ innego.
Zaczê³a rozgl±daæ siê dooko³a w nadziei, ¿e zobaczy co¶, co podsunie jej jaki¶ pomys³, ale nie widzia³a nic takiego. Nie mo¿na by³o wylewitowaæ czy wsun±æ pluskwy na li¶ciu, czy czymkolwiek innym do gabinetu, bo okno by³o zamkniête... Nie by³o dooko³a dzieci Norrisa, wiêc nie mo¿na by³o stukn±æ czym¶ w szybê tak, ¿eby wskazywa³o to na nie, nie by³o jak przykleiæ komu¶ pluskwy... Skrzywi³a siê w duchu, bo zda³a sobie sprawê, ¿e zamiast szukaæ nowego rozwi±zania, przypomina sobie poprzednie i stara siê wymy¶liæ, jak mo¿na u¿yæ je dzisiaj. Potrzebowa³a czego¶ nowego!
Severus równie¿ zastanawia³ siê, co zrobiæ, ale zamiast rozpamiêtywaæ poprzednie spotkania, po prostu oczy¶ci³ umys³ i omiataj±c wzrokiem wszystko dooko³a pozwoli³ swoim my¶lom swobodnie dryfowaæ. Zobaczy³ jak±¶ kobietê, która usi³owa³a przykryæ stó³ obrusem i wiatr zarzuci³ jej go na g³owê, co wywo³a³o wybuch ¶miechu jej kolegów, ludzi wchodz±cych i wychodz±cych przed du¿e podwójne drzwi, chyl±ce siê ku budynkowi drzewo z wyschniêtymi li¶æmi, us³ysza³ rytmiczne stukanie dziêcio³a i ¶piew drozda dobiegaj±cy gdzie¶ z bardzo bliska... Pojawi³ siê Scott i w wej¶ciu bez ma³a zderzy³ siê z grubawym, niskim mê¿czyzn± nios±cym przed sob± talerze... Drozd podlecia³ bli¿ej, usiad³ na usychaj±cym drzewie i jego ¶piew sta³ niemal siê og³uszaj±cy...
Severus zamar³ na chwilê i... znalaz³.
– Ju¿ mam – powiedzia³ do Hermiony, wyginaj±c w górê k±cik ust. – Chod¼, pomo¿esz mi.
Poci±gn±³ j± g³êbiej miêdzy drzewa.
– Przemieniê siê w ³aniê, a ty transmutujesz mnie w jakiego¶ ptaka – zacz±³ jej wyja¶niaæ, oddalaj±c siê od domu.
– W jakiego?
– Obojêtne.
– Co chcesz zrobiæ? – spyta³a
– Podlecê i uderzê w okno.
Dziewczyna wyszarpnê³a w³osy, które zapl±ta³y siê jej w li¶cie nisko wisz±cej ga³êzi.
– Chcesz zbiæ szybê? ¯eby podrzuciæ pluskwê?
– Nie koniecznie. Wystarczy, ¿eby który¶ z nich otworzy³ okno i zobaczy³, co siê dzieje.
Hermiona uzna³a, ¿e oddalili siê ju¿ wystarczaj±co daleko, wiêc przystanê³a i spróbowa³a sobie to wyobraziæ. To nie móg³ byæ byle jaki ptak, ale taki, do którego Norris bêdzie chcia³ otworzyæ okno. I którego nie zechce przekl±æ. Przygryz³a lekko usta i po chwili u¶miechnê³a siê rado¶nie.
– Sowa bêdzie najlepsza! Kiedy Norris zobaczy sowê, na pewno pomy¶li, ¿e co¶ mu przynosi.
Przez moment oboje zastanawiali siê, CO sowa mo¿e przynie¶æ i w koñcu Severus uzna³, ¿e nic. Nie jeden raz widywa³, jak sowy podlatuj± do uczniów w Wielkiej Sali tylko po to, ¿eby dostaæ co¶ do jedzenia.
– Ale one podlatuj± do swoich w³a¶cicieli – zaoponowa³a Hermiona. – A ja nie wiem, jak wygl±da sowa Norrisa.
– Wiêc bêdê udawa³ zagubion± sowê. Gotowa?
Dziewczyna na nowo przygryz³a usta i skinê³a g³ow±. Narzucili na siebie du¿± pelerynê niewidkê i przenie¶li siê do normalnego wymiaru. Hermiona mrugnê³a oczami i ju¿ sta³a przed ni± ¶liczna ³ania wpatruj±ca siê w ni± du¿ymi, wilgotnymi, czarnymi oczami ocienionymi d³ugimi rzêsami W ¶wietle dziennym jej b³yszcz±ca br±zowa sier¶æ mia³a cudownie ciep³y kolor.
Dziewczyna st³umi³a w sobie ochotê, ¿eby j± pog³askaæ, smagnê³a ró¿d¿k± i ³ania przemieni³a siê w du¿ego puchacza o br±zowo czarnych piórach i du¿ych pomarañczowych oczach. Wyjê³a z pude³eczka pluskwê, uklêknê³a ko³o ptaka i po³o¿y³a na wyprostowanej d³oni.
– Severus, uwa¿aj na siebie, dobrze? – szepnê³a i przesunê³a czubkami palców po miêciutkich piórach.
Sowa przymknê³a powoli oczy i delikatnie z³apa³a zakrzywionym dziobem cieniuteñki drucik.
– Bêdê czekaæ na ciebie tam dalej, za tym du¿ym drzewem. W normalnym wymiarze.
Odrzuci³a pelerynê i sowa kiwnê³a g³ow± i odlecia³a trochê dziwacznie w stronê domu. Ciekawe, czy to jego pierwszy lot...
Severus ledwo unosi³ siê w powietrzu – machaj±c mocno skrzyd³ami to unosi³ siê, to opada³ w dó³ i z trudem dotar³ do du¿ego okna gabinetu. Wcze¶niej zastanawia³ siê, jak udawaæ, ¿e co¶ z nim jest nie tak, ale teraz doszed³ do wniosku, ¿e wcale nie musi udawaæ. Nie wiedzia³, jak wyhamowaæ i z rozpêdem r±bn±³ w okno tak mocno, ¿e a¿ zakrêci³o mu siê w g³owie i z gard³a wyrwa³ mu siê... wydar³o siê ciche pohukiwanie. Ob³êd. Pierwszy i ostatni raz przemieniasz siê w ptaka.
Nagle okno otworzy³o siê ze szczêkiem, choæ wcale nie wydawa³o mu siê, ¿eby czeka³ i zobaczy³ przed sob± Norrisa. Z ptasiej perspektywy wygl±da³... na bardzo du¿ego. Spojrza³ na niego uwa¿nie, wiêc Severus zerwa³ siê do lotu i wpad³ do gabinetu i zacz±³ siê miotaæ miêdzy g³owami ludzi, meblami, du¿± zas³on± i kieliszkami i butelkami stoj±cymi na stole. Ludzie wstali, niektórzy wrêcz zerwali siê przewracaj±c krzes³a, a Norris spróbowa³ go z³apaæ.
– Merlinie, ona zwariowa³a, czy co?!
– To twoja sowa?!
– Co jej siê sta³o?!
Chcia³ po³o¿yæ pluskwê komu¶ na ubraniu, ale nie umia³ siê zdecydowaæ komu, nie umia³ wycelowaæ i przede wszystkim ledwo panowa³ nad lotem. Uchyli³ siê przed czyj±¶ rêk± i wpad³ prosto na butelkê i wywróci³ j± wraz z paroma kieliszkami. Watkins rzuci³ siê j± z³apaæ i prawie siê z nim zderzy³.
– Wywalcie st±d t± cholern± sowê, ona oszala³a! – wrzasn±³ Norris i zamachn±³ siê gwa³townie rêk±.
Lawford podskoczy³ i otworzy³ szeroko okno, kto¶ inny zacz±³ krzyczeæ, skakaæ za nim i machaæ rêkoma i Severus uzna³, ¿e czas upu¶ciæ pluskwê byle gdzie i odlecieæ st±d czym prêdzej.
Przelecia³ nad g³ow± Lawforda, otworzy³ dziób i poczu³, jak pluskwa wysunê³a siê i spad³a gdzie¶ w dó³. W nastêpnej chwili wypad³ na zewn±trz i odlecia³ na wszelki wypadek w przeciwnym kierunku ni¿ Hermiona. Dopiero parêna¶cie stóp dalej uda³o mu siê zawróciæ i podlecia³ za du¿e drzewo. Zobaczy³ dziewczynê w ostatniej chwili i naturalnie nie uda³o mu siê wyhamowaæ i wpad³ na ni± rozpo¶cieraj±c szeroko skrzyd³a.
Sowa wylecia³a na ni± tak nagle, ¿e Hermiona zupe³nie odruchowo unios³a rêce do góry i... ptak wpad³ na ni±, bez ma³a przewracaj±c j± do ty³u, na drzewo. Z³apa³a go, przycisnê³a do siebie i b³yskawicznie przenios³a ich oboje do drugiego wymiaru. Dopiero wtedy odetchnê³a.
– Uda³o ci siê! – wyrzuci³a z siebie i polu¼ni³a u¶cisk.
Podsunê³a mu rêkê, ptak usiad³ i poczu³a, jak lekko zaciska pazurki na jej przedramieniu.
– Uda³o siê! Jeste¶ genialny! S³yszê ich wyra¼nie! – powtórzy³a, poprawiaj±c sobie s³uchawkê w uchu.
Szturchn±³ j± lekko g³ow± o ramiê i domy¶li³a siê, ¿e chce, ¿eby go transmutowa³a w ³aniê. Ju¿ siêgnê³a po ró¿d¿kê, ale zawaha³a siê.
– Wiesz co, mo¿e ciê tak zostawiê – powiedzia³a z przekornym u¶miechem. – W ten sposób ja te¿ mog³abym mieæ moj± sowê.
Pog³aska³a go delikatnie, wiêc uszczypn±³ j± leciutko w palec i z gard³a wyrwa³o mu siê cichutkie pohukiwanie, zupe³nie wbrew jego woli. Hermiona parsknê³a ¶miechem i przykucnê³a stawiaj±c go na ziemi i transmutowa³a w ³aniê.
£ania spojrza³a na dziewczynê i gdy ta spróbowa³a siê podnie¶æ, popchnê³a j± g³ow± wywracaj±c na ziemiê i sekundê pó¼niej sta³ przed ni± Severus. U¶miechn±³ siê patrz±c, jak podnosi siê na kolana i wyci±gn±³ do niej rêkê.
– Wstaæ nie potrafisz?
Hermiona wybuchnê³a ¶miechem, wiêc pomóg³ siê jej podnie¶æ i przyci±gn±³ lekko do siebie, ¿eby mog³a z³apaæ równowagê. Dziewczyna z³apa³a go za ramiê.
– To tak odwdziêczasz mi siê za pomoc? Masz – siêgnê³a po drug± s³uchawkê i poda³a mu.
Ich palce otar³y siê o siebie i Severus zwleka³ sekundê d³u¿ej ni¿ trzeba z cofniêciem rêki.
Usiedli obok siebie pod drzewem i zaczêli s³uchaæ.