Spotkanie z Jean Jacquesem
Niedziela, 19.07
Severus pojawi³ siê u Hermiony troszkê wcze¶niej ni¿ za piêtna¶cie druga. Dziewczyna w³a¶nie wk³ada³a do zlewu naczynia i garnki po obiedzie. Na jego widok u¶miechnê³a siê jak zawsze, ale potem rzuci³a okiem na swoje brudne rêce i skrzywi³a siê. Nawet nie mog³a mu u¶cisn±æ rêki...
– Dzieñ dobry – powiedzia³, staj±c w drzwiach kuchni.
Popatrzy³ na ni± i opar³ siê mocno o framugê. Burza, która do tej pory szala³a w jego g³owie, w jego sercu, nagle ucich³a, odesz³a i na jej miejsce pojawi³o siê s³oñce. Wla³o siê w ca³e jego cia³o rozgrzewaj±c go i zrobi³o mu siê lekko na sercu... Jakby unosi³ siê gdzie¶ wysoko, ponad chmurami.
Poczu³, jak u¶miecha siê do niej i spróbowa³ odsun±æ siê od Krzywo³apa, który podszed³ siê o niego poocieraæ. Kot zatoczy³ siê i czy tak, czy inaczej wyl±dowa³ na jego czarnych spodniach. Hermiona parsknê³a ¶miechem.
– Dzieñ dobry, Severusie. Widzê, ¿e Krzywo³ap te¿ chce siê z tob± przywitaæ.
– W³a¶nie widzê – odpar³ na pozór krytycznym tonem na widok rudych k³aków na spodniach, ale tak naprawdê nawet to sprawi³o mu przyjemno¶æ.
Dziewczyna szybko skoñczy³a zmywanie i posz³a do sypialni po schowany w szafce ¶wistoklik miêdzynarodowy.
– Najszybciej bêdzie przez Place de la Bastille – powiedzia³a, zabieraj±c siê za zapisywanie adresu. – Bêdziesz mia³ okazjê to zobaczyæ. Wyl±dujemy w tym przej¶ciu, o którym mówi³ Jean Jacques. Bêdziemy w czarodziejskim wymiarze, ale bêdziemy widzieæ mugolski. Nastaw siê na straszny... bajzel – ugryz³a siê w jêzyk.
Severus skin±³ g³ow± i kiedy skoñczy³a, wzi±³ j± za rêkê. Jej dotyk równocze¶nie parzy³ i przynosi³ ukojenie. Hermiona aktywowa³a ¶wistoklik i w nastêpnej chwili pojawili siê na wielkim rondzie, na którym w niedzielê panowa³o, choæ trudno jej by³o w to uwierzyæ, jeszcze wiêksze zamieszanie ni¿ poprzednim razem. Tu¿ obok nich przechodzi³a w³a¶nie jaka¶ japoñska wycieczka i zdecydowana wiêkszo¶æ jej uczestników by³a bardziej zainteresowana robieniem zdjêæ wszystkiego dooko³a ni¿ jak najszybszym zej¶ciem z ulicy. Przera¼liwy pisk hamulców jakiego¶ samochodu zag³uszy³y klaksony innych samochodów dooko³a.
Dziewczyna szybko poci±gnê³a Severusa ku kolumnie na ¶rodku. Kiedy ju¿ zeszli z drogi i stanêli ko³o jakiej¶ starszej pani k³ad±cej kwiaty pod murkiem, da³a mu trochê czasu na rozejrzenie siê dooko³a. Dopiero kiedy odwróci³ siê do niej, wskaza³a mu bramê ko³o nich.
– Przypatrz siê dok³adnie. Patrz na ten niewielki chodniczek po drugiej stronie, który dochodzi a¿ do kolumny.
– Bawisz siê w przewodniczkê? – spojrza³ na ni±, unosz±c brew do góry i przeniós³ wzrok na kolumnê widoczn± przez betonowe ogrodzenie.
– Teraz chod¼ – Hermiona poci±gnê³a go za rêkê i podesz³a do bramy.
Uchylaj±c j± nie patrzy³a na to, jak otwiera siê do ¶rodka i równocze¶nie druga brama, w mugolskim ¶wiecie pozostaje zamkniêta. Post±pi³a na o¶lep przed siebie i kiedy Severus da³ krok za ni±, zobaczy³a, jak na jego twarzy pojawia siê wyraz zaskoczenia i ... zachwytu? Spojrza³a na jego b³yszcz±ce oczy, przesunê³a wzrokiem po brwiach, nosie i ustach i uzna³a, ¿e by³ piêkny.
Tak jak poprzednim razem, znik³ olbrzymi betonowy cokó³, który sprawia³, ¿e sekundê wcze¶niej czuli siê, jak w maciupkim ogródku ogrodzonym z ka¿dej strony betonem. Zamiast tego pojawi³a siê przed nimi olbrzymia przestrzeñ. Olbrzymi zwodzony most nad pust± fos± ze zboczami poro¶niêtymi krzakami i ma³ymi drzewami, du¿e Porte Saint Antoine, olbrzymia twierdza, ju¿ samym swoim wygl±dem wyra¿aj±ca potêgê i majestat... Ponad basztami rozpo¶ciera³o siê bezkresne b³êkitne niebo.
Severus patrzy³ kilka sekund na to wszystko w niemym podziwie, a potem odwróci³ siê do Hermiony.
– Przyznasz, ¿e robi wra¿enie – przesta³a siê w niego wpatrywaæ jak urzeczona i u¶miechnê³a siê.
Skin±³ powoli g³ow±.
– O wiele wiêksze ni¿ ten mugolski poci±g, który na nas najecha³ – przyzna³.
Przeszli przez przej¶cie na drug± stronê i weszli na dziedziniec. W przeciwieñstwie do poprzedniego razu, nie krêci³ siê tam t³um ludzi. Przed du¿ymi drzwiami, nad którymi widnia³ napis „Ministère de Magie" sta³ tylko jeden cz³owiek, który na ich widok szeroko siê u¶miechn±³, pomacha³ im rêk± i ruszy³ w ich kierunku.
Po uca³owaniu Hermiony i u¶ci¶niêciu rêki Severusowi Jean Jacques rozejrza³ siê dooko³a.
– Mam ochotê zaproponowaæ wam pój¶cie do jakiej¶ kawiarni, ¿eby porozmawiaæ. Przy tej pogodzie nie chce mi siê siedzieæ w zamkniêciu.
Wybrali siê wiêc do jednej z kawiarni nad Sekwan±, usiedli pod parasolami, panowie zamówili kawê, za¶ Hermiona zamówi³a olbrzymie lody z owocami i odrobin± Creme de Casis.
– No wiêc co siê tam u was dzieje? – spyta³ Jean Jacques, sypi±c sobie cukier na warstwê bitej ¶mietany oprószonej czekolad±.
– Zamykamy granice – odpar³ krótko Severus, mieszaj±c swoj±.
Jean Jacques zamar³ i twarz natychmiast mu siê wyd³u¿y³a.
– Merde.
– Dok³adnie – potwierdzi³a Hermiona, zarówno s³owa Severusa, jak i celny komentarz Francuza. – Ale to jeszcze nie wszystko.
¯eby mu opowiedzieæ dok³adnie sk±d wzi±³ siê ca³y pomys³, musieli wpierw zrelacjonowaæ bitwê w Klinice, czasowe zawieszenie przymusowych aborcji dzieci pó³krwi i mugolskiego pochodzenia, obowi±zek dostania zgody na posiadanie drugiego dziecka i skomplikowany proces jego uzyskiwania i obawy Norrisa, ¿e kobiety mog± uciekaæ za granicê, ¿eby tam donosiæ ci±¿ê i urodziæ.
– W pierwszej kolejno¶ci bêd± uciekaæ do Francji, Belgii i Holandii – powiedzia³ Severus. – Norris zdecydowa³ wiêc, ¿e od wrze¶nia koniec z wyjazdami bez zgody Ministerstwa. Za¶ w razie stwierdzenia nielegalnego wyjazdu przewidzia³ karê zes³ania na krótki pobyt do Azkabanu.
Jean Jacques odstawi³ fili¿ankê z kaw±.
– Z tego, co mówi³e¶, te typy, które pilnuj± wiêzienia... Dementorzy... od nich mo¿na zwariowaæ ju¿ po kilku dniach. Zsy³aæ tam ludzi tylko dlatego, ¿e chcieli wyjechaæ?! Merlinie...
– I tu dochodzimy do sedna sprawy – odezwa³a siê Hermiona. – To dotyczy w równym stopniu kobiet i mê¿czyzn, obojêtnie jakiego pochodzenia. Kilka dni temu jakie¶ mieszane ma³¿eñstwo... ona jest Francuzk±, napisali do Proroka co¶ na kszta³t protestu mówi±c, ¿e podró¿uj± bezustannie i nie wyobra¿aj± sobie, ¿e jaki¶ urzêdnik mo¿e im nie wydaæ pozwolenia.
– Poczekaj. Pozwolenie jest jednorazowe czy wielorazowe?
– Oczywi¶cie, ¿e jednorazowe. Za ka¿dym razem musisz siê staraæ o nowe. Ministerstwo nie musi podawaæ powodów, dla których odmawia zgody.
– Wiesz co¶ wiêcej o tym ma³¿eñstwie?
Hermiona siêgnê³a po notatki, które mia³a w tylnej kieszeni spodni i Severus na wszelki wypadek odwróci³ g³owê.
– Mireille Chabot lat 23, status czystej krwi i Jason Hawk, mugol, lat 25. Pobrali siê we wrze¶niu zesz³ego roku i maj± córkê w wieku dwóch lat. Mieszkaj± na sta³e w Anglii, w okolicach Manchester. Bardzo czêsto podró¿uj± do Francji. Jej rodzina mieszka w Moissac, gdzie¶ na po³udniu. Jej starsza m³odsza siostra koñczy za rok Beauxbatons – przeczyta³a.
– Ona jest czystej krwi czarownic±, wiêc nie podadz± jej permanentnego eliksiru antykoncepcyjnego, poniewa¿ zgodnie z ustaw± maj± prawo siê rozwie¶æ i ona mo¿e wyj¶æ powtórnie za m±¿ za jakiego¶ czarodzieja czystej krwi – w³±czy³ siê Severus. – W takim razie jej drugie dziecko by³oby czystej krwi, a przeciw takim nic nie maj±. Ale takie ma³¿eñstwo z pewno¶ci± nie dostanie zezwolenia na posiadanie drugiego dziecka. I w niedalekiej przysz³o¶ci w przypadku stwierdzonej ci±¿y ona bêdzie musia³a j± usun±æ.
Jean Jacques poblad³ lekko.
– Tylko dlatego, ¿e jakiemu¶ idiocie nie podoba siê jego pochodzenie?! – zakry³ oczy d³oni± i pokrêci³ rozpaczliwie g³ow±.
– Dok³adnie. I mo¿esz siê domy¶laæ, ¿e z ca³± pewno¶ci± nie otrzymaj± zgody na wyjazd z kraju. To by poci±ga³o ryzyko, o którym mówi³ Norris, ¿e ona zajdzie w ci±¿e tu, we Francji. I tu zdecyduje siê urodziæ.
– Merde.
Jean Jacques mia³ wielk± ochotê wyraziæ siê jeszcze dos³ownie, ale z uwagi na Hermionê opanowa³ siê.
– Dobrze, moi drodzy. Wchodzimy w to. Jutro rozmawiam z Ministrem i dobieramy siê im do dupy. Przepraszam – zmitygowa³ siê, ale Hermiona tylko siê u¶miechnê³a.
– Co zamierzacie zrobiæ? – spyta³ Severus.
– Wystosujemy ostr± notê protestacyjn±. Jestem pewien, ¿e Minister zdecyduje, ¿e to sprawa DPPC, choæ trochê tr±ci to te¿ Miêdzynarodow± Wspó³prac± Czarodziejów, wiêc ICW na pewno siê w to wmiesza.
– Norris nie zmieni³ szefa, za Miêdzynarodow± Wspó³pracê Czarodziejów nadal odpowiada Frank Cunnington – powiedzia³a Hermiona w zamy¶leniu.
– Co i tak nie ma ¿adnego znaczenia, bo ani Cunnington, ani Baker nie mog± odpowiedzieæ sami, musz± i¶æ z tym do Ministra, który ju¿ zrobi, co ka¿e mu Norris – odpowiedzia³ Severus.
– Czyli nasza nota nic nie da – podsumowa³ Jean Jacques. – Wiêc z pewno¶ci± nastêpnym krokiem bêdzie odwo³anie siê do waszego Wizengamotu. Zabraniaj±c wjazdów i wyjazdów z kraju ³amiecie podstawowe prawa czarodziejskie. My wypowiemy siê w imieniu czarodziejów francuskiego pochodzenia, ale mo¿ecie byæ pewni, ¿e za chwilê posypia siê noty z innych krajów.
– To nie bêdzie takie proste – zastopowa³ go Severus. – Oficjalnie s± dwa powody do zamkniêcia wszystkich kana³ów aportacyjnych i wstrzymanie licencji na ¶wistokliki miêdzynarodowe. Po pierwsze to, co dzieje siê w mugolskim ¶wiecie, po drugie zamieszki u was. Ponoæ nasz rz±d jest bardzo zaniepokojony sytuacj±.
Hermiona przygryz³a doln± wargê. Na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka powód by³ do¶æ wiarygodny.
– Co siê u was dok³adnie dzieje? – Severus spojrza³ powa¿nie na Francuza, a ten skrzywi³ siê.
– Na pocz±tku roku w mugolskim ¶wiecie dosz³o do kilku ataków i by³o bardzo du¿o zabitych i rannych. Zosta³y one przeprowadzone przez Pañstwo Islamskie, które m¶ci siê w ten sposób za interwencjê zarówno kraju, jak i pojedynczych osób w ich politykê. Która nawiasem mówi±c polega na zabijaniu niewiernych. Czyli tych, którzy nie wierz± w to samo, co oni. Nie bêdê wam wyja¶nia³ szczegó³ów, bo ci±gnie to siê od ubieg³ego stulecia.
Severus wykrzywi³ pogardliwie usta. Czy to kiedykolwiek siê skoñczy? Zabijanie niewiernych, zabijanie mugoli, zabijanie „tych innych".
– W ka¿dym razie krótko po tym, w lutym w czarodziejskim ¶wiecie pojawi³y siê g³osy, ¿eby spróbowaæ pomóc mugolom u¿ywaj±c magii. I w ten sposób przenios³o siê to do nas. Kiedy przyjecha³a¶ – Jean Jacques popatrzy³ na Hermionê – mieli¶my seriê napadów na czarodziejskie rodziny murzyñskie i ¿ydowskie. S±dzili¶my, ¿e to zamieszki rasistowskie, podobnie jak w¶ród mugoli, ale kiedy zaczê³a¶ opowiadaæ o spisku Norrisa, pomy¶la³em, ¿e siêga on i do nas. Dlatego powiedzia³em Ministrowi, ¿e to pilna sprawa. Jaki¶ czas mieli¶my spokój, ale trzy tygodnie temu zabito jak±¶ rodzinê, która pochodzi z Izraela.
– Gdyby nie to, ¿e widzia³e¶ zwi±zek miêdzy moj± spraw± i waszymi, nie porozmawia³by¶ ze mn±? – spyta³a cicho dziewczyna.
– Porozmawia³bym, ale nie s±dzê, ¿ebym prosi³ Ministra o znalezienie czasu dla ciebie – odpar³ szczerze. – Choæ znaj±c go, z pewno¶ci± kaza³by komu¶ wam pomóc.
– Odnoszê wra¿enie, ¿e go lubisz – to nie by³o pytanie, ale raczej stwierdzenie faktu.
Jean Jacques skin±³ g³ow±.
– Mo¿na powiedzieæ, ¿e uwielbiam. To bardzo honorowy i prawy cz³owiek, który, gdyby parê lat temu doszed³ do w³adzy, przy³±czy³by siê bez wahania do waszej wojny z Voldemortem. Proponowa³ ówczesnemu Ministrowi pomoc dla was, ale tamten ba³ siê zareagowaæ. Jak to sam powiedzia³ przy was, „preferuje konkrety", co w praktyce oznacza, ¿e nie toleruje czczej gadaniny. Wszystko, co do niego przychodzi, ma byæ kompletne, przejrzyste i przede wszystkim wa¿ne. Ale dziêki temu podejmuje decyzje natychmiast i to s± decyzje definitywne. Nie wiem, jak on to robi, ale wszyscy, których znam, po prostu chc± dla niego pracowaæ. Nie musi krzyczeæ, powtarzaæ czy prosiæ, ludzie po prostu robi± to, czego od nich oczekuje choæby dla samej przyjemno¶ci pracy z nim. No i co jest wa¿ne, dba o ludzi i im ufa – u¶miechn±³ siê trochê zak³opotany.
– To siê nazywa charyzma – podsumowa³a Hermiona.
Severus patrzy³ niewidz±cym spojrzeniem na stó³ i próbowa³ porównaæ francuskiego Ministra Magii do Albusa Dumbledora. Dumbledore by³ mo¿e i charyzmatyczny, ale nie ufa³ ludziom do koñca i zdecydowanie nie dba³ o nich. Uznawa³ teoriê „wiêkszego dobra" i nie waha³ siê pogrywaæ lud¼mi dla osi±gniêcia swoich celów. Jak inaczej mo¿na by³o nazwaæ to, co zrobi³ z nim?
G³os Jean Jacquesa przywróci³ go do rzeczywisto¶ci.
– Je¶li chodzi o blokowanie kana³ów aportacyjnych i ¶wistoklików, was to nie powinno dotyczyæ. Chyba, ¿e w jaki¶ sposób zaczêliby kontrolowaæ drugi wymiar. Tak siê zastanawiam... – zamilk³ na chwilê i po chwili doda³ niepewnie. – Nie pytajcie o co chodzi, ale wiem, ¿e mamy u was naszego cz³owieka. Skontaktujê go z wami, wiêc nie zdziwcie siê, ¿e kto¶ siê do was zg³osi. Nazywa siê Ricky i oficjalnie jest reprezentantem handlowym u mugoli. Wiêc zamkniêcie granic go nie dotyczy, nadal bêdzie móg³ podró¿owaæ miêdzy Francj± i Angli±.
– Chcesz wprowadziæ w to kogo¶ nowego? – zdziwi³a siê Hermiona.
– Nie wprowadzê go w ca³± sprawê. Po prostu bêdzie nam pomaga³. Od dzisiaj nie bêdziemy siê spotykaæ we Francji, ale w Anglii. W ten sposób je¶li wezm± siê ostro za pilnowanie aportacji i ¶wistoklików, czy choæby miote³, nawet je¶li przez przypadek zawadz± o drugi wymiar, nic nie znajd±. Bêdzie naszym ³±cznikiem.
Hermiona znów przygryz³a usta.
– S±dzisz, ¿e zaczn± ju¿ teraz?
– Mog± zacz±æ monitorowaæ kana³y choæby dla wprawy, czy ¿eby sprawdziæ ile czasu i osób im bêdzie potrzeba od wrze¶nia. Lepiej nie ryzykujmy.
Severus zgadza³ siê z nim w zupe³no¶ci.
– Dowiedzieli¶cie siê, czy macie jakie¶ remportery? – zagadn±³ Francuz.
– Pan Patil powiedzia³ mi, ¿e bêdzie próbowa³ siê dowiedzieæ. Póki co, nie kontaktowa³ siê ze mn± – zaprzeczy³a Hermiona.
Jean Jacques skorzysta³ z okazji i dopyta³ Severusa o parê szczegó³ów dotycz±cych Azkabanu. Ich plan wydobycia stamt±d kobiet powoli siê krystalizowa³, ale nie mieli jeszcze nic konkretnego.
– Prze¶lijcie mi listê miejsc, w których mo¿emy siê widywaæ – poprosi³ Jean Jacques na koniec, wstaj±c od stolika. – Przeka¿ê j± naszym ludziom. I 'Ermione, zastanów siê powa¿nie nad tym, jak ukryæ twoich rodziców. Je¶li nic nie znajdziesz, daj nam znaæ, to co¶ przyszykujemy.
Dziewczyna potaknê³a i ju¿ chcia³a co¶ powiedzieæ, kiedy w³±czy³ siê Severus.
– Jean Jacques, przygotujcie te¿ jakie¶ miejsce dla niej – wskaza³ j± palcem. – Nasi przyjaciele powiedzieli kiedy¶, ¿e ma zostaæ ¿ywa a¿ do koñca. Nie wiemy, co oni nazywaj± koñcem, ale przypuszczam, ¿e powoli siê do niego zbli¿amy.
– Co?! – zawo³a³ Francuz, patrz±c ze zgroz± to na ni±, to na Severusa.
– Nie pamiêtam ju¿, czy ci o tym mówi³am – powiedzia³a niechêtnie Hermiona. – Ale nie wiem, czy to mo¿na nazwaæ...
– Zajmij siê tym – poprosi³ Severus, nie daj±c jej skoñczyæ.
Straci³ ju¿ jedn± kobietê, która kocha³. Nie zamierza³ straciæ drugiej.
Jean Jacques poklepa³ go lekko po plecach.
– Od jutra siê tym zajmê, mo¿esz byæ pewien!
Ku zdumieniu Hermiony Severus nie odtr±ci³ jego rêki, ale spojrza³ na niego z wdziêczno¶ci±.
Po¿egnali siê ciep³o, Jean Jacques uca³owa³ Hermionê i ¶ciskaj±c rêkê Severusa szepn±³ cicho „Pilnuj jej". Po kilku krokach odwróci³ siê do nich i pomacha³ im rêk±. Mia³ wielk± nadziejê zobaczyæ ich jeszcze raz ¿ywych.