Hermiona i Severus id± na spacer, podczas którego s± obserwowani
Hermiona sprawdzi³a godzinê. By³o dopiero w pó³ do pi±tej. Nie chcia³a jeszcze wracaæ do domu i przede wszystkim nie chcia³a jeszcze rozstawaæ siê z Severusem. Musia³a mieæ dziwn± minê, bo kiedy spojrza³ na ni±, uniós³ pytaj±co brew do góry.
– Severusie... mo¿emy zostaæ tu jeszcze trochê? Chcia³abym ci co¶ pokazaæ – powiedzia³a niepewnie.
– Co¶ pokazaæ...? – powtórzy³ po niej.
Tego w³a¶nie siê ba³. ¯e znajdzie siê z ni± sam na sam i ¿e znów straci g³owê. Do tej pory udawa³o mu siê jako¶ trzymaæ, ale by³ z nimi Jean Jacques.
– Poprzednim razem nie... nie mogli¶my pój¶æ zobaczyæ Pary¿a, wiêc mo¿e teraz...
Nie „nie mogli¶my", tylko nie chcia³e¶. Nie ka¿ jej prosiæ ciê drugi raz.
Poza tym... poza tym przecie¿ nie musisz na ni± patrzeæ, nie musisz siê do niej zbli¿aæ. Odsuñ siê, patrz gdzie indziej i wszystko bêdzie dobrze.
Skin±³ g³ow± i twarz Hermiony rozja¶ni³ radosny u¶miech, wiêc odwróci³ wzrok. Wyci±gnê³a do niego rêkê i kiedy j± chwyci³, aportowa³a ich na Polach Marsowych, niedaleko od Wie¿y Eiffel'a.
Na trawie siedzia³o albo le¿a³o pe³no ludzi. Niektórzy doro¶li co¶ czytali albo rozmawiali ze sob±, niektórzy zabrali ze sob± piknik i jedli popularny we Francji o tej porze podwieczorek, dzieci bawi³y siê dooko³a. Jednocze¶nie bêd±c w magicznym wymiarze nie s³yszeli przeje¿d¿aj±cych samochodów i autobusów, tylko zwyk³y gwar ludzkich g³osów. S³oñce ¶wieci³o ju¿ o wiele l¿ej i wia³ lekki wiaterek, który przyjemnie ch³odzi³.
– To jest ta s³ynna wie¿a, o której mówi³ ostatnio Jean Jacques – powiedzia³a. – Ma ponad tysi±c stóp wysoko¶ci... I w mugolskim ¶wiecie mo¿na wjechaæ na sam± górê.
– Musz± mieæ ³adny widok – stwierdzi³ Severus, przys³aniaj±c sobie oczy rêk±, ¿eby spojrzeæ do góry.
– Kiedy¶ by³am i mogê ci powiedzieæ, ¿e jest wspania³y. Tylko niestety pchaj± siê tam t³umy. Ale jak ju¿ jeste¶ na samej górze, masz cudowny widok. Pary¿ z lotu ptaka – rozmarzy³a siê, zamykaj±c oczy.
Severus u¶miechn±³ siê lekko, ale zmusi³ siê, ¿eby nie spojrzeæ na ni±. Wyda³o mu siê nagle ¶mieszne, ¿e wybra³a w³a¶nie to, co lubi³. Bêd±c ma³y, czêsto ucieka³ z domu, k³ad³ siê w trawie i patrza³ w niebo. Widz±c ko³uj±ce po nim wielkie ptaki zastanawia³ siê, jak to by³oby cudownie móc poczuæ siê wolnym i byæ daleko od tego wszystkiego, co go gnêbi³o. Móc odlecieæ. Mo¿e dlatego po zakoñczeniu wojny, kiedy ju¿ fizycznie by³ wolny, kupi³ sobie sowê. Nie czu³ siê wolny psychicznie, nie móg³ uciec od mêcz±cych go koszmarów i wyrzutów sumienia, wiêc dobrze by³o, ¿e choæ jego sowa mog³a lataæ. Jakby robi³a to dla niego. Mo¿e dlatego nie trzyma³ jej w swoich komnatach, ale w sowiarni, ¿eby mog³a latach, kiedy zechce.
– Najpiêkniej jest chyba wieczorem – us³ysza³ Hermionê i wróci³ do rzeczywisto¶ci. – Kiedy w mugolskim ¶wiecie widaæ tysi±ce ¶wiate³ek na tle czarnej nocy. Szkoda, ¿e nie mo¿emy tego tu zobaczyæ.
Usiedli na trawie i Severus pod±¿y³ wzrokiem wzd³u¿ ca³ej wie¿y, a¿ do samej góry. By³a smuk³a i urzeka³a swoim widokiem. Jeszcze nigdy nie widzia³ czego¶ takiego. Istotnie, widok z samej góry musia³ byæ niesamowity. Spojrza³ na niebo i dostrzeg³ lataj±ce wysoko ca³e stada jaskó³ek. Trochê po prawej lecia³ idealnie równy, d³ugi klucz du¿ych ptaków. Ciekawe, czy nale¿a³y do czarodziejskiego czy mugolskiego ¶wiata... A mo¿e tam na górze, gdzie królowa³a wolno¶æ, nie by³o ¿adnej ró¿nicy?
Spogl±da³ na b³êkitne niebo i dopiero po d³u¿ej chwili zorientowa³ siê, ¿e le¿y na trawie. Przekrzywi³ g³owê na bok i dostrzeg³ le¿±c± obok Hermionê, która wypatrywa³a siê w czubek wie¿y.
Ku swemu zaskoczeniu czu³, ¿e to by³o... w³a¶ciwe. Zaledwie trzy tygodnie temu nie wyobra¿a³ sobie móc le¿eæ tak ko³o kogokolwiek, to wspomnienie ³±czy³o siê tylko z Lily. Dzi¶ w³a¶nie tego pragn±³.
Przez chwilê widzia³ zielone oczy, ale te szybko zblad³y i na ich miejscu pojawi³y siê inne. Czekoladowe. Nale¿±ce do czarownicy, która le¿a³a ko³o niego. I w tym momencie Severus zrozumia³ z ca³± wyrazisto¶ci±, ¿e „Kiedy¶" naprawdê minê³o.
Czas mija³, a oni oboje le¿eli na zielonej trawie, niedaleko innych ludzi, ale pogr±¿eni w ich w³asnym kokonie wspomnieñ i marzeñ.
.
Zaledwie parê jardów od nich na ³awce siedzia³a ciemnow³osa i ciemnooka kobieta z lekko zaokr±glonym brzuszkiem, przygl±daj±ca siê dwójce swoich dzieci, które bawi³y siê na trawie obok. Dziewczynka próbowa³a zrobiæ wianek z kwiatków, które przynosi³ jej m³odszy od niej ch³opiec. Oboje byli do siebie zaskakuj±co podobni. Mieli d³ugie, pofalowane, gêste blond w³osy i zaskakuj±co b³êkitne oczy, które pasowa³y do matowej karnacji.
– Ju¿ jestem – powiedzia³ nagle kto¶ za ni± i kiedy obejrza³a siê, zobaczy³a swojego mê¿a.
– Xavier! – wyci±gnê³a g³owê, nadstawiaj±c siê do poca³unku.
Mê¿czyzna odrzuci³ na bok identyczne d³ugie blond w³osy i poca³owa³ j± na powitanie.
– Dobrze, ¿e jeste¶. Eugenia zaczê³a byæ ju¿ g³odna, Norbert pewnie te¿ zaraz zg³odnieje.
Dzieci poderwa³y siê z trawnika i dziewczynka podbieg³a do niego podskakuj±c rado¶nie.
– Papa! Zobacz, prawie skoñczy³am Fianek! – pomacha³a, rozsypuj±cymi siê na boki kwiatkami.
Uca³owa³a ojca, zaraz po niej zrobi³ to ch³opiec i kobieta wsta³a z ³awki.
– To co, zbieramy siê do domu?
– Aportujmy siê – zaproponowa³ mê¿czyzna. – Do domu st±d daleko.
W tym momencie ko³o nich wyl±dowa³ go³±b i Norbert podbieg³ do niego próbuj±c go z³apaæ. Ptak odfrun±³ kawa³ek dalej, wiêc ch³opiec pobieg³ za nim.
– Norbert! Chod¼ ju¿! – zawo³a³a za nim kobieta, podaj±c córce i mê¿owi rêce.
.
G³o¶ne wo³anie sprawi³o, ¿e Severus i Hermiona odruchowo podnie¶li g³owy i spojrzeli w tamtym kierunku.
Malec biegiem dopad³ do rodziców i siostry i z³apa³ ojca za rêkê. Mê¿czyzna u¶miechn±³ siê do niego, podniós³ g³owê i wykona³ lekki obrót. Jego oczy przesunê³y siê po le¿±cej niedaleko parze i rozszerzy³y w nag³ym przeb³ysku rozpoznania. I w tym momencie z g³o¶nym pykniêciem ca³a czwórka znik³a.
.
Severus odwróci³ wzrok i napotka³ spojrzenie Hermiony. Usiad³ prêdko i dziewczyna zrobi³a to samo. Pomy¶la³, ¿e skoro ju¿ siê spotkali, dobrze by³oby porozmawiaæ o tym, jak chroniæ jej rodziców. Obietnica pomocy Jean Jacquesa nie zwalnia³a go z obowi±zku szukania jakiego¶ rozwi±zania.
– Przejd¼my siê – zaproponowa³.
Oboje ruszyli wolno przed siebie i nie zwrócili uwagi na trzask aportacji, który rozleg³ siê za nimi krótko po tym, jak odeszli.
.
Kiedy ca³a rodzina aportowa³a siê w domu, jasnow³osy czarodziej zatoczy³ siê w panice na ¶cianê i opar³ o ni± plecami. Kobieta pu¶ci³a dzieci rzucaj±c im krótkie:
– Id¼cie do kuchni, zaraz zrobimy co¶ do jedzenia.
Spojrza³a na mê¿a i zdziwi³a siê na widok jego przestraszonej miny.
– Co¶ siê sta³o...?
Mê¿czyzna potoczy³ b³êdnym wzrokiem dooko³a i podj±³ b³yskawiczn± decyzjê. Ukradkiem wsun±³ ró¿d¿kê do rêkawa szaty i uniós³ rêce do góry, tak, ¿eby nie wypad³a.
– Muszê tam wróciæ... chyba zgubi³em ró¿d¿kê...
– Zgubi³e¶... – powtórzy³a za nim kobieta.
– Nie wiem – odpar³ trochê bezsensownie. – Zaraz wracam, tylko rzucê okiem.
Przyciskaj±c mocno rêce do siebie obróci³ siê i deportowa³ z domu, z powrotem na Pola Marsowe.
Kiedy wyl±dowa³ dok³adnie w tym samym miejscu, z którym sta³ jeszcze minutê temu, trawnik przed nim by³ pusty. Rozejrza³ siê szybko dooko³a i zobaczy³ oddalaj±c± siê parê. Widzia³ ich od ty³u; wysokiego, szczup³ego czarnow³osego mê¿czyznê ubranego ca³kowicie na czarno i ni¿sz± od niego kobietê o d³ugich do po³owy pleców, br±zowych, spl±tanych w³osach. Mia³a na sobie w±skie mugolskie jeansy i lu¼n± bluzkê w ³ososiowym kolorze.
Od ty³u nie pozna³by ich, ale mia³ przed oczami ich twarze, które widzia³ zaledwie sekundê, ale które pozna³ natychmiast.
Granger?! I Snape?
Nie odwa¿y³ siê podbiec do przodu, ¿eby popatrzeæ na nich jeszcze raz, choæ doskonale zdawa³ sobie sprawê z tego, ¿e oni nie mogli go poznaæ.
Merlinie... co oni robi± w Pary¿u?!
Skamienia³y sta³ przez chwilê patrz±c za oddalaj±c± siê par± i dopiero ¶ciekaj±ca po plecach stró¿ka zimnego potu sprawi³a, ¿e siê otrz±sn±³. Zmuszaj±c do przybrania spokojnego wyrazu twarzy aportowa³ siê do domu.
– Xavier? No i jak, kochanie, znalaz³e¶ j±? – dobieg³ do g³os ¿ony z kuchni i po chwili ukaza³a siê w drzwiach jej g³owa.
– Oui, chérie. Znalaz³em j± – westchn±³.
.
Szli chwilê w milczeniu.
– S³ysza³a¶, co powiedzia³em Jean Jacquesowi na twój temat – odezwa³ siê z koñcu Severus.
– My¶lisz, ¿e... – Hermiona spojrza³a na niego, nie zatrzymuj±c siê.
– My¶lê, ¿e czas o tym pomy¶leæ – powiedzia³ na pozór spokojnym g³osem.
Dziewczyna skinê³a g³ow±.
– Zastanawia³am siê ju¿ tyle razy, co zrobiæ z rodzicami, ale pojêcia nie mam. To znaczy pomys³ów mam pe³no, ale za ka¿dym razem musz± znów porzuciæ dom, pracê i ukrywaæ siê gdzie¶... najlepiej tak, ¿ebym ja nie wiedzia³a, gdzie.
– Rozmawia³em trochê z Minerw± na temat mojego domu w Spinner's End. W mugolskiej czê¶ci miasta. Minerwa zaproponowa³a ukryæ go rzucaj±c Zaklêcie Fideliusa.
– I mo¿na by³oby tam ukryæ moich rodziców?
Severus omin±³ kêpê kwiatów i na nowo zbli¿y³ siê do Hermiony.
– Tak, ale to ty by³aby¶ Stra¿niczk±.
– Przecie¿ je¶li mnie z³api±...
– A ciebie ukry³by Jean Jacques. Wtedy twoi rodzice byliby bezpieczni.
Dziewczyna unios³a w górê brwi, bardzo w jego stylu.
– To znaczy, ¿e zosta³by¶ sam, tak?
Severus zatrzyma³ siê w miejscu i spojrza³ na ni± bardzo powa¿nym wzrokiem.
– Doskonale wiesz, co ci grozi, je¶li choæby tylko zorientuj± siê, ¿e co¶ wiesz. I nawet je¶li ty siê ukryjesz, dosiêgn± ciê przez twoich rodziców. Nie chodzi tylko o twoje ¿ycie, ale i ich.
Hermiona zastanawia³a siê chwilê gor±czkowo. Da³ jej wybór miêdzy jej rodzicami i nim. Nie chcia³a ich nara¿aæ, ale za nic w ¶wiecie by go nie zostawi³a. I nagle przysz³o jej do g³owy rozwi±zanie.
– Bardzo dobrze. Przygotujemy twój dom i tam przeniesiemy ich zanim nie wy¶lemy ich do Jean Jacquesa – powiedzia³a, patrz±c mu w oczy. – Powiedzia³am ci ju¿ raz i powtórzê. Nie zostawiê ciê.
Severus wpatrywa³ siê w ni± i dwie ró¿ne czê¶ci jego umys³u toczy³y ze sob± bitwê. W koñcu on te¿ podj±³ decyzjê.
– Dobrze, tak zrobimy. Ale musimy w takim razie opracowaæ jaki¶ plan i dla ciebie.
Potaknê³a. Na to mog³a siê zgodziæ.
– Co mi przychodzi do g³owy ju¿ teraz: masz zawsze mieæ ze sob± dwie ró¿d¿ki, to po pierwsze. Po drugie nigdy i nigdzie nie wolno ci przebywaæ samej. Najlepiej, ¿eby¶ te¿ nie by³a za d³ugo tylko i wy³±cznie w towarzystwie Rockmana i Aylin. Staraj siê byæ zawsze otoczona lud¼mi – powiedzia³ niedopuszczaj±cym sprzeciwu g³osem. – Poza tym masz zawsze mieæ przy sobie monety kontaktowe. I zastanowiê siê nad reszt± warunków.
– Obiecujê – odpowiedzia³a.
Có¿, ³atwiej powiedzieæ ni¿ zrobiæ...
Przechadzali siê jeszcze trochê w milczeniu i Severus doszed³ do wniosku, ¿e potrzeba im jakiego¶ l¿ejszego tematu przed po¿egnaniem siê. Pokaza³ jej ³awkê niedaleko i usiedli na niej.
– Nie mówi³em ci jeszcze, ¿e od wrze¶nia zamierzam wprowadziæ nowy przedmiot w Hogwarcie.
Hermiona zainteresowana usiad³a lekko bokiem, obrócona w jego stronê.
– To co¶ w rodzaju Historii Nowoczesnej, zaczyna siê dwadzie¶cia lat temu i obejmuje obie czarodziejskie wojny.
– Powstanie i upadek Czarnej Magii, tak?
– I tak i nie. Chcia³bym po³o¿yæ nacisk na to, co dzia³o siê wtedy, kiedy pojawi³ siê Czarny Pan i urós³ w si³ê i ile kosztowa³o zakoñczenie tych wojen.
– Przecie¿ to stanowi czê¶æ Historii Magii? – nie zrozumia³a Hermiona. – Chcesz zlikwidowaæ ten przedmiot?
Severus potrz±sn±³ g³ow±.
– Nie, profesor Bins nadal bêdzie j± wyk³ada³. I dodatkowo, od czwartej klasy, bêdzie wyk³adana Historia Nowoczesna. My¶lê, ¿e trzeba uczuliæ m³odzie¿ ju¿ w tym wieku czym koñcz± siê wygórowane ambicje, czy chore przekonanie, ¿e czysta krew jest lepsza.
Gdybym wiedzia³ wtedy, jak to wszystko bêdzie wygl±daæ, z pewno¶ci± nie przysta³bym do ¦miercio¿erców. I nie zrobi³bym wielu innych rzeczy.
– To jest bardzo dobry pomys³ – powiedzia³a dziewczyna. – Jestem pewna, ¿e ci, którzy przez to przeszli... którzy byli tym naprawdê dotkniêci, nigdy tego nie zapomn± i zrobi± wszystko, ¿eby to siê nie powtórzy³o. Byæ mo¿e gdyby Scott albo Stone albo... nie wiem, Watkins na przyk³ad... Gdyby wiedzieli kiedy¶, jak daleko siêgnie ten ich cholerny spisek, mo¿e te¿ by do niego nie przystali? – Hermiona poprawi³a siê na ³awce. – Masz ju¿ jakiego¶ nauczyciela?
– Rozmawia³em z trzema w zesz³ym tygodniu i w zasadzie ju¿ siê zdecydowa³em. Jeden z nich by³ zdecydowanie lepszy ni¿ pozosta³a dwójka.
– O czym... na czym polega³a ta rozmowa?
– Sprawdzi³em ich znajomo¶æ w tej dziedzinie – to by³o najbardziej oczywiste. – Umiejêtno¶ci organizacji pracy, bo wbrew powszechnemu mniemaniu wielu osób, dzieñ pracy nauczyciela nie koñczy siê po ostatniej lekcji i przede wszystkim umiejêtno¶æ ciekawego opowiadania. Prosi³em, ¿eby powiedzieli mi, jak wyobra¿aj± sobie prowadzenie lekcji. Czy dopuszczaj± dyskusjê, czy te¿ ograniczaj± siê do dyktowania tematu lekcji.
Hermiona pomy¶la³a o profesorze Binsie, który najwyra¼niej nie przeszed³by egzaminu u Severusa.
– No i jaki by³ ten najlepszy?
Severus uniós³ k±cik ust w lekkim u¶miechu na wspomnienie tej rozmowy. Pamiêtaj±c Rookwooda, który potrafi³ opowiadaæ godzinami o niczym i to w porywaj±cy sposób, poprosi³ ka¿dego z kandydatów o opowiedzenie mu o czym¶ banalnym. Kiedy Henry Dicks uprzedzi³ go, ¿e w takim razie opowie mu o porannym parzeniu herbaty, obieca³ sobie, ¿e pozwoli mu zacz±æ i nie wyrzuci natychmiast, ale da mu dwie minuty. Po czym z niedowierzaniem wzi±³ udzia³ w parzeniu i piciu wyimaginowanej herbaty. By³ zachwycony. To by³ dok³adnie kto¶, kogo potrzebowa³. Kto¶, kto bêdzie potrafi³ zafascynowaæ m³odzie¿ i uczyniæ ten przedmiot nie godzin± s³uchania jednym uchem opowie¶ci jakiego¶ starszego czarodzieja o tym, co siê kiedy¶ sta³o, ale prze¿ywania tego osobi¶cie.
Opowiedzia³ to Hermionie, która a¿ unios³a w górê brwi ze zdumienia. Severus Snape bawi±cy siê w parzenie herbaty?!
– Zobaczê, jak da sobie radê przez pierwsze parê miesiêcy i je¶li bêdzie mu dobrze sz³o, najprawdopodobniej powierzê mu prowadzenie Historii Magii.
– Je¶li tobie siê spodoba³, musi byæ naprawdê wspania³y!
– Jedyny problem, jaki w tej chwili mam, to brak odpowiedniego podrêcznika. Do omawiania pierwszej wojny mo¿emy jeszcze u¿ywaæ choæby Powstania i Upadku Czarnej Magii, ale potem nie ma ju¿ nic.
Hermiona zrobi³a niepewn± minê.
– Czemu jej nie napiszesz? Nikt nie ma takiej wiedzy, co ty.
– Nie bêdê pisa³ ¿adnych ksi±¿ek – parskn±³ Severus.
Dostawa³ wiele propozycji napisania albo biografii, albo w³a¶nie ksi±¿ki o obu wojnach. Za ka¿dym razem odmawia³. By³ kim¶, kto stroni³ od publicznej uwagi i okres jego procesu i zaraz po nim wspomina³ jak pasmo koszmaru. Nie wiedzia³ ju¿, które artyku³y w prasie wola³, te robi±ce z niego znienawidzonego mordercê, czy te¿ te, w których uchodzi³ za bohatera, zbawcê i mêczennika. Po procesie na krótki czas zapad³ spokój, ale potem zosta³ odznaczony Orderem Merlina i na nowo widzia³ swoj± twarz, gdzie tylko siê nie obróci³.
– A czemu ty ¿adnej nie napiszesz? – spyta³ i rozbawi³ go wyraz zaskoczenia i oburzenia na twarzy Hermiony.
– Ja?! Ja mia³abym napisaæ ksi±¿kê?! – zawo³a³a i ¶ciszy³a g³os, bo kilka siedz±cych ko³o nich par obejrza³o siê na ni±. – Mowy nie ma!
Severus wzruszy³ ramionami.
– W ci±gu zesz³ego roku pojawi³o siê parê. Przeczyta³em wszystkie, choæ raczej nale¿y powiedzieæ, ¿e zmusi³em siê do przeczytania. Stek bzdur, poprzeinaczane fakty i autor wykreowany na bohatera – powiedzia³ z pogard±.
– A ten nowy nauczyciel nie mo¿e czego¶ napisaæ?
– Mo¿e i by móg³, ale kiedy zacznie uczyæ w Hogwarcie, nie bêdzie mia³ na to czasu.
Hermiona mia³a wra¿enie, ¿e Severus by³ trochê zmartwiony z powodu braku podrêcznika. Co siê dziwisz. Chce wprowadziæ nowy przedmiot, wyra¼nie mu na tym zale¿y, bez tego uczniowie nie bêd± mieli siê z czego uczyæ.
Nagle za¶wita³ jej w g³owie pewien pomys³. Mog³aby mu pomóc! I w ten sposób mieæ pretekst do widywania go czê¶ciej!
Staraj±c siê nieudolnie ukryæ rado¶æ spojrza³a na niego.
– A gdybym tak... sporz±dzi³a co¶ na podobieñstwo notatek z lekcji? Napisa³abym, co siê wtedy dzia³o, rok po roku, ale nie w formie ksi±¿ki, ale w³a¶nie notatek. Nie tylko Harry i Ron uczyli siê z moich notatek z lekcji.
Severus podniós³ g³owê i zamar³ z wyrazem nadziei w oczach.
– Hermiono... To jest doskona³y pomys³! – powiedzia³. – Twoja pomoc by³aby nieoceniona!
– To nic takiego... lepsze ni¿ nic...
– Gdyby¶ mi w ten sposób pomog³a, by³bym bardzo... szczê¶liwy. Zgodzi³aby¶ siê?
Dziewczyna u¶miechnê³a siê rado¶nie i potaknê³a. Uda³o jej siê! Bêdzie mog³a go widywaæ!
– Pod jednym warunkiem! ¯e mogê liczyæ na twoje poprawki i komentarze!
Na widok rozradowanych, br±zowych oczy Severus równie¿ siê u¶miechn±³. Merlinie, móg³by¶ siê na ni± patrzeæ ca³ymi dniami...
Ogarnê³a go nag³a chêæ przytulenia jej, ¿eby jej podziêkowaæ i równocze¶nie dotar³o do niego, ¿e znów zacz±³ traciæ zdrowy rozs±dek, wiêc zmusi³ siê do odwrócenia wzroku.
– Oczywi¶cie, ¿e mo¿esz liczyæ. Bardzo ci dziêkujê.
– Zacznê ju¿ dzi¶ wieczorem, wiêc za kilka dni bêdziesz mia³ pierwsze... szkice. Do poprawki – obieca³a. Za kilka dni bêdzie mog³a siê z nim zobaczyæ...
– Chod¼, wracajmy ju¿.
Dziewczyna wsta³a ra¼no i rozejrza³a siê dooko³a. Odnalaz³a w torbie ¶wistoklik miêdzykontynentalny, zapisa³a w nim adres jej mieszkania i wyci±gnê³a do niego rêkê. Spletli razem palce i ¶wisnêli do Londynu.