Hermionê odwiedza tajemniczy Ricky,
za¶ Severus postanawia zataiæ przed dziewczyn± o czym tym razem rozmawiali Norris i Lawford
Poniedzia³ek, 20.07
W tegorocznych manewrach pod kryptonimem Dragon 15 mia³o wzi±æ udzia³ 20 000 mundurowych, w tym przynajmniej tysi±c zaproszonych sojuszników z NATO i krajów partnerskich. Scenariusz zak³ada³ symulacjê walk z terrorystami, którzy wtargnêli na teren Wielkie Brytanii i zdestabilizowali sytuacjê polityczn± w kraju. Pierwsza faza æwiczeñ polegaæ mia³a na przegrupowaniu siê w rejony prowadzenia dzia³añ, izolacji obszarów zajêtych przez wrogie si³y i organizowanie obrony wa¿nych obiektów pañstwowych. W drugiej fazie ¿o³nierze mieli do wykonania zadania bojowe zwi±zane z wyparciem przeciwnika.
W manewrach mia³a wzi±æ udzia³ marynarka wojenna – Royal Navy i Royal Marines, British Army – czyli wojska l±dowe, si³y powietrzne RAF oraz komandosi w Brygad Specjalnych.
Pierwsza grupa oko³o tysi±ca wojskowych pojawi³a siê na Rathlin tu¿ przed dziesi±t± rano. Niektórzy przylecieli helikopterami, choæ zdecydowana wiêkszo¶æ przyp³ynê³a na HMS Orion.
W tej grupie znale¼li siê oficerowie logistyczni oraz oficerowie i ¿o³nierze z tak zwanych mobilnych jednostek logistycznych; pododdzia³ów pu³ków, batalionów i kampanii zajmuj±cych siê zaopatrzeniem materia³owym, technicznym, zabezpieczeniem transportu i organizacj± infrastruktury, przerzutem sprzêtu, instalacj± i rozlokowaniem jednostek wojskowych czy struktur medycznych i technicznych.
Kiedy tylko HMS Orion przycumowa³ do niewielkiego nabrze¿a, natychmiast wysypa³y siê z niego setki ludzi i pojazdów. Ka¿dy mia³ swoje zadanie. W ci±gu tygodnia nale¿a³o przygotowaæ lotniska dla helikopterów i samolotów, zbudowaæ z prefabrykatów baraki na bazy operacyjne i taktyczne oraz koszary, magazyny, zaplecze techniczne, medyczne, sanitarne, kuchnie polowe i, w mniemaniu wielu ¿o³nierzy „serce manewrów" czyli kantynê, do której mogli siê wybraæ po zakoñczeniu s³u¿by.
.
Tu¿ po powrocie z pracy Hermiona usiad³a do pisania czego¶, co przypomina³o jej notatki ze szkolnych lat. Siêgnê³a po pergamin i pióro i zaczê³a siê zastanawiaæ od czego dok³adnie zacz±æ. Rozmaite wspomnienia przemyka³y przez jej g³owê ca³kowicie chaotycznie i w koñcu uzna³a, ¿e najlepiej bêdzie spisaæ wszystkie wa¿ne wydarzenia i ustawiæ je w porz±dku chronologicznym. W ten sposób przynajmniej siê nie pogubi.
Nie umoczy³a jeszcze pióra w ka³amarzu, kiedy rozleg³ siê dzwonek do drzwi. To by³ tak zaskakuj±cy d¼wiêk, ¿e dziewczyna dopiero po paru sekundach zrozumia³a, co siê dzieje.
Gdy otworzy³a drzwi, zobaczy³a przed sob± m³odego ch³opaka w lu¼nej, szarej marynarce i jeansach.
– Panna Hermiona Granger? – spyta³ grzecznie.
– Tak? – odpar³a, zaskoczona.
– Przepraszam za spó¼nienie. Ricky Johnson z Indoors Group.
Hermiona w pierwszej chwili nie zaskoczy³a.
– S³ucham...?
Ch³opak mrugn±³ do niej okiem.
– Mieli¶my umówione spotkanie na dzi¶. W sprawie ewentualnej wymiary drzwi.
Ricky Johnson... Ricky! Ach!
– Ale¿ oczywi¶cie, proszê wej¶æ – przepu¶ci³a go do ¶rodka i zamknê³a porz±dnie drzwi.
Ricky bez zaproszenia wszed³ a¿ do salonu.
– A ju¿ my¶la³em, ¿e nie za³apiesz – powiedzia³ ciszej.
Hermiona u¶miechnê³a siê lekko za¿enowana.
– Nie s±dzi³am, ¿e pojawisz siê tak prêdko... To Jean Jacques ciê przysy³a?
– Dok³adnie.
– Widzieli¶my siê raptem wczoraj.
Ch³opak obrzuci³ krótkim spojrzeniem grube, bia³e firanki i najwyra¼niej go to zadowoli³o, bo pokiwa³ g³ow±.
– Rozmawiali¶my rano i prosi³, ¿ebym siê skontaktowa³ z tob± i Severusem Snapem – wyci±gn±³ z wewnêtrznej kieszeni d³ugi d³ugopis i po³o¿y³ go na stole i dopiero wtedy usiad³ na kanapie. – Mam byæ waszym ³±cznikiem.
Dziewczyna przysiad³a na drugim koñcu kanapy.
– Co... co mam zrobiæ?
– Mo¿esz mi daæ co¶ do picia? – poprosi³ Ricky. – By³o jakie¶ straszne zamieszanie w Tunelu i przyjecha³em prosto do ciebie. I cholernie chce mi siê piæ.
Hermiona poderwa³a siê i szybko przynios³a z kuchni sok pomarañczowy i dwie szklanki. Nala³a Ricky'emu a¿ po brzegi i ch³opak wypi³ duszkiem ponad po³owê.
– Dziêki! Ju¿ my¶la³em, ¿e uschnê! – westchn±³ z ulg±. – No wiêc do rzeczy. Nie mam dzi¶ nic specjalnego dla was, wpad³em tylko, ¿eby siê przedstawiæ i uzgodniæ parê drobiazgów. Widzê, ¿e masz telefon. Dzia³a? – gdy dziewczyna skinê³a g³ow±, poda³ jej swoj± wizytówkê. – Je¶li potrzebujesz siê ze mn± pilnie skontaktowaæ, dzwoñ na moj± komórkê. Je¶li po prostu chcesz, ¿ebym wpad³, postaw w oknie jaki¶ kwiatek. Cokolwiek. Bêdê przechodzi³ têdy codziennie, wiêc w ten sposób bêdê wiedzia³, ¿e muszê do ciebie wpa¶æ.
– Czemu nie mogê po prostu zadzwoniæ? – zdziwi³a siê dziewczyna.
– Bo je¶li bêdziesz dzwoniæ ZA czêsto, komu¶ mo¿e to siê wydaæ podejrzane.
– Przecie¿ czarodzieje nie bêd± wiedzieæ, ¿e dzwoniê!
– Nie wiem. Nie umiem ci powiedzieæ, co mog± wiedzieæ, a czego nie. Ale wiem, ¿e w ten sposób jest bezpieczniej – odpar³ powa¿nie.
– Naprawdê my¶lisz, ¿e... – dziewczyna nie bardzo wiedzia³a, co chcia³a powiedzieæ.
– Wiem, ¿e w tej robocie ka¿dy szczegó³ jest wa¿ny.
W tym momencie zabrzmia³ ca³kiem jak Severus i Moody i nagle Hermiona zaskoczy³a. To jest Moody w m³odszej wersji.
– Jean Jacques powiedzia³ ci wszystko?
– Powiedzia³ mi, ¿e potrzebujecie mojej pomocy. Detale mnie nie interesuj±. Wiêc odbêdzie siê to na moich warunkach. Siedzê tu od lat, prawie ka¿dego dnia i bacznie siê przygl±dam zarówno temu, co dzieje siê u mugoli, jak i w ¶wiecie czarodziejów. I nie jestem g³upi.
– Przepraszam... nie chcia³am...
– Wiem, ¿e Severus Snape ¿re siê z Prorokiem i niektórymi cz³onkami waszego Ministerstwa. Wiem, kogo ostatnio zdjêli ze sto³ka i kogo posadzili i jako¶ tak siê sk³ada, ¿e wchodz± wam w paradê ci nowi, prawda? JJ pokaza³ mi zdjêcia waszych przyjació³. Przyznajê, ¿e paroma mnie zaskoczy³, ale na paru od dawna mamy oko i jako¶ mnie nie dziwi±. To cholernie powa¿na sprawa i lepiej na zimne dmuchaæ.
(JJ – czytaj ¯i¿i – zdrobnienie od Jean Jacques. Francuzi czêsto chc±c zdrobniæ jakie¶ imiê u¿ywaj± po prostu pierwszych liter. Na przyk³ad Régis – Réré, Francis – Fifi, Fabienne – Fafa).
Hermiona skinê³a g³ow± i równocze¶nie u¶miechnê³a siê pod nosem. Ricky u¿ywa³ typowych, mugolskich powiedzonek, zupe³nie jak jej rodzice.
– Dobrze. Tyle tylko, ¿e Severus do ciebie nie zadzwoni, wiesz o tym?
– Wiem i tak siê zastanawiam, co z tym zrobiæ...
– Mamy ze sob± kontakt. Wiêc umówmy siê, ¿e w razie czego on skontaktuje siê ze mn±, a ja zadzwoniê do ciebie.
Ricky wypi³ resztê soku i odstawi³ szklankê na stó³.
– ¦wietnie. Od czasu do czasu bêdziemy spotykaæ siê tu u ciebie. Ja mogê wpa¶æ pod byle pretekstem. Zamówienie siê opó¼nia, potrzebne s± dodatkowe pomiary i tak dalej. A czasami gdzie¶ w jakiej¶ mugolskiej knajpie.
– Jean Jacques te¿ bêdzie móg³ przyj¶æ?
– Lepiej nie – zaoponowa³ ch³opak. – Musia³by staraæ siê o pozwolenie na pojawienie siê w Anglii i to mo¿e byæ zbyt niebezpieczne. Benson go zna, Stone i Smith na pewno bêd± trzymaæ ³apê na wszelkich podró¿ach... Niech siedzi na ty³ku w Pary¿u.
On faktycznie ich wszystkich zna!
Ricky przekaza³ jej notatki z fiszek na temat Naczelnego Wydawcy Proroka, McDeara, po¿egna³ siê i wyszed³.
Hermiona natychmiast napisa³a do Severusa o wizycie Francuza, po czym zaczê³a spisywaæ, co dzia³o siê na pierwszym roku.
Kiedy pisa³a, po jej twarzy ca³y czas b³±ka³ siê lekki u¶mieszek. Umówili siê z Severusem na ¶rodê wieczorem w Hogwarcie i ¶wiadomo¶æ, ¿e nied³ugo go zobaczy, dodawa³a jej skrzyde³. Mia³a wra¿enie, ¿e nie potrzebuje ani je¶æ, ani spaæ, liczy³o siê dla niej tylko to, ¿eby jak najwiêcej napisaæ. Dla niego.
Kiedy pó¼niej Hermiona wraca³a wspomnieniami do tego okresu, wyra¼nie widzia³a, ¿e sprawa Norrisa zesz³a na drugi plan. Nie znaczy³o to, ¿e nie by³a wa¿na, nie, ale Severus przes³oni³ jej ¶wiat. Wszystko, co robi³a, o czym my¶la³a i czego pragnê³a, ³±czy³o siê z nim. Nie chcia³a wdziêczno¶ci tych, których próbowali chroniæ, ale jego aprobaty i u¶miechu czaj±cego siê w jego czarnych oczach. Nie my¶la³a o uczniach, którzy bêd± mogli uczyæ siê z jej notatek, ale o jego „dziêkujê" po³±czonym z choæby najkrótszym u¶ciskiem d³oni...
.
Poniewa¿ Lawford wróci³ na nowo do ³ask i wybierali siê z Norrisem na obiady, mieli kolejny powód do widywania siê. W poniedzia³ek Severus by³ bardzo zaskoczony, kiedy us³ysza³ Dumbledora, który tu¿ po dwunastej zawo³a³ go i przekaza³, ¿e dowiedzia³ siê od Adalberta, ¿e Norris i Lawford w³a¶nie wybrali siê na lunch.
Niespiesznie poinformowa³ Minerwê o tym, ¿e nie bêdzie go na obiedzie, przywo³a³ zmieniacz czasu i cofn±³ siê w czasie zaledwie o pó³ godziny. Mog±c zmieniaæ wymiar nie potrzebowa³ ju¿ eliksiru wielosokowego, wiêc przygotowa³ pluskwê, ¿eby móc potem daæ Hermionie rozmowê do pos³uchania i aportowa³ siê przed Ministerstwem, dok³adnie przed wyj¶ciem z toalet.
Tym razem Norris z Lawfordem nie rozmawiali o niczym nowym, wiêc przes³a³ wiadomo¶æ Hermionie, ¿e pods³uchiwa³ ich dzi¶, ale nic ma ¿adnych ciekawych wiadomo¶ci. Cichy g³osik tej drugiej czê¶ci jego umys³u szepn±³ mu, ¿e byæ mo¿e jutro bêd± mieli powód do spotkania. Z coraz wiêkszym wysi³kiem przywo³a³ siê do porz±dku i zaj±³ pisaniem o¶wiadczenia do Proroka i ¯onglera.
„W zesz³ym tygodniu Prorok zaserwowa³ nam przeidealizowan± i przes³odzon± wizjê nowej szko³y dla dzieci mugolskiego pochodzenia. Reporter pisz±cy artyku³ mia³ niew±tpliwy talent w pos³ugiwaniu siê piórem, ale do tego jego talent zapewne siê ogranicza³.
Poczu³em siê w obowi±zku przypomnieæ, ¿e szko³a to nie tylko piêkny budynek, ale przede wszystkim miejsce, w którym musz± w bezpieczeñstwie przebywaæ dziesi±tki dzieci i nauczycieli. Zada³em kilka pytañ i jako¶ do tej pory nie pojawi³a siê ¿adna odpowied¼ ze strony Ministerstwa. Mam nadziejê, ¿e to nie rezultat g³uchoty, ale tego, ¿e rz±d, opanowany nieoczekiwanym zaanga¿owaniem w edukacjê mugolskich dzieci, potrzebuje wiêcej czasu na to, ¿eby zaprezentowaæ odpowied¼ na odpowiednim poziomie.
Jako dyrektor Hogwartu dosta³em ju¿ kilka sów od rodziców ze starych, czarodziejskich rodzin, którzy zapytuj±, czemu w tak cudownej szkole nie mog± uczyæ siê ich dzieci? Je¶li w przedziwny sposób sowy nie dotar³y jeszcze do redakcji Proroka, korzystam z okazji, ¿eby przekazaæ to pytanie.
Osobi¶cie nie widzê ¿adnego innego powodu, ni¿ chêæ odizolowania dzieci mugolskich od reszty czarodziejskiej spo³eczno¶ci.
S±dzê, ¿e wszyscy chêtnie dowiedzieliby siê wiêcej szczegó³ów o tej nowej szkole. Ale poniewa¿ odnoszê, odosobnione byæ mo¿e, wra¿enie, ¿e ostatnimi czasy prasa nie jest do koñca niezawis³a i szczególnie na Proroka trudno dzi¶ liczyæ, proponujê wys³aæ tam przedstawicieli ró¿nych gazet i Czarodziejskiej Rozg³o¶ni Radiowej.
Jedyna gazeta, jaka wydaje siê nie byæ pod wp³ywem Ministerstwa to, jak dwa lata temu, ¯ongler, dlatego w tej grupie znale¼æ siê powinien Ksenofiliusz Lovegood."
Postawi³ kropkê i zastanawia³ siê chwilê, czy nie sprowokowaæ ich bardziej. W koñcu zdecydowa³, ¿e t± przyjemno¶æ zostawi sobie na nadchodz±ce dni.
We wtorek jego artyku³ ukaza³ siê tylko w ¯onglerze, co go niezmiernie ucieszy³o. Ciekawe, co powie na to Norris...
Lovegood popar³ go, ¿±daj±c wizyty w nowej szkole i podchwyci³ pomys³ próbowania odizolowania mugolskich dzieci od reszty.
W Proroku pojawi³o siê za¶ oficjalne o¶wiadczenie w³adz francuskich w sprawie planowanego na wrzesieñ zamkniêcia granic. Charles Chevalier domaga³ siê natychmiastowego odwo³ania tej decyzji godz±cej bezpo¶rednio we Francuzów i w równym stopniu ograniczaj±cej wolno¶æ angielskich czarownic i czarodziejów.
Severus z³o¿y³ gazetê i przygotowa³ siê na wezwanie Dumbledora. Nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e dzisiejszego dnia Norris i Lawford bêd± mieli zdecydowanie wiêcej do powiedzenia.
Istotnie, trochê przed pierwsz± Albus pojawi³ siê na portrecie.
– Severusie, Adalbert widzia³ ich, jak przechodzili ko³o Fontanny Magicznego Braterstwa – powiedzia³, nie bawi±c siê w powitania.
Severus by³ ju¿ gotowy. Czekaj±c rzuca³ zaklêcia now±, francusk± ró¿d¿k±. Skin±³ staremu czarodziejowi, wsta³ w fotela i zdj±wszy czasowo os³ony z gabinetu i zmieniwszy wymiar, obróci³ siê p³ynnie i znik³ z cichym trzaskiem.
Pojawi³ siê przed wyj¶ciem z toalet chwilê przed tym, jak otworzy³y siê drzwi i wyszli Norris z Lawfordem. Po energicznym kroku Norrisa mo¿na by³o poznaæ, ¿e jest co najmniej poddenerwowany.
Poszed³ za nimi do przestronnej restauracji, odczeka³ chwilê, a¿ siê usadowi± przy oddalonym od innych stoliku w samym k±cie ogródka na zewn±trz, po czym spokojnie usiad³ na murku ko³o nich. Za plecami mia³ gêsty ¿ywop³ot, wiêc móg³ byæ spokojny, ¿e nikt na niego nie wpadnie. Po³o¿y³ przed sob± pluskwê i w³o¿y³ do ucha s³uchawkê. Nie potrzebowa³ tego, ¿eby ich s³yszeæ, ale chcia³ byæ pewny, ¿e pluskwa wszystko dobrze zapamiêta.
– Nie s±dzi³em, Peter – powiedzia³ Lawford, bez w±tpienia kontynuuj±c przerwan± rozmowê. – Chyba nikt z nas o tym nie my¶la³.
– Za chwilê rozpêta siê piek³o – warkn±³ Norris.
– Trzeba bêdzie wyja¶niæ ludziom, dlaczego mugolaków trzeba uczyæ inaczej ni¿ dzieci czarodziejów. ¯e bêd± mieli dodatkowe przedmioty, które nie s± potrzebne tym, co znaj± ju¿ nasz ¶wiat.
– Jakie przedmioty masz na my¶li? Do tej pory mówili¶my o uczeniu historii czarodziejów i obyczajów.
– No wiêc dorzuæmy do tego lekcje latania na miotle. Nikt z mugolaków tego nigdy nie robi³. Jakie¶ zajêcia praktyczne, jak liczyæ nasze pieni±dze...
– Bardzo dobrze. Albo zajêcia przystosowawcze. Wiesz, ¿eby potrafili obyæ siê bez tych ich mugolskich wynalazków. Bez laptapów i tych wszystkich ró¿nych fonów, czy tych ich okienek.
Lawford popatrzy³ uwa¿nie na przyjaciela.
– Peter, o czym ty mówisz? Przecie¿ jeszcze nawet nie zaczêli¶my piæ.
Norris wzruszy³ ramionami.
– Jak chcesz, to siê ¶miej, ale Teddy pod³apa³ to od Nigela. U¿y³ stwierdzenia, ¿e dzieci s± do tego przyklejone 24 godziny na dobê i bez gogli ¶wiat dla nich nie istnieje.
– Dobra, w ten sposób bêdziemy mogli wyja¶niæ, czemu szko³a jest tylko dla szlam. Mo¿e przejdzie.
– Co robimy ze Snapem?
Lawford skrzywi³ siê mocno. Przysz³a kelnerka, wiêc zamówili brandy i danie dnia. To da³o mu trochê czasu na zastanowienie siê.
– S±dzê, ¿e nie mo¿emy go d³u¿ej ignorowaæ. Ten g³upiec Lovegood wydrukuje wszystko, co ten sukinsyn napisze. Powinni¶my mu odpowiedzieæ.
– Ale CO odpowiedzieæ?! Przecie¿ nie mo¿emy przyj±æ tam reporterów! Chyba, ¿e... – Norris zawaha³ siê i po chwile dokoñczy³ – chyba, ¿e wydrukuj± dok³adnie to, co im ka¿emy wydrukowaæ.
Lawford mia³ trochê przestraszon± minê.
– Co masz na my¶li, Peter? – spyta³ ostro¿nie.
– Albo potraktujemy wszystkich Imperiusem, albo zmodyfikujemy im pamiêæ. I powiemy im, co widzieli i s³yszeli i zrobimy parê zdjêæ.
Obaj mê¿czy¼ni przez chwilê patrzyli na siebie w milczeniu.
– Modyfikacja pamiêci bêdzie chyba lepsza. Potem wróc± do siebie i napisz± piêkne artyku³y, ka¿dy inny i nawet nie bêd± wiedzieli, co siê sta³o – powiedzia³ w koñcu Lawford.
– Doskona³y pomys³, Davy! Nawet znam kogo¶, kto to mo¿e zrobiæ. Prawdziwy mistrz. Potrafi wszczepiaæ fragmenty pamiêci tak idealnie, ¿e nawet nie widaæ momentu, kiedy pojawia siê fa³szywe wspomnienie. Mo¿e nawet okre¶liæ moment, kiedy sobie go przypomnisz, czy blokowaæ czasowo mo¿liwo¶æ przypominania sobie.
Zamilkli na chwilê, bo podesz³a do nich kelnerka z brandy. Gdy zostali sami, Norris stukn±³ swoj± szklaneczk± w szklaneczkê przyjaciela.
– Bardzo dobrze. Jak wrócimy, ka¿e Blackowi zrobiæ mi spis najwa¿niejszych czarodziejskich gazet i stacji radiowych i wys³aæ do nich zaproszenia.
– Poczekajmy z zaproszeniami. Niech Black napisze, ¿e wziêli¶my pod uwagê jego propozycjê, ¿e w tej chwili przygotowujemy listê osób i organizujemy t± wizytê. I ¿e niebawem wy¶lemy zaproszenia.
– Chcesz zyskaæ na czasie?
Lawford skin±³ g³ow±.
– Tak. Jak tylko zrobimy, co Snape chce, drañ wymy¶li co¶ nowego. To po pierwsze. Po drugie nie p³aszczmy siê przed nim, niech ludzie nie odnosz± wra¿enia, ¿e on ma prawo dyktowaæ nam, co chce.
– A po trzecie im pó¼niej to zrobimy, tym w lepszym stanie bêdzie szko³a. Maj± jeszcze trochê pomieszczeñ do wykoñczenia, ka¿ê im zadbaæ o szczegó³y, ¿eby na zdjêciach dobrze wysz³y – ucieszy³ siê Norris.
– To sprawi, ¿e Snape siê uspokoi i bêdzie czeka³. I przestanie pieprzyæ o komisjach do sprawdzenia, czy wszystko jest zrobione jak nale¿y – doda³ Lawford. – Bo do tego nie mo¿emy dopu¶ciæ. Jak by¶my zaczêli modyfikowaæ pamiêæ Madame Maxime i Dimitrova i kiedy¶ to wysz³o na jaw... zostaliby¶my ukamienowani.
– Bardzo dobrze, Davy! Bo powa¿nie mówi±c, bez modyfikacji pamiêci by siê nie oby³o. Choæby Skrzyd³o Szpitalne zupe³nie nie spe³nia norm.
– Wiem, zauwa¿y³em – parskn±³ Lawford.
Jaka¶ inna kelnerka przynios³a im talerze jedzeniem, wiêc oboje zaczêli je¶æ i zeszli na temat pomys³u Rockmana przeegzaminowania cz³onków Ministerstwa, Kliniki i nauczycieli.
– Rozumiesz, w ten sposób pozbêdziemy siê tych wszystkich, którzy mogliby nas stopowaæ. Automatycznie trzeba bêdzie pozatrudniaæ innych na ich miejsce, no i wybraæ nowych szefów Wydzia³ów, Departamentów... – mówi³ Norris, jedz±c chrupkie warzywa.
– Tyler ma ju¿ jaki¶ pomys³, jak to zaaran¿owaæ?
– Jak to zaaran¿owaæ? – nie zrozumia³ Norris.
– Bo niektórzy z tych... niepo¿±danych tak naprawdê maj± ca³kiem niez³± wiedzê. We¼my na przyk³ad Granger. Ona te egzaminy zda na 120 procent.
– Z tego, co mówi³ Tyler, na nowym stanowisku idzie jej ¶wietnie – powiedzia³ niechêtnie Norris. – Jest ni± po prostu zachwycony – skrzywi³ siê. – Wiesz, ¿e jak ostatnio z nim rozmawia³em, powiedzia³, ¿e chêtnie by j± zatrzyma³?
Serce Severusa nagle przyspieszy³o i zamar³ czekaj±c na dalsze s³owa.
– Jak to „zatrzyma³"? – parskn±³ Lawford. – Przecie¿ jak siê zorientuje, co siê dzieje...
Norris westchn±³ na wspomnienie rozmowy.
– Tyler mówi, ¿e na przyk³ad w sprawie usuwania ci±¿y zgadza siê w nami absolutnie. Uwa¿a, ¿e Ministerstwo ma racjê i tylko ludzie nie chc± zrozumieæ i s± niewdziêczni. Za to ona jest bardzo wdziêczna za badania i podany eliksir – za¶mia³ siê znów.
Lawford popatrzy³ na przyjaciela i pokrêci³ g³ow±.
– Ale¿ ona jest g³upia i naiwna!
– Póki co niech sobie j± zatrzymuje. Kaza³em mu braæ j± od czasu do czasu na pogawêdkê, ¿eby wiedzieæ, co dok³adnie my¶li. Jak tylko zobaczymy, ¿e Panna Wiem–To–Wszystko staje siê podejrzliwa, pozbêdziemy siê jej.
– Masz ju¿ jaki¶ plan?
Norris prze³kn±³ du¿y kawa³ek miêsa i popi³ wod±.
– Jeszcze nie. Co¶ siê wymy¶li. Albo dam j± Teddy'emu, albo wymy¶li siê jaki¶ magiczny wypadek albo w³amanie do mieszkania, po³±czone z gwa³tem i morderstwem.
– Do jej mieszkania siê nie w³amiesz – powiedzia³ Lawford.
– Czemu?
– Bo parê miesiêcy temu kto¶ wszed³ do niej przez kominek i zdemolowa³ jej mieszkanie. I zdaje siê co¶ ukrad³. Wiêc Jinks & Hayde za³o¿yli jej pe³no zabezpieczeñ.
Norris wzruszy³ ramionami.
– Wiêc zlecimy to Nigelowi. On przecie¿ nie wejdzie przez kominek.
– Szkoda, inaczej Teddy by siê za³apa³, jemu to siê wyra¼nie podoba³o.
Kolejne wzruszenie ramionami.
– Nigel mo¿e go wzi±æ ze sob±.
Obaj roze¶miali siê, za¶ Severus zacisn±³ piê¶ci tak mocno, ¿e mia³ wra¿enie, ¿e popêkaj± mu ko¶ci.
Przez spor± czê¶æ obiadu Norris i Lawford zabawiali siê wspomnieniami z ich eksperymentów na kobietach w Azkabanie i w którym¶ momencie Severus schowa³ pluskwê do woreczka, w³o¿y³ do ma³ego pude³eczka i wsun±³ do kieszeni. To zdecydowanie nie by³a rozmowa, której mog³a s³uchaæ Hermiona. Trzês³y mu siê rêce i ca³y dr¿a³ z t³umionej w¶ciek³o¶ci i z najwiêksz± chêci± zamordowa³by ich na miejscu.
Trzeba bêdzie jej powiedzieæ, ¿e pluskwa nie dzia³a³a, ale spisa³e¶, co s³ysza³e¶.
Do koñca obiadu nie mówili ju¿ nic sensownego. Kiedy wstali od sto³u, Severus odetchn±³ z ulg± i nie czekaj±c a¿ odejd± od stolika, aportowa³ siê do Hogwartu.