Hermiona zaczyna pisaæ podrêcznik do Hogwartu,
a Ginny zaprasza j± do Nory na weekend
Czwartek, 23.07
List Severusa nie zosta³ opublikowany w Proroku, ale ukaza³ siê w ¯onglerze. Poniewa¿ wiêkszo¶æ ludzi kupowa³a w tej chwili obie gazety wiedz±c, ¿e z Proroka o wszystkim siê nie dowiedz±, uznaæ mo¿na by³o, ¿e czarodziejskie spo³eczeñstwo przeczyta³o, co napisa³. Za to Prorok opublikowa³ o¶wiadczenie Pete'a Earnshaw z Departamentu Edukacji o tym, ¿e rz±d nie pozostaje g³uchy na wszelkie propozycje, które do niego docieraj± i traktuje je bardzo powa¿nie. Dlatego te¿ najprawdopodobniej w przysz³ym tygodniu zorganizuje wizytê w nowej szkole, na któr± zaprosi przedstawicieli najbardziej wp³ywowych gazet i rozg³o¶ni radiowych.
Severus by³ pewny, ¿e us³yszy parê s³ów o sobie podczas obiadu i siê nie myli³. Norris by³ wyj±tkowo w¶ciek³y. Najwyra¼niej s±dzi³, ¿e po wtorkowym li¶cie ma spokój na jaki¶ czas i dzisiejsze o¶wiadczenie da im trochê czasu. Tymczasem cholerny Snape musia³ znów namieszaæ.
Lawford próbowa³ uspokoiæ przyjaciela argumentuj±c, ¿e dzi¶ Snape z pewno¶ci± przeczyta³ artyku³ i to powinno „zamkn±æ go" na jaki¶ czas.
Severus obieca³ sobie jeszcze dzi¶ przes³aæ jak±¶ odpowied¼ do Proroka i ¯onglera.
Okaza³o siê, ¿e kto¶ anonimowo poinformowa³ redakcjê Proroka, ¿e regularnie w Dziurawym Kotle odbywaj± siê spotkania grona przeciwników polityki rz±du i nastêpnie rozsy³ane s± informacje do innych, mniej odwa¿nych. Norris uzna³, ¿e nale¿y wprowadziæ kontrolê sowiej poczty, bo w ten sposób bêd± mogli wpa¶æ na ich trop. O szczegó³ach mieli porozmawiaæ w sobotê u Bensona.
Kiedy tylko wróci³ do Hogwartu, wys³a³ wiadomo¶æ Hermionie, ¿e pods³ucha³ Norrisa i Lawforda. Oczywi¶cie móg³ zaczekaæ do wieczora, ¿eby jej o tym powiedzieæ, ale... nie móg³ siê opanowaæ. Od wczorajszego wieczora brakowa³o mu jej, a poza tym czu³ jak±¶ niewypowiedzian± rado¶æ na my¶l o niej. Mo¿e dlatego, ¿e wczoraj stchórzy³ i podj±³ wreszcie decyzjê, ¿e spróbuje j± uwie¶æ.
Prócz rado¶ci ba³ siê, bo nie mia³ pojêcia, jak siê za to zabraæ. No i ca³y czas ba³ siê odrzucenia.
Hermiona potwierdzi³a, ¿e zjawi siê o siódmej, ¶wistoklikiem do jego saloniku, wiêc zanotowa³ w my¶lach, ¿e ma zdj±æ os³ony na ten czas i zabra³ siê za pisanie notatki do Proroka i ¯onglera.
Hermiona wróci³a z pracy i przebra³a siê w w±skie jeansy i do¶æ obcis³± podkoszulkê.Wiedzia³a, ¿e ma siê spotkaæ choæ na chwilê z profesor McGonagall, wiêc nie pozwoli³a sobie na ¿aden inny, bardziej kobiecy strój. Potem spakowa³a do torby kilka bluzek, w których chcia³a mieæ magiczne skrytki i zdecydowa³a siê do³±czyæ do nich równie¿ krótk± br±zow± sukienkê z dekoltem, której nie odwa¿y³a siê za³o¿yæ, kiedy wybiera³a siê warzyæ z Severusem eliksiry trzy tygodnie temu. Mia³a nadziejê, ¿e jej surowa pani profesor nie zwróci uwagi na d³ugo¶æ...
Z niecierpliwo¶ci± doczeka³a do siódmej i aktywowa³a ¶wistoklik. Kiedy wyl±dowa³a w saloniku, bez ma³a wpad³a na profesor McGonagall. Po krótkim przywitaniu, starsza czarownica poklepa³a Hermionê po ramieniu.
– S³ysza³am, ¿e mia³a¶ doskona³y pomys³ sporz±dzenia notatek do Historii Nowoczesnej.
Dziewczyna u¶miechnê³a siê niepewnie.
– To... tylko taka ma³a pomoc. Zanim nowy profesor nie napisze prawdziwego podrêcznika...
Severus wskaza³ Hermionie fotel ko³o swojego i w duchu zgrzytn±³ zêbami na widok Minerwy siadaj±cej po drugiej stronie sto³u. Szczê¶cie, ¿e potrafi³ nad sob± panowaæ, wiêc z jego twarzy nie mo¿na by³o nic wyczytaæ.
– Pododawa³em komentarze na brzegach, bo, tak jak mówi³a¶, nie wszystko wtedy dobrze zrozumieli¶cie – powiedzia³ spokojnym tonem. – Potem je przejrzymy, bo muszê ci dok³adnie wyja¶niæ, co siê wtedy dzia³o. Je¶li chodzi o twój spis chronologiczny, dorzuci³em dwie sprawy. O jednej z nich pewnie zapomnia³a¶, o drugiej nie mia³a¶ pojêcia.
– To znaczy? – spyta³a, zastanawiaj±c siê, czy faktycznie nie mia³a pojêcia. Ostatecznie ju¿ na pierwszym roku uda³o im siê wepchn±æ nos w ró¿ne sprawy.
– Zapomnia³a¶ o trolu – popatrzy³ na ni±, ciekaw, jak zareaguje.
Hermiona parsknê³a ¶miechem.
– Nie zapomnia³am, o czym¶ takim nie mo¿na zapomnieæ. Ale po prostu nie uzna³am tego za wa¿ne.
Minerwa u¶miechnê³a siê do dziewczyny.
– Osobi¶cie to wydarzenie zaliczy³abym do jednego z wa¿niejszych. Czy to nie dziêki temu powsta³o Z³ote Trio?
Severus u¶miechn±³ siê k±cikiem ust.
– Za tamtych czasów by³em bardzo daleki od nazywania was Z³otym Trio.
– Mogê siê tylko domy¶laæ, ¿e byli¶my raczej Piekielnym Trio... – mruknê³a dziewczyna. – A czemu to mia³oby byæ takie wa¿ne?
– Bo profesor Quirrell potrafi³ naraziæ bezpieczeñstwo setek uczniów, nawet tych czystej krwi, po to, ¿eby spróbowaæ dostaæ siê do Kamienia – odpar³. – Gdyby nie pies Hagrida, byæ mo¿e by mu siê to uda³o.
– Faktycznie – przyzna³a mu racjê. – A ta druga?
– Quirrell zna³ siê na legilimencji.
– To by wiele wyt³umaczy³o... A sk±d wiesz? – spyta³a zupe³nie automatycznie.
Minerwa podnios³a gwa³townie g³owê, zdumiona, ale ¿adne z nich nie zwróci³o na ni± uwagi. No wreszcie pozwoli³ jej zwracaæ siê do niego na „ty"...
– Nie wdaj±c siê w niepotrzebne szczegó³y powiem ci tylko, ¿e uda³o mu siê wejrzeæ w my¶li jednego z naszych kolegów, ¿eby dowiedzieæ siê, czego bardzo pragn±³, by potem móc mu to ofiarowaæ. I wyci±gn±æ od niego bardzo istotne wiadomo¶ci – powiedzia³ Severus.
Hermiona my¶la³a chwilê, czy przyznaæ siê do niektórych spraw. W koñcu zdecydowa³a, ¿e tak.
– I to co¶ to by³o jajo smoka?
Severus by³ zdecydowany nie zdradziæ tajemnicy Hagrida, wiêc fakt, ¿e Hermiona wyg³osi³a j± pe³n± piersi± zdecydowanie go zaskoczy³. Spojrza³ na Minerwê i uniós³ brew do góry.
– Sk±d wiesz?
– Có¿... Musieli¶my trochê pomagaæ Hagridowi przy karmieniu Norberta... I kiedy urós³ i nie mo¿na by³o ju¿ nad nim zapanowaæ, oddali¶my go przyjacio³om Charliego Wesleya, ¿eby zabrali go ze sob± do Rumuni...
Minerwa zacisnê³a usta.
– Kiedy to by³o...?
– Wtedy, kiedy Filch z³apa³ nas o pó³nocy na Wie¿y Astronomicznej... – przyzna³a dziewczyna ze skruch±.
Severus odwróci³ g³owê na bok. Rozmowa robi siê coraz bardziej interesuj±ca...
– Merlinie! – Minerwa nie umia³a tak dobrze ukrywaæ uczuæ, jak jej kolega. – Hermiono...! Jak mogli¶cie...!
– No... przecie¿ nie zostawiliby¶my Hagrida bez pomocy... Profesor Dumbledore wyrzuci³by go, gdyby siê dowiedzia³!
Starsza czarownica westchnê³a z niedowierzaniem krêc±c g³ow±, za¶ Severus zdecydowa³ pomin±æ to milczeniem. Powiedzenie jej teraz, ¿e za co¶ takiego powinno siê wywaliæ ich ze szko³y po pierwsze nie mia³o ju¿ sensu, by³o na to trochê za pó¼no, a po drugie zdecydowanie nie by³ to najlepszy sposób na uwiedzenie jej.
– Mo¿e zajmijmy siê tym, po co tu przysz³a¶ – powiedzia³ stanowczo. – Po dorzuceniu tych dwóch spraw twój spis bêdzie kompletny.
Siêgn±³ po plik notatek Hermiony z jego komentarzami na brzegach i po³o¿y³ przed nimi.
– Po pierwsze, o nadchodz±cym niebezpieczeñstwie profesor Dumbledore dowiedzia³ siê od centaurów. Gdyby nie to, byæ mo¿e Kamieñ Filozoficzny zosta³by u Nicolasa Flamela. Jak to by siê mog³o skoñczyæ, mo¿esz sobie wyobraziæ. Po drugie nie zosta³ on nawet czasowo ukryty w Gringocie, to by³ tylko rodzaj pu³apki dla tego, komu uda³oby siê do ukra¶æ...
Minerwa doskonale zna³a tamte wydarzenia, wiêc uzna³a, ¿e najlepiej bêdzie, jak wróci do siebie i zajmie siê robieniem magicznych skrytek. Poza tym nie mia³a ochoty dowiedzieæ siê o innych wydarzeniach, w których bra³a udzia³ Hermiona. Wa³êsanie siê ze smokiem o pó³nocy jej wystarczy³o.
Hermiona podziêkowa³a jej jeszcze raz za pomoc i po¿egna³a siê serdecznie. Oboje skrycie odetchnêli z ulg±. Wreszcie zostali sami.
Severus zacz±³ jej wyja¶niaæ wszystkie niezrozumia³e wówczas sprawy. Robi³a na bie¿±co notatki, tak jak to robi³a jako asystentka Rockmana. Czasami pyta³a, chc±c znaæ wiêcej szczegó³ów, niekoniecznie, ¿eby móc o tym napisaæ, ale choæby dla samej siebie. Czasami za¶ Severus dopytywa³ siê w jaki sposób dowiedzieli siê tego czy owego.
Kiedy pisa³a, Severus pochyla³ siê ku niej i mog³a czuæ ciep³o promieniuj±ce od jego rêki tu¿ ko³o jej rêki i drugiej, na oparciu jej fotela i robi³o siê jej miêkko. Gdy prostowa³a siê, bez ma³a mog³a oprzeæ siê o niego. Pachnia³ jakim¶ ostrym, mêskim szamponem albo wod± po goleniu i zanim zaczyna³a na nowo pisaæ, wci±ga³a g³êboko powietrze, by chwilê d³u¿ej cieszyæ siê jego zapachem. I czu³a, ¿e mog³aby tak spêdziæ ca³e tygodnie, miesi±ce ws³uchuj±c siê w jego g³êboki, aksamitny g³os tu¿ przy jej uchu...
By³o ju¿ po dziesi±tej, kiedy skoñczyli dyskutowaæ na temat sprowadzenia do Hogwartu zwierciad³a Ain Eingarp.
– Skoñczmy na dzisiaj. Musisz byæ zmêczona – zdecydowa³ Severus, patrz±c na jej notatki.
– Nie... nie jestem... – zaprotestowa³a dziewczyna i na widok ostatnich linijek zapisanych trochê rozchwianym pismem doda³a. – Chcesz powiedzieæ, ¿e zaczê³am bazgraæ?
Pokrêci³ delikatnie g³ow±.
– Masz... piêkny charakter pisma – powiedzia³ miêkko i odszuka³ jej oczy.
– Och... dziêkujê – u¶miechnê³a siê i odwróci³a wzrok czuj±c, jak siê rumieni.
Severus przywo³a³ czarne pude³eczko.
– Pods³ucha³em dzi¶ Norrisa i Lawforda. Ods³uchaj tego jutro.
– Mówili co¶ wa¿nego?
– Najwa¿niejsze z tego jest to, ¿e Norris chce wprowadziæ kontrolê sowiej poczty, bo kto¶ poinformowa³ Proroka o odbywaj±cych siê regularnie w Dziurawym Kotle spotkaniach przeciwników obecnego rz±du.
Hermiona obróci³a siê ku niemu gwa³townie i zakry³a usta d³oni±.
– Merlinie! Trzeba ich ostrzec! Je¶li ich z³api±...
– Ju¿ to zrobi³em. Wys³a³em sowê do Toma, ¿eby przekaza³ wiadomo¶æ komu trzeba. Nie podpisa³em siê, dla nich nie ma znaczenia kto ich ostrzega.
– My¶lisz, ¿e bêd± dalej siê spotykaæ?
– Niektórzy mo¿e siê przestrasz±, ale wiêkszo¶æ z nich po prostu zejdzie do podziemia. Musz± siê dobrze ukryæ, wtedy Norris ich nie dostanie.
– Je¶li ich z³apie, z pewno¶ci± skoñcz± w Azkabanie – westchnê³a, przygryzaj±c lekko doln± wargê.
Severus pokrêci³ przecz±co g³ow± i delikatnie musn±³ palcami jej policzek i zatrzyma³ go na k±ciku jej ust.
– Nie... Nie rób tak... – szepn±³.
Hermiona rozchyli³a usta, bo zrobi³o siê jej s³abo. Jedyn± rzecz±, jaka przysz³a jej go g³owy, by³o kiwniêcie g³ow±.
– Je¶li czego¶ siê dowiemy, od razu ich poinformujemy. Jutro napiszê do Toma, ¿e bêdê nadal siê z nimi kontaktowa³ przez niego.
Prze³knê³a z trudem i znów skinê³a, nie wiedz±c do koñca na co siê zgadza. Nie umia³a nawet zebraæ my¶li.
– Przees³cham to – wymamrota³a, siêgaj±c po pude³eczko. – Ale jutro... jak mam to oddaæ?
– Jutro pods³ucham ich i przejrzê potem moje wspomnienie. Oddasz mi wieczorem... Je¶li oczywi¶cie bêdziesz mia³a czas.
Hermiona u¶miechnê³a siê trochê nieprzytomnie.
– Oczywi¶cie, ¿e bêdê mia³a! Jutro o siódmej, tak?
– Doskonale. Wiêc do jutra, Hermiono. I dziêkujê ci bardzo, ¿e znajdujesz dla mnie czas. Nawet nie wiesz, jak bardzo liczy siê dla mnie twoja pomoc.
– Och, to... to... cieszê siê, ¿e mogê co¶ dla ciebie zrobiæ!
Severus podziêkowa³ ³agodnym u¶miechem.
– Dobranoc, Hermiono. I do jutra.
– Do jutra, Severusie... Dobranoc.
Pi±tek, 24.07
W pi±tkowym Proroku ukaza³a siê odpowied¼ Ministra na apel Francuzów o zmianê decyzji o zamkniêciu granic. Hermiona siedzia³a na Pok±tnej w niewielkim barze, wci¶niêta w k±t i czyta³a Proroka. Gdy zobaczy³a wypowied¼ Kingsleya, niemal jêknê³a.
„ Wielka Brytania jest suwerennym krajem i nie potrzebuje zgody ani porad rz±dów innych krajów do podejmowania decyzji dotycz±cych spraw wewnêtrznych. Proponujê, ¿eby francuski Minister zaj±³ siê sprawami swojego kraju i uspokojeniem krytycznej sytuacji, która w tej chwili panuje we Francji."
Biedny Kingsley...
Chwilê zastanawia³a siê, jak zareaguje francuski Minister na to o¶wiadczenie. Kiedy pomy¶la³a, ¿e dobrze by³oby, gdyby skontaktowa³a siê z Jean Jacquesem przez Ricky'ego, przypomnia³o siê jej, ¿e powinna go poprosiæ o zorganizowanie ochrony jej rodziców. Sama nie wymy¶li³a nic lepszego i istotnie, czas by³ najwy¿szy siê tym zaj±æ. To z kolei nasunê³o jej pomys³, ¿e z Severusem powinni otoczyæ jego dom Zaklêciem Fideliusa.
Severus...
Patrzy³a nadal w gazetê, ale przesta³a widzieæ ruszaj±ce siê postacie na zdjêciach. Od wczorajszego wieczora ci±gle powraca³a my¶l± do chwili, kiedy dotkn±³ jej policzka i ust. Ile¿ to mia³a teraz pomys³ów, jak mog³a zareagowaæ... co mog³a zrobiæ, ¿eby w jaki¶ sposób sprowokowaæ go do dalszej reakcji.
Wyobra¿a³a sobie dziesi±tki scen, kiedy to przytrzymuje jego d³oñ i wtula siê w ni± zamykaj±c oczy, a kiedy je otwiera, widzi go tak bardzo, bardzo blisko... albo jak bierze j± w swoje obie d³onie i...
Nie umia³a wymy¶liæ, co sta³oby siê potem, ale z pewno¶ci± zrozumia³by, co wtedy czu³a.
Teraz. Tymczasem jedyne, co wczoraj zrobi³a, to stanie z rozdziawion± gêb±, wpatrywanie siê w niego têpo, jak ta krowa i mamrotanie bezsensownie pod nosem.. Szczyt elegancji, doprawdy!
Westchnê³a ciê¿ko. Wczoraj odnios³a wra¿enie, ¿e co¶ siê dzieje, co¶ czego nie rozumia³a, lecz odczuwa³a, ale nie umia³a powiedzieæ, co to by³o. To jak chwilami pochyla³ siê ku niej... jakby szuka³ jej blisko¶ci.
Czy to mo¿liwe, ¿e on te¿ co¶ czuje...? Zaczyna³a siê ju¿ zupe³nie w tym gubiæ.
W Proroku nic ciekawego ju¿ nie znalaz³a, wiêc siêgnê³a po ¯onglera. Na wszelki wypadek schowa³a gazetê miêdzy stronami Proroka.
Dzi¶ ¯ongler mia³ cztery strony. Na pierwszej znalaz³a informacjê, ¿e z powodu poczynañ Ministerstwa Lovegood zaczyna siê ukrywaæ, ale gwarantuje, ¿e ka¿dy „Dodatek Specjalny" – jak nazywa³ krótkie wydania, które zaczê³y pojawiaæ siê codziennie od pewnego czasu – bêdzie ukazywa³ siê regularnie.
Hermiona zd±¿y³a siê zmartwiæ tym, ¿e kontakt z Lovegoodem bêdzie od teraz utrudniony i serce zabi³o jej mocniej, kiedy otworzy³a gazetê i na drugiej stronie zobaczy³a zdjêcie Severusa. W pierwszej chwili s±dzi³a, ¿e to mugolskie zdjêcie, bo spogl±da³ nieruchomo gdzie¶ przed siebie. Mia³ zwyk³y, powa¿ny, spokojny wyraz twarzy. Ale po chwili za³o¿y³ cia¶niej po³y szaty, skrzy¿owa³ rêce na piersi i potrz±sn±³ g³ow± odrzucaj±c kosmyk w³osów, który osun±³ mu siê na policzek. Na zdjêciu mia³ krótsze w³osy ni¿ teraz i blad± twarz, na której dostrzec mo¿na by³o dumê. Pewnie to zdjêcie zrobione tu¿ po jego procesie.
Dotknê³a zdjêcia czubkami palców i u¶miechnê³a siê delikatnie na my¶l, ¿e spo¶ród tych wszystkich ludzi, którzy bêd± je ogl±daæ tylko ona ma szczê¶cie ogl±daæ t± twarz u¶miechniêt±...
Czy choæby ju¿ to nie znaczy, ¿e co¶ miêdzy nami jest? Byæ mo¿e... byæ mo¿e, moja droga...
Zaczê³a czytaæ krótk± notatkê.
„Min±³ ponad tydzieñ od mojego apelu w sprawie nowej szko³y. Proponowa³em ustanowienie Komisji, która mia³aby skontrolowaæ, czy odpowiada ona nie tylko powszechnie przyjêtym normom, ale spe³nia wszystkie oczywiste zasady bezpieczeñstwa. Radzi³em skorzystaæ z autorytetów spoza naszego kraju. Sugerowa³em najbardziej oczywiste punkty, które mog± spowodowaæ problemy.
Do dzi¶ nie widzê sensownej odpowiedzi. Moje pisma wysy³ane do redakcji Proroka s± ignorowane.
Dochodzê do wniosku, ¿e albo rz±d jest g³uchy jak pieñ, albo kryje siê za tym co¶ o wiele powa¿niejszego. Czy¿bym jednak siê nie myli³ i chodzi³o tu o próbê odizolowania mugolskich dzieci?
Je¶li tak, to proponujê zadaæ sobie pytanie w jakim celu. I po raz kolejny odsy³am do wydañ ¯onglera sprzed dwóch lat, bo nie s±dzê, ¿eby obecnie kto¶ traktowa³ powa¿nie Proroka, który w dzisiejszych czasach s³u¿y chyba tylko do wycierania rz±dowych butów."
Hermionie zrobi³o siê gor±co z zupe³nie innego powodu. Od³o¿y³a gazetê i spojrza³a przestraszonym wzrokiem dooko³a.
Merlinie, po tym artykule chyba go zabij±! Skalkulowane ryzyko, jasne...
Na dole strony widnia³a relacja z protestu sprzed dwóch tygodni, nazwana przez Lovegooda „ostatnim legalnym protestem". Na s±siedniej stronie, obok rysunku bia³ej ró¿y z wieloma wielkimi, ostrymi kolcami w kszta³cie ró¿d¿ek, mo¿na by³o przeczytaæ ostrze¿enie, ¿e obecnie wszelki protest przeciw Ministerstwu jest nielegalny i bêdzie karany. Ksenofiliusz nie omieszka³ dodaæ, ¿e mo¿na siê domy¶laæ czemu to ma dowodziæ.
„Sytuacja jest trochê podobna do tej sprzed kilku laty. Ró¿nica jest taka, ¿e teraz WIEMY, ¿e mamy po naszej stronie Severusa Snape'a."
Hermiona postanowi³a nie kusiæ losu i schowaæ gazetê. W tej chwili ¿y³a, bo Rockman by³ przekonany, ¿e stoi po ich stronie. Tylko od jej dobrej gry zale¿a³o, jak d³ugo jeszcze bêd± jej wierzyæ.
Na czwartej stronie by³o pe³no listów do redakcji, ale uzna³a, ¿e te przeczyta w domu, przed wycieczk± do Hogwartu.
Na czytanie jednak nie mia³a czasu. Kiedy tylko wybra³a ubranie na dzisiejszy wieczór, us³ysza³a wo³anie Ginny przez kominek. Rudow³osa chcia³a j± zaprosiæ na weekend do Nory.
– Do Nory? – zapyta³a Hermiona unios³a brwi do góry i popatrzy³a na przyjació³kê, jakby ta ca³kiem oszala³a.
– Mo¿e nie na ca³y weekend – Ginny zaczê³a siê lekko wycofywaæ. – Ale choæ na jeden dzieñ... W niedzielê po po³udniu mama chce wyprawiæ urodziny Harry'ego, bo w nastêpny weekend Billa, Fleur i Charliego nie bêdzie...
– Nie wiem, Ginny... Bardzo bym chcia³a byæ na urodzinach Harry'ego... ale.. – Hermiona westchnê³a i odwróci³a spojrzenie. – Nie umiem sobie wyobraziæ ... nie chcê spotkaæ twojego brata – powiedzia³a gwa³townie.
– Miona... przecie¿ nie mo¿esz unikaæ nas ca³e ¿ycie z powodu tego kretyna! – jêknê³a Ginny.
– Wiem...
I pomy¶leæ, ¿e ju¿ mia³a taki dobry nastrój! Ale jak tylko przypomnia³a sobie Rona... Spu¶ci³a g³owê, ¿eby ukryæ grymas, który pojawi³ siê jej na twarzy.
– Ginny... Nie wiem. Mo¿e wpadnê na chwilê, zobaczê. Obiecujê ci, ¿e pomy¶lê o tym i dam ci jutro znaæ, dobrze? – odpar³a po chwili, staraj±c nadaæ twarzy spokojny wyraz.
Rudow³osa spojrza³a baczniej na przyjació³kê, która wygl±da³a na zmêczon±.
– Co w ogóle u ciebie s³ychaæ? – spyta³a niepewnie.
– W porz±dku – wzruszy³a ramionami Hermiona.
Ginny spojrza³a na swoje rêce.
– Tak sobie rozmawiali¶my z Harry'm... wiesz, czytujemy gazety i widzimy, co siê dzieje... I boimy siê, ¿e siê jako¶ w to wpl±ta³a¶.
Hermiona zerknê³a szybko na kominek.
– Sk±d takie przypuszczenia?
– Bo wyra¼nie widzimy, ¿e Snape siê z tym nie zgada. A skoro wy ze dwoje razem pracujecie... to chyba oczywiste...
– Nie my¶lcie za du¿o. Sama widzisz, ¿e to siê mo¿e ¼le skoñczyæ – uciê³a dyskusjê Hermiona.
– W ka¿dym razie ¿yczê wam powodzenia... i ¿eby to siê jak najszybciej skoñczy³o.
– Czemu jak najszybciej?! – spyta³a zaskoczona dziewczyna, my¶l±c jednocze¶nie, ¿e chyba pierwszy raz a¿ tak nie zgadza siê ze swoj± przyjació³k±.
Ta odgarnê³a w³osy do ty³u i rzuci³a jej troskliwe spojrzenie.
– Bo wygl±dasz na bardzo zmêczon±. I... na trochê zrezygnowan±.
Hermiona zdawa³a sobie sprawê, ¿e nie mo¿e ani potwierdziæ, ani zaprzeczyæ.
– Nic takiego. Po prostu ma³o sypiam.
– Kto¶ ci ukrad³ barany? – za¿artowa³a Ginny.
– Jakie barany? – Hermiona zerknê³a na zegarek i stwierdzi³a, ¿e zosta³o jej jeszcze tylko pó³ godziny na przebranie siê, uczesanie i umalowanie. Ma³o.
– No wiesz, te do liczenia...
– Ginny, przecie¿ mieszkamy w mie¶cie, o czym ty mówisz?
Ginny machnê³a rêk±. Hermiona najwyra¼niej albo lecia³a z nóg ze zmêczenia, albo nie by³a w nastroju na ¿arty skoro nie za³apa³a. Nagle przypomnia³a sobie ich ostatni± rozmowê. Albo Snape jej ci±gle docina, wbrew temu co mówi³a, albo...
– Daj mi znaæ jutro rano, dobrze? I pamiêtaj, ¿e niezale¿nie od tego, co zrobi³ ci mój durny brat, wszyscy bardzo ciê kochamy...
Hermiona u¶miechnê³a siê do przyjació³ki, nadal lekko wzdrygaj±c na wspomnienie o Ronie.
– Dziêkujê. Dam ci znaæ, przyrzekam – powiedzia³a tonem, który w jaki¶ sposób koñczy³ dyskusjê.
Ginny wsta³a, po¿egna³a siê i fiuuknê³a do siebie, Hermiona za¶ posz³a szybko siê przebraæ.