Severus poznaje kulisy odkrycia tajemnicy o Kamieniu Filozoficznym przez Z³ote Trio
Dok³adnie o siódmej pojawi³a siê w saloniku Severusa.
Zasta³a go przy stoliku, przy którym siedzieli wczoraj. Na jej widok podniós³ g³owê, odgarn±³ w³osy, które opad³y mu na twarz i które natychmiast wróci³y na poprzednie miejsce i przywo³a³ j± ruchem rêki.
– Dzieñ dobry, Hermiono.
Hermiona podesz³a i serce stanê³o jej na chwilê, a potem przyspieszy³o, kiedy zobaczy³a, gdzie siedzia³. Jego fotel by³ przesuniêty w stronê jej fotela, tak ¿e siadaj±c w nim musia³a byæ blisko niego.
Wymamrota³a powitanie i usiad³a, a Severus nie odsun±³ siê. Hermiona nie uczyni³a ¿adnego ruchu, ¿eby daæ mu do zrozumienia, ¿e ma ma³o miejsca.
Wyci±gnê³a z torby pluskwê i pamiêæ, kilka stron pergaminu i po³o¿y³a wszystko stole, ko³o jej notatek z poprzednich rozmów i spotkañ.
– Wczoraj spisa³am ostatni± rozmowê Norrisa i Lawforda.
– Dziêkujê – przejrza³ i przejrza³ je. – Ty w ogóle po³o¿y³a¶ siê spaæ?
Po prawdzie po³o¿y³a siê po trzeciej nad ranem, bo chcia³a jeszcze przeczytaæ to, co napisa³a w czasie ich wczorajszej rozmowy.
– Jasne, ¿e siê po³o¿y³am. I spa³am.
Przesun±³ wzrokiem po jej zaczerwienionych oczach, nosie i ustach i Hermionie wyda³o siê, ¿e w powietrzu zabrak³o tlenu.
– Chyba niezbyt d³ugo – powiedzia³ ³agodnie. – Gotowa na dalsze wyja¶nianie?
Zacz±³ opowiadaæ jej, jak przygotowali przej¶cie do podziemi, w których ukryli Kamieñ Filozoficzny i jak wspólnie z innymi profesorami przygotowali kolejne przeszkody. Zanim siêgnê³a do torby po pióro i pergamin, to on siêgn±³ na brzeg sto³u i poda³ jej przybory do pisania. Kiedy bra³a od niego pióro, ich palce otar³y siê delikatnie i oboje przeszed³ dreszcz.
Hermiona ws³uchiwa³a siê w jego cichy g³os i podobnie jak wczoraj, stara³a siê skoncentrowaæ nad tym CO mówi, a nie, ¿e do niej mówi.
– Swoj± drog±, jak w ogóle dowiedzieli¶cie siê o Kamieniu? – spyta³ Severus, kiedy skoñczy³ wyja¶nienia.
– Och, to by³o trochê skomplikowane – odpar³a, odgarniaj±c w³osy. – Wpierw przeczytali¶my w Proroku, ¿e kto¶ w³ama³ siê do krypty 713 w banku Gringotta, ale nic nie ukrad³, bo trochê wcze¶niej zosta³a ona opró¿niona przez w³a¶ciciela. Harry przypomnia³ sobie, ¿e Hagrid wzi±³ stamt±d jaki¶ niewielki pakunek, wiêc domy¶leli¶my siê, ¿e to co¶ mia³ Hagrid. A skoro zaniós³ to do szko³y, wydedukowali¶my, ¿e to co¶ zosta³o ukryte w szkole.
Hermiona zawaha³a siê, czy mówiæ dalej.
– Có¿, st±d jeszcze daleko do Kamienia – zwróci³ jej uwagê Severus.
– No wiêc której¶ nocy... w skrócie której¶ nocy...
– Znów w³óczyli¶cie siê po zamku...?
– Yhm... I ukryli¶my siê przed Filchem i Irytkiem w zakazanym korytarzu na trzecim piêtrze.
– O ile wiem, drzwi by³y zamkniête.
– Ale Alohomora zadzia³a³a – odpar³a Hermiona, a Severus westchn±³ w duchu. – I tak wpadli¶my na Puszka, który wyra¼nie pilnowa³ jakiej¶ klapy w pod³odze. To znaczy jeszcze wtedy nie wiedzieli¶my, ¿e on nazywa siê Puszek. Zaczêli¶my podpytywaæ Hagrida, który kaza³ siê nam odczepiæ od tematu, bo to mia³a byæ sprawa miêdzy profesorem Dumbledorem a Nicolasem Flamelem.
Severus opanowa³ jêkniêcie. Mia³ wtedy racjê s±dz±c, ¿e Hagridowi nie powinno powierzaæ siê ¿adnych tajemnic, czy wa¿nych obowi±zków.
– No i?
– No i zaczêli¶my szukaæ w ró¿nych ksi±¿kach w bibliotece i dopiero jaki¶ czas pó¼niej znale¼li¶my na jednej z kart z czekoladowych ¿ab, ¿e Flamel by³ twórc± Kamienia Filozoficznego...
Hermiona popatrzy³a na niego jednocze¶nie dumna i przestraszona. Czu³a siê bardzo dziwnie opowiadaj±c to wszystko. Z jednej strony dobrze, ¿e to wszystko sta³o siê tak, jak siê sta³o, z drugiej z³amali przecie¿ pe³no przepisów, a mia³a przed sob± nauczyciela i zarazem dyrektora Hogwartu. Który patrzy³ na ni± w bardzo dziwny sposób.
– Wiem, ¿e za to wszystko powinni¶my wylecieæ ze szko³y – mruknê³a smêtnie, obracaj±c w palcach pióro.
– Có¿... istotnie, nie byli¶cie wtedy okazami niewinno¶ci – przyzna³. – Ale w tej chwili my¶lê raczej o tym, jak uda³o wam siê przej¶æ przez wszystkie przeszkody, które stworzyli¶my. My¶la³em, ¿e moja zagadka z³amie ka¿dego, kto siê za ni± we¼mie. Pociesza mnie tylko to, ¿e to ty j± rozwi±za³a¶.
Dziewczyna zarumieni³a siê lekko.
– Mogê ciê zapewniæ, ¿e musia³am siê nad ni± sporo nag³owiæ. Pewnie zajê³o ci sporo czasu u³o¿enie jej?
– Zagadki o wiele ³atwiej uk³adaæ ni¿ rozwi±zywaæ. Ale owszem, spêdzi³em nad ni± trochê czasu. Chcesz co¶ zje¶æ? Jak±¶ kolacjê?
– Za kolacjê dziêkujê, ale nie odmówi³abym odrobiny ciasta...
Severus przywo³a³ wiêc skrzata i poprosi³ o talerz z ciastami. W tym czasie Hermiona od³o¿y³a na bok pióro i ka³amarz. Poprawi³a siê na krze¶le tak, ¿eby siedzieæ przodem do niego, ale równocze¶nie, ¿eby byæ nadal blisko.
– Mój ojciec by³ kiedy¶ ¿o³nierzem. Wiesz, jak rycerze... – gdy Severus kiwn±³ g³ow±, ci±gnê³a. – W czasie swojej s³u¿by mia³ czasem do czynienia z szyframi i nauczy³ siê pewnych zasad, które pomagaj± w z³amaniu ich. Kiedy by³am ma³a, czêsto wynajdowa³ rozmaite zagadki, szyfry, rebusy i pomaga³ mi je rozwi±zywaæ. W ten sposób nauczy³am siê, jak to robiæ. I kiedy znalaz³am twoj± zagadkê... to by³a po prostu kolejna zagadka do rozwi±zania, oparta na logice, któr± bardzo lubi³am.
– Mo¿na powiedzieæ, ¿e zda³a¶ egzamin – spojrza³ na ni± ciep³o.
– OWUTEMY w pierwszej klasie?
– Co¶ w tym rodzaju.
To jej co¶ przypomnia³o.
– Severus...? My¶lisz, ¿e mog³abym tak naprawdê zdawaæ w przysz³ym roku egzaminy? Wiem, ¿e to by³ tylko pretekst do moich wizyt w Hogwarcie, ale...
Severus u¶miechn±³ siê i pokrêci³ g³ow±.
– Tak w³a¶nie s±dzi³a Minerwa... ¯e bêdziesz jednak chcia³a je zdawaæ.
Dwa skrzaty zjawi³y siê z du¿ym pó³miskiem ciast, talerzykami i sztuæcami oraz herbat± i przez chwilê przygl±dali im siê, gdy ustawia³y wszystko na biurku. Hermiona przy okazji my¶la³a o odpowiedzi Severusa. Nie powiedzia³ ani tak, ani nie, ale zabrzmia³o to jako¶ dziwnie.
– My¶lisz, ¿e nie mam szans? – spyta³a w koñcu, nak³adaj±c sobie biszkopt z kremem z owocami.
– Ale¿ oczywi¶cie, ¿e masz szanse! Powiedzia³bym nawet, ¿e zdasz je bez problemów! – zaoponowa³. – Bêdziesz musia³a siê tylko troszkê pouczyæ. I nie wiem, jak to bêdzie pasowaæ do rozwoju sytuacji.
Severus popatrzy³, jak dziewczyna bierze do ust ³y¿eczkê i wyjmuje j± powoli i przypomnia³ sobie natychmiast nieszczêsny kieliszek. Mia³ j± uwie¶æ, a tu wychodzi³o na to, ¿e za chwile straci rozum na widok jej dwuznacznych, choæ pewnie niezamierzonych gestów.
– Ale mogê choæ spróbowaæ...?
– Oczywi¶cie. Zajmê siê tym jutro.
Hermiona u¶miechnê³a siê w duchu, nabra³a na ³y¿eczkê kawa³ek ciasta z du¿± doz± kremu i wziê³a go ust, po czym obliza³a krem ze spodu ³y¿eczki. Mia³a wra¿enie, ¿e Severus zamar³ na chwilê i spu¶ci³ wzrok.
– Dziêkujê bardzo, Severusie.
– Nie ma za co, moja droga.
Przez kolejn± minutê siedzieli w milczeniu, poruszeni. Hermiona dzióba³a ciasto zapomniawszy, ¿e mia³a je¶æ i bawiæ siê ³y¿eczk±, by go sprowokowaæ i umia³a tylko my¶leæ o jego odpowiedzi. Moja droga... powiedzia³: moja droga... O Merlinie...!
Severusowi zrobi³o siê gor±co. Te s³owa wyrwa³y mu siê ca³kiem odruchowo i nawet siê nad nimi nie zastanawia³. I kiedy je powiedzia³... Mia³ wra¿enie, jakby sta³ obok i s³ysza³ sam siebie mówi±cego do niej „Moja droga". To zabrzmia³o bardzo... czule. Hermiona nie odpowiedzia³a, mo¿e siê zagalopowa³ dzisiejszego wieczoru?
Dziewczyna nie odpowiedzia³a, bo szuka³a gor±czkowo jakiego¶ tematu, byle tylko móc nadal z nim rozmawiaæ. W koñcu znalaz³a.
– Czyta³am twój artyku³ w ¯onglerze. Z jednej strony mam ochotê powiedzieæ, ¿e by³ cudowny, z drugiej, ¿e za chwilê Norris straci cierpliwo¶æ i... co¶ ci zrobi.
Severus pokiwa³ g³ow±.
– Ju¿ straci³. Dzi¶ powiedzia³ Lawfordowi, ¿e bêdzie musia³ zaj±æ siê... jak to powiedzia³, moim przypadkiem.
Hermiona zamar³a z ³y¿eczk± ciasta tu¿ przy ustach.
– Merlinie... i co?! Powiedzia³ co¶ wiêcej?
– Nie. Tylko, ¿e siê zastanowi i porozmawiaj± o tym jutro.
Odechcia³o siê jej je¶æ. Od³o¿y³a ³y¿eczkê na talerz z resztk± ciasta i postawi³a go na biurku.
– Severus... Kiedy zajmiemy siê twoim domem? Musimy jak najszybciej go ukryæ, ¿eby nikt nie móg³ siê tam dostaæ prócz ciebie, mnie i profesor McGonagall.
– Mo¿emy nawet w ten weekend. Chyba, ¿e nie masz czasu...
– Cholera – mruknê³a cicho, krzywi±c siê. – Mo¿e w jutro? Bo w niedzielê w po³udnie idê do rodziców. Mama siê ¼le czuje, wiêc tata prosi³ mnie o pomoc w zakupach. A potem wieczorem muszê i¶æ do Nory...
Przez kilka sekund Severus nie rozumia³ niechêci w jej g³osie, ale po chwili przypomnia³ sobie, ¿e kiedy¶ Hermiona by³a z Wesleyem i ten j± zdradzi³, wiêc wyrzuci³a go z domu. Kretyn, idiota, debil. Z drugiej strony powiniene¶ siê cieszyæ, gdyby nie to, w tej chwili Hermiony by tu nie by³o. A gdyby by³a, z pewno¶ci± siedzia³aby po drugiej stronie sto³u i mówi³a do ciebie „panie profesorze"...
– I nie chcesz tam i¶æ? – spyta³ domy¶lnie.
Dziewczyna potrz±snê³a g³ow±.
– Powinnam. To g³upie unikaæ wszystkich, których siê kocha tylko dlatego, ¿e nie chce siê widzieæ jednej jedynej osoby.
– Z tego, co mi mówi³a¶, to nie ty powinna¶ obawiaæ siê tego spotkania tylko on. Id¼ tam z g³ow± do góry i spraw, ¿eby nie ¶mia³ odezwaæ siê przy tobie ca³y wieczór – powiedzia³ stanowczo. – Odwlekaj±c to tylko utwierdzasz go w przekonaniu, ¿e wcale nie jest taki winny skoro to ty go unikasz.
– Tak by¶ zrobi³ na moim miejscu?
– Och, nie bierz ze mnie przyk³adu – u¶miechn±³ siê trochê z³o¶liwie. – Ja spojrza³bym na niego w taki sposób, ¿e zblad³by tak, ¿e Molly by go nie pozna³a i chcia³by schowaæ siê w szpary od pod³ogi.
Hermiona odwa¿y³a siê na niego spojrzeæ. Do tej pory spogl±da³a na swoje rêce, bo czu³a siê zdecydowanie ¼le rozmawiaj±c z nim o Ronie.
– Dziêkujê – u¶miechnê³a siê niepewnie.
– W takim razie widzimy siê jutro rano, tak?
– O której? I gdzie? – Hermiona wsta³a i wziê³a torbê.
– Tutaj, o jedenastej? Po³ó¿ siê dzi¶ wcze¶nie spaæ i ¶pij d³ugo, dobrze? – powiedzia³ miêkkim, niskim g³osem i poprawi³ pasek od torby, który zawin±³ jej siê na ramieniu. – Mi³ych snów.
To wystarczy³o, ¿eby zabrak³o jej s³ów.
– Yhm...