Nareszcie...
Akurat zacz±³ padaæ deszcz i Hermiona z przyjemno¶ci± wci±gnê³a powietrze. Uwielbia³a ten specyficzny zapach mokrego, rozgrzanego, zakurzonego asfaltu; przypomina³ jej dzieciñstwo, czasy, kiedy z kolegami i kole¿ankami chowali siê przed deszczem w „domkach" zbudowanych z kocyków rozci±gniêtych na drabinkach na podwórku przed domem.
Doszli do domu Hermiony nie¼le przemoczeni. Kiedy Hermiona zamyka³a drzwi, Severus wyci±gn±³ ró¿d¿kê i rzuci³ na ni± zaklêcie susz±ce. W jednej chwili ubranie zrobi³o siê suchutkie i ciep³e. Nastêpnie osuszy³ siebie i wszed³ za ni± do saloniku.
– Spróbujê za³o¿yæ j± jutro, ¿eby na ¶rodê umieæ schowaæ pod spód wszystkie w³osy – powiedzia³, siadaj±c na kanapie i wyjmuj±c z torby czarn± perukê.
– O której on chcia³ do ciebie przyj¶æ? – zapyta³a Hermiona, siêgaj±c po szklaneczkê whisky dla niego i likier wi¶niowy dla siebie.
– O piêtnastej.
Postawi³a butelki, szklaneczkê i kieliszek na tacy i przynios³a to do stolika.
– Przymierzaj jutro, ale w ¶rodê w po³udnie przylecê do Hogwartu i ci pomogê – zdecydowa³a, nala³a hojnie bursztynowego p³ynu i poda³a mu szklaneczkê.
– Dam sobie rady, nie musisz siê fatygowaæ – zaprzeczy³ na to. – Dziêkujê bardzo...
– Nie chodzi tylko o to, ¿eby je ukryæ. Masz co¶, co mo¿na u¿yæ, ¿eby skleiæ twoje w³osy?
– Skleiæ? Co masz ma my¶li?
Hermiona usiad³a obok z kieliszkiem z odrobin± likieru i obróci³a siê lekko w jego stronê.
– Wpierw trzeba bêdzie je posmarowaæ czym¶, co je sklei ze sob±. Nie na trwa³e, chodzi o to, ¿eby mieæ pewno¶æ, ¿e ¿aden w³os nie spadnie ci na szatê. A potem na³o¿yæ t± perukê. Masz co¶, co mo¿e je zlepiæ?
Severus zastanowi³ siê chwilê, ale nie widzia³ absolutnie nic.
– Dobrze, to w takim razie u¿yjemy czego¶ mugolskiego – powiedzia³a ra¼no dziewczyna i na widok jego sceptycznej miny doda³a. – Nie bój siê, to jest produkt spo¿ywczy. Do jedzenia. Nic ci siê od tego nie stanie.
– Chcesz, ¿ebym wysmarowa³ sobie w³osy jedzeniem? – uniós³ brew do góry.
Hermiona u¶miechnê³a siê.
– Dok³adnie tak. Kiedy by³am jeszcze w mugolskiej szkole, chodzi³am na basen i widzia³am starsze dziewczyny, które trenowa³y w tym czasie p³ywanie synchroniczne. I dowiedzia³am siê, ¿e ¿eby im siê fryzura trzyma³a mimo ci±g³ego zanurzania siê w wodzie, smaruj± je galaretk±. Potem siê ³adnie sp³ukuje bardzo ciep³± wod±. Posmarujemy ci tym w³osy, poczekamy a¿ trochê zastygnie i za³o¿ymy perukê. To nawet dobrze, bo bêdzie siê lepiej trzymaæ.
Severus popatrzy³ na ni±, a potem z powrotem na perukê.
– Ufam, ¿e wiesz, co robisz. Ja nie rozumiem nic z tego, co mi opowiadasz. Niewa¿ne. Z jakiej okazji pijemy? – zapyta³ unosz±c szklaneczkê i w±chaj±c aromat whisky.
– Mojego genialnego pomys³u – powiedzia³a z udawan± dum± Hermiona.
– Wysmarowania mnie galaretk±?
– To dopiero pocz±tek. Nie znasz jeszcze najciekawszego.
Stuknêli siê i upili odrobinê. Severus smakowa³ przez chwilê mocny alkohol, po czym popatrzy³ pytaj±co na Hermionê.
– Nasz przyjaciel bêdzie bardzo zaskoczony, jak siê przemieni – parsknê³a ¶miechem, nie mog±c ju¿ siê opanowaæ.
– Mo¿esz mnie o¶wieciæ?
– Pamiêtasz t± brunetkê, która podesz³a do kasy, jak tam stali¶my?
Severus przypomnia³ sobie kobietê i zamar³ zaskoczony. Smith przemieni siê w...
Nie móg³ siê opanowaæ i wybuchn±³ ¶miechem. Z trudem wycelowa³ szklaneczk± w stó³, ¿eby nie rozlaæ whisky i z³apa³ siê za usta, staraj±c siê opanowaæ, ale nie móg³. Wyobra¼nia podsunê³a mu obraz Smitha, który, ubrany w d³ugie, czarne szaty wypija eliksir wielosokowy i kiedy ju¿ przemiana siê koñczy, w lustrze dostrzega nie Severusa Snape'a, ale zupe³nie mu nie znan± kobietê... Kiedy przypomnia³ sobie jej obfite kszta³ty, które absolutnie nie mia³y prawa zmie¶ciæ siê w w±skiej szacie, roze¶mia³ siê jeszcze bardziej.
Hermiona siedzia³a obok równie¿ ¶miej±c siê, ale i patrz±c zafascynowanym wzrokiem na mê¿czyznê obok. Jeszcze tak roze¶mianego nie widzia³a go nigdy. Pochyli³ siê do przodu opieraj±c g³owê na rêkach i trz±s³ siê ca³y ze ¶miechu. Ona te¿ musia³a odstawiæ kieliszek na stolik.
Dopiero po d³ugiej chwili uda³o mu siê opanowaæ. Westchn±³ g³êboko i popatrzy³ na Hermionê.
– Jeste¶ genialna! Niesamowita – za¶mia³ siê krótko jeszcze raz.
– Co prawda przez chwilê my¶la³am, ¿eby urz±dziæ go tak, jak ja kiedy¶ siebie urz±dzi³am, podsun±æ mu jaki¶ koci w³os, ¿eby mu to ju¿ tak zosta³o... ale to by³oby podejrzane.
– Nie mo¿na mieæ wszystkiego. Ale mogê ciê zapewniæ, ¿e to bêdzie najbardziej pamiêtna godzina w jego ¿yciu.
Hermiona unios³a brwi na¶laduj±c go.
– Bo co, bo tak ¼le byæ kobiet±?
– Och, nie o to mi chodzi. Po prostu nie s±dzê, ¿eby materia³ letniej szaty wytrzyma³...
Oboje roze¶miali siê na nowo.
– Worek galeonów, ¿eby móc to zobaczyæ! – zawo³a³a Hermiona.
– Smith, Smith... – Severus na nowo przypomnia³ sobie zdecydowanie zbyt obfite kszta³ty. – Niczego sobie kobietka.
Trolica... pomy¶la³ równocze¶nie, ale nie chcia³ wyra¿aæ siê w towarzystwie Hermiony.
Dziewczyna nagle zastyg³a i u¶miech spe³z³ jej z twarzy. Niczego sobie kobietka?! Mia³a¶ racjê, dla ka¿dego faceta musi byæ idealna i powabna i... seksowna. Nawet Severusowi siê spodoba³a... Ron zdradzi³ ciê z piersiast± blondynk±, teraz Severus woli inn±...
Poczu³a uk³ucie prosto w serce. Ale nie chcia³a tego po sobie pokazaæ. Severus w³a¶nie spojrza³ na ni±, wiêc zmusi³a siê do fa³szywego u¶miechu i parsknê³a udawanym ¶miechem.
– Hermiono? – zapyta³ j±, powa¿niej±c. – Co¶ nie tak?
Za¶mia³a siê wykrzywiaj±c usta.
– Nie, dlaczego? Wszystko w porz±dku – odezwa³a siê i mia³a wra¿enie, ¿e s³yszy sam± siebie. Tylko ten g³os by³ taki trochê dziwny.
Severus zaniepokojony zmarszczy³ czo³o.
– W³a¶nie, ¿e wyra¼nie s³yszê, ¿e nie – zaprzeczy³.
Hermiona jeszcze chwilê siê u¶miecha³a, ale poniewa¿ on przesta³, wiêc przesta³a siê krzywiæ.
– Nic takiego, nie przejmuj siê.
Severus gwa³townie usi³owa³ sobie przypomnieæ, co takiego móg³ powiedzieæ, ¿eby tak zareagowa³a. I nagle go ol¶ni³o. No jasne! „Niczego sobie kobietka" Ona pewnie pomy¶la³a, ¿e ja tak naprawdê s±dzê!
– Hermiono, to mia³ byæ ¿art. Ze Smitha – powiedzia³ wolno. – Mówi³em to z ironi±...
Dziewczyna spojrza³a na niego z nag³± nadziej± w oczach.
– Nie wa¿ne, nie musisz ... siê t³umaczyæ.
– Ale¿ oczywi¶cie, ¿e muszê. Przecie¿ widzê, ¿e ciê to dotknê³o. Przepraszam.
Merlinie, co on jeszcze sobie o mnie pomy¶li... A mo¿e siê domy¶li...
Ba³a siê, ¿e wreszcie zrozumie, ale równocze¶nie chcia³a tego rozpaczliwie. To siê KIEDY¦ musi wreszcie staæ, musi zrozumieæ...
– Naprawdê... nic siê nie sta³o – powiedzia³a jako¶ bardzo miêkko.
W jego g³owie trwa³a gor±czkowa gonitwa my¶li. Je¶li a¿ tak j± to dotknê³o...mo¿e dlatego, ¿e poczu³a siê zawiedziona, ¿e jaka¶ inna mo¿e ci siê podobaæ... Wiêc mo¿e to znaczy, ¿e ... ¿e masz szansê... Spróbuj. Spróbuj, tchórzu! ...
Czuj±c, jak z przera¿enia i jednocze¶nie z nadziei zamiera w nim serce, otworzy³ usta.
– Swoj± drog±... dziêkujê za twój pomys³. Znów ratujesz mi ¿ycie – siêgn±³ rêk± do jej twarzy i palcami przesun±³ delikatnie po policzku.
Hermiona zmusi³a siê do reakcji. Tyle razy o tym my¶la³a, marzy³a... Z³apa³a jego d³oñ zanim cofn±³ j± i przytrzyma³a. Z obaw± spojrza³a mu w oczy, szukaj±c potwierdzenia tego, czego tak bardzo pragnê³a i a¿ zabrak³o jej oddechu i ju¿ nie potrafi³a odwróciæ wzroku. Wpatrywa³ siê w ni± z jakim¶ rozpaczliwym napiêciem, nadziej± i niepewno¶ci±. Skóra p³onê³a od jego dotyku, wiêc ¶cisnê³a lekko jego palce dr¿±c± rêk±.
Kiedy zsun±³ wzrok na jej nos, a potem na jej usta, bezwiednie obliza³a je i spojrza³a na jego wargi. By³y bli¿ej ni¿ przed chwil±, tak blisko, ¿e czu³a jego ciep³y oddech na policzku.
Proszê, proszê...
W g³uchej ciszy s³ysza³ szalone uderzenia swojego serca. Podniós³ spojrzenie i nie istnia³o ju¿ nic poza ni± tu¿ obok.
Je¶li tak na niego patrzy... je¶li nie cofnê³a rêki... czy¿by...?! Przecie¿ to nie mog³o byæ nic innego...
Nie widz±c ju¿ nic przymkn±³ oczy i boj±c siê tego, jak niczego innego, przyci±gn±³ jej twarz ku swojej.
Ich usta otar³y siê o siebie w najdelikatniejszym z poca³unków. Powróci³ do nich muskaj±c je znowu i jeszcze raz. Jej d³oñ rozlu¼ni³a siê na jego palcach, ale jej wargi otar³y siê o jego mocniej. Przechyli³ siê ku niej, przylgn±³ do nich i zatraci³ siê w ich ³agodnej pieszczocie. By³y osza³amiaj±co miêkkie i ciep³e i tak s³odkie...
Z jej piersi wyrwa³o siê ciche westchnienie, wiêc odsun±³ siê odrobinê, na tyle, ¿eby móc na ni± spojrzeæ.
– Hermiono... – szepn±³ niepewnie.
Jej oczy b³yszcza³y rozpalone szczê¶ciem. W jednej sekundzie wybuch³a w nim rado¶æ i u¶miechn±³ siê do niej. Chcia³ jeszcze co¶ powiedzieæ, ale ca³kowicie oszo³omiony nie wiedzia³ co.
Hermiona odpowiedzia³a mu promiennym u¶miechem.
– Nie teraz... – odszepnê³a.
On równie¿ nie marzy³ o niczym innym, ni¿ o tym, ¿eby siê upewniæ. Uj±³ jej twarz w obie d³onie i odnalaz³ jej wargi. Ich usta z³±czy³y siê na nowo i stopi³y siê ze sob±, jakby by³y do tego stworzone, ich urywane oddechy sta³y siê jednym, ¶wiat dooko³a znik³ i zatracili siê w swoich uczuciach.
Wsunê³a jedn± d³oñ w jego w³osy, drug± dotknê³a jego twarzy i podda³a mu siê ca³kowicie, kiedy wodzi³ wargami po jej wargach, coraz ¶mielej, pewniej, z jak±¶ osza³amiaj±c± tkliwo¶ci±. Jej d³onie b³±dzi³y po jego policzku, poznawa³y jego skórê, obrysowywa³y liniê szczêki, muska³y jego ucho i kiedy zsunê³y siê na szyjê, przygarn±³ j± do siebie mocniej i zacz±³ ca³owaæ jeszcze namiêtniej. Odpowiedzia³a na to równie gor±co i zatraci³ siê zupe³nie w jej smaku, w jej westchnieniach, w jej dr¿eniu...
Po d³ugiej chwili odsun±³ g³owê, ¿eby z³apaæ oddech i zanurzy³ twarz w jej w³osy. Hermiona, równie zdyszana jak on, wtuli³a siê w jego ramiona. S³ysza³a szybkie bicie jego serca, czu³a jego palce pieszcz±ce jej kark i rysuj±ce nieznane figury na jej plecach i cudowne uczucie spe³nienia zala³o j± ca³kowicie. Trwali tak jaki¶ czas, zanim siê nie uspokoili.
– Nareszcie – szepnê³a, odwracaj±c ku niemu g³owê.
– Nareszcie – odszepn±³, muskaj±c ustami jej czo³o.
Mog³a zobaczyæ swoje odbicie w jego czarnych, b³yszcz±cych oczach.
– Nawet nie wiesz, ile da³abym za to, ¿eby ta chwila trwa³a do skoñczenia ¶wiata – pog³aska³a delikatnie jego policzek.
Severus uj±³ jej d³oñ i uca³owa³ koniuszki jej palców z tak± czu³o¶ci±, ¿e a¿ przesz³y j± dreszcze.
– Bêdzie jeszcze wiele takich chwil.
Hermiona nabra³a mocniej powietrza i u¶miechnê³a siê, wiêc odpowiedzia³ równie radosnym u¶miechem, obj±³ j± na nowo i zamkn±³ oczy, ¿eby smakowaæ to cudowne uczucie triumfu i szczê¶cia, które go wype³nia³o. Mia³ ochotê krzyczeæ i równocze¶nie p³akaæ z rado¶ci. Nigdy jeszcze czego¶ takiego nie czu³.
Nie odrzuci³a go. Odnale¼li siê. Czy na ¶wiecie mog³o byæ co¶ piêkniejszego?
Chwilê jeszcze siedzieli tak przytuleni, ale zaczê³o byæ im niewygodnie.
– Opowiedz mi – poprosi³ – jak chcesz pod³o¿yæ mu w³osy?
Opar³ siê o kanapê, obj±³ dziewczynê ramieniem, odnalaz³ jej d³oñ i s³uchaj±c jej g³osu b³±dzi³ po niej palcami. Hermiona zaczê³a mówiæ, z pocz±tku trochê chaotycznie, bo rozprasza³a j± jego pieszczota, ale z czasem coraz pewniej.
– Mia³a¶ genialny pomys³ – powiedzia³, gdy skoñczy³a.
– Szkoda, ¿e po godzinie mu to przejdzie – u¶miechnê³a siê, splataj±c ich palce. – Ale najwa¿niejsze, ¿e w ten sposób bêdziesz bezpieczny. Choæ nie na d³ugo...
Potrz±sn±³ lekko g³ow±.
– O to bêdziemy siê martwiæ pó¼niej. Jeden problem na raz.
– Masz racjê.
To by³ cudowny, wspania³y wieczór. Nie wrócili ju¿ do tematu Norrisa czy Smitha, od³o¿yli na bok wszystko, co powa¿ne i smutne. To by³ wieczór wype³niony cich± rozmow±, a czasami cisz±, pe³en blisko¶ci, której oboje szukali, trzymania siê za rêce i czu³ych poca³unków. W³a¶nie tego potrzebowali, ¿eby upewniæ siê, ¿e to, co siê w³a¶nie sta³o to nie sen, ale prawda.
Po dziesi±tej Severus zdecydowa³, ¿e czas wracaæ do Hogwartu.
– Napisz do mnie, kiedy tylko bêdziesz chcia³a przyj¶æ – powiedzia³. – Zdejmê os³ony i bêdziesz mog³a ¶wisn±æ prosto do mnie.
Hermiona poda³a mu siatkê z peruk± le¿±ca na stole.
– Najwcze¶niej o w pó³ do szóstej, o ile Rockman znów nie zdetronizuje Aylin.
Severus przygotowa³ ¶wistoklik, siêgn±³ po siatkê i przyci±gn±³ dziewczynê do siebie.
– Dobranoc, Hermiono.
– Dobranoc, Severusie – zd±¿y³a powiedzieæ zanim zamkn±³ jej usta swoimi.
Jak inne by³o to „dobranoc" od tego sprzed dwóch dni.