Kiedy wszystko siê komplikuje...
Kiedy Hermiona zobaczy³a Smitha, który zerwa³ siê nagle z krzes³a i wypad³ biegiem z salonu, w panice stuknê³a ró¿d¿k± w pergamin my¶l±c co¶ bezsensownego i przenios³a wzrok na okno laboratorium. ¦wiat³o jeszcze pali³o siê, gdy drzwi wej¶ciowe otworzy³y siê i wypad³ przez nie Smith. Pobieg³ gdzie¶ za dom i po chwili us³ysza³a jego krzyk.
Severus?! Gdzie¶ za domem?!
Wyrwa³a z torby niewidkê i na wszelki wypadek okry³a siê ni±. Gdyby musia³a nagle przenie¶æ siê do normalnego wymiaru, przynajmniej bêdzie mia³a ju¿ j± na sobie.
W tym momencie us³ysza³a trza¶niêcie gdzie¶ niedaleko i z domu wypadli Scott z Watkinsem. Stanêli przed progiem i Scott zawo³a³.
– Teddy, dopad³e¶ go?!
Przera¿ona cofnê³a siê jak najciszej a¿ pod las. Nie wiedzia³a, co siê dzieje, ale wola³a byæ jak najdalej od nich. Wesz³a a¿ za pierwsze drzewa i opar³a o nie.
Nagle zza domu wyszed³ Smith trzymaj±c przed sob± za kark jakiego¶ cz³owieka. Szczup³ego, wysokiego, z prostymi w³osami siêgaj±cymi za ramiona...
O Bo¿e, nie...!
– Mam go, Teddy. Damy mu taki wycisk, ¿e popamiêta nas na ca³e ¿ycie! – powiedzia³ Smith i kopniakiem pos³a³ go na ziemiê.
Us³ysza³a jêk bólu i równocze¶nie co¶ w niej zawy³o. Czuj±c, jak robi siê jej s³abo i ciê¿ko, z³apa³a siê jedn± rêk± za usta, ¿eby nie krzykn±æ, a drug± uwiesi³a na drzewie, skamienia³a z przera¿enia.
Severus! Severus! ... Bo¿e, wszystko tylko NIE TO!
Na widok Scotta i Watkinsa wybiegaj±cych przed dom Severus cofn±³ siê a¿ do lasu. Równocze¶nie rozgl±da³ siê na wszystkie strony w poszukiwaniu Hermiony. Gdzie¶ tu powinna byæ!
Scott wyra¼nie zawo³a³ „go", a nie „j±" i choæ to wcale nie znaczy³o, ¿e nie chodzi o Hermionê, Severus trzyma³ siê kurczowo tej my¶li.
Na widok prowadzonego przez Smitha mê¿czyzny odetchn±³ z ulg±. To nie by³a ona! Obojêtne kto to by³, jedyne, co siê liczy³o to to, ¿e to nie by³a Hermiona!
Gdzie ona jest?! Zaraz, w jakim ty jeste¶ wymiarze? Chyba ju¿ siê pogubi³. Mo¿e by³ w normalnym i dlatego jej nie widzia³? To musia³o byæ to!
Na wszelki wypadek cofn±³ siê g³êbiej w las i równocze¶nie rzuci³ zaklêcie zmiany wymiaru. I us³ysza³ czyj¶ krzyk.
– Tam kto¶ jest!
W jednej sekundzie zrozumia³, ¿e przeniós³ siê do normalnego i ¿e to w³a¶nie jego us³yszeli albo zobaczyli miêdzy drzewami. Natychmiast przeniós³ siê z powrotem do drugiego.
Smith zobaczy³, ¿e mê¿czyzna na ziemi poruszy³ siê, jakby chcia³ wstaæ, wiêc kopn±³ go w brzuch i popatrzy³ w kierunku wskazanym przez Watkinsa. S³ysza³ tylko g³uche jêki le¿±cego, ale w mroku nic nie zobaczy³.
– Dajcie mi jak±¶ pochodniê – rozkaza³. – A ty siê zamknij! – szturchn±³ butem niewyra¼ny kszta³t przed sob±.
Scott zdj±³ lampê wisz±c± nad wej¶ciem i zapali³ j±.
– To tylko z³odzieje, Teddy. Nie musisz ich zabijaæ.
Smith wyrwa³ mu lampê i uniós³ do góry.
Hermiona zupe³nie nie rozumia³a o co chodzi³o z tym kim¶. Przez chwilê s±dzi³a, ¿e w jaki¶ sposób j± zobaczyli, mimo peleryny niewidki i bycia w drugim wymiarze, ale Watkins wskaza³ rêk± trochê na prawo od niej.
Kiedy Smith kopn±³ Severusa i us³ysza³a jego skowyt i jêki, ³zy nap³ynê³y jej do oczu. Smith, zabijê ciê, ty sukinsynu...!
W ¶wietle za¶wieconej lampy przez chwilê zobaczy³a skulony, czarny kszta³t na ziemi, po czym Smith uniós³ j± w górê.
O mój Bo¿e, o mój Bo¿e...
My¶li wirowa³y w jej g³owie jak szalone i ucieka³y ilekroæ próbowa³a siê skupiæ i czu³a tylko przera¿aj±c±, bezradn± pustkê. Jak ma³e, zagubione dziecko w ciemnym lesie.
Smith odda³ lampê stoj±cemu za nim Scottowi, z³apa³ Severusa za w³osy i szarpn±³ brutalnie do góry. Ten zajêcza³ z bólu. Smith przy³o¿y³ mu ró¿d¿kê do gard³a i spojrza³ w kierunku lasu. Na ni±?
– Wy³a¼, albo go zabijê!
Hermiona za³ka³a cicho, gryz±c siê w rêkê.
– Pospiesz siê, dla takiego bydlêcia nie bêdê d³ugo czeka³! – wrzasn±³ Smith.
–... stem sam... – wycharcza³ Severus.
Nie widzia³a jego twarzy, bo Scott o¶wietla³ ich od ty³u, ale mog³a sobie wyobraziæ grymas bólu. Zachcia³o jej siê wyæ. Chroni³ j± nawet w takiej sytuacji...
Nie jeste¶ sam! Nigdy nie bêdziesz! Nie zostawiê ciê!
– Ró¿d¿ka w zêby, rêce do góry i wychod¼!
Waha³a siê jeszcze chwilê. We dwójkê co¶ wymy¶limy. ¯eby tylko ten sukinsyn przesta³ siê nad nim znêcaæ...
– Crucio!
Severus krzykn±³ przera¼liwie i upad³ na ziemiê, nadal wrzeszcz±c i wij±c siê. Hermiona mia³a wra¿enie, ¿e czuje ten sam ból. Zawy³a i z trudem nabra³a powietrza. Nie widz±c ju¿ nic przez za³zawione oczy, trzês±c± siê rêk± machnê³a ró¿d¿k± i zmieni³a wymiar. Nieporadnie siêgnê³a po pelerynê i zdar³a j± z siebie. W³o¿y³a ró¿d¿kê w zêby, unios³a wysoko rêce i pos³usznie post±pi³a w kierunku Smitha...
Severus patrza³ dooko³a siebie próbuj±c odnale¼æ Hermionê. Czas by³o st±d uciekaæ. Stara³ siê nie zwracaæ uwagi na Smitha ni na jêki i krzyki cz³owieka na ziemi, choæ czu³, ¿e krew w nim wrze, ale kiedy us³ysza³ „Crucio", na sekundê siê odwróci³ siê w jego stronê i pomy¶la³, ¿e powinien przecie¿ co¶ zrobiæ. Przesz³o¶æ wróci³a, znów by³ ko³o Czarnego Pana albo otoczony ¦miercio¿ercami i musia³ siê przygl±daæ, jak zamêczaj± na ¶mieræ kogo¶, kogo powinien chroniæ i musia³ udawaæ, ¿e go to bawi.
W tym samym momencie us³ysza³ przejmuj±cy kobiecy krzyk dochodz±cy gdzie¶ z bliska i natychmiast zrozumia³, ¿e Hermiona s±dzi, ¿e cz³owiek na ziemi to on. Je¶li ona zechce tam pój¶æ...
W przyp³ywie paniki rozejrza³ siê i nagle zobaczy³ jej sylwetkê, zaledwie o parê kroków od niego. Z rêkoma uniesionymi do góry i ró¿d¿k± w ustach...
– Hermiono, NIE! – krzykn±³.
Dziewczyna ruszy³a w kierunku Smitha. Nie dbaj±c ju¿ o nic, rzuci³ siê w jej kierunku, dwoma susami dopad³ jej i z³apa³ za ramiê zatrzymuj±c w miejscu. Poczu³ jak zesztywnia³a i jak przez mg³ê poj±³, ¿e ona ju¿ przenios³a siê do ICH wymiaru!
W ci±gu sekundy, czterema smagniêciami ró¿d¿ki zmieni³ wymiar, przywo³a³ jej torbê, pelerynê i z³apawszy mocno dziewczynê, przeniós³ ich na powrót do drugiego wymiaru. I aportowa³ ich gdzie¶. Gdziekolwiek.
Wyl±dowali nad jakim¶ jeziorem.
– Severus? ...Severus? – wyjêcza³a cicho Hermiona, bo nadal nic nie widzia³a. – Severus, proszê...
– Ju¿ wszystko w porz±dku – odpowiedzia³, podtrzymuj±c j±, ¿eby nie upad³a.
– Severus... ! – oszo³omiona Hermiona nic nie rozumia³a, ale to nie mia³o znaczenia. Nic nie mia³o znaczenia, je¶li to by³ on. – Severus...?!
– Jestem tutaj.
Ulga by³a tak wielka, ¿e a¿ zakrêci³o siê jej w g³owie. Panika jeszcze nie minê³a, ból te¿ nie. Nie mog³a nabraæ powietrza, nie potrafi³a powiedzieæ ju¿ nic wiêcej. Poczu³a d³awienie w gardle i na nowo ³zy w oczach i wybuchnê³a p³aczem, boj±c siê go pu¶ciæ. Póki go dotyka³a, wiedzia³a, ¿e to on.
Severus poczu³, jak Hermiona wtula siê w niego i zaczyna szlochaæ. Przytuli³ j± mocno i stara³ uspokoiæ. Dziewczyna z trudem oddycha³a i zanosi³a siê p³aczem trzês±c siê strasznie, wiêc upu¶ci³ na ziemiê ró¿d¿kê, jej torbê i pelerynê i zacz±³ g³askaæ j± po w³osach i plecach, równocze¶nie szepcz±c jej do ucha koj±ce s³owa.
– Ju¿ po wszystkim... ju¿ wszystko w porz±dku... jestem tu... ju¿ dobrze... – powtarza³ w kó³ko.
Po chwili poczu³, ¿e trochê mniej spazmatycznie zaciska rêce na jego ramionach i plecach i g³o¶ny szloch i jêki zamieni³y siê w ³kanie, ale nie przesta³ ani na chwilê g³adziæ jej po plecach i masowaæ delikatnie jej g³owy czubkami palców wpl±tanych w jej w³osy. Poczu³, ¿e poruszy³a siê w jego objêciach.
– My¶la³am... ¿e to ty... ¿e to ciebie... z³apali... i ¿e ciê bije... – stara³a siê wyja¶niæ, ³api±c nierówno oddech, – ¿e chce ciê... – zajêcza³a na nowo, bo nie potrafi³a dokoñczyæ tego zdania. – Mówi³e¶, ¿e... jeste¶ sam... ale ja nie mog³abym... nie zostawi³abym ciê...! Nie pozwoli³abym mu! – rozp³aka³a siê na nowo.
O Merlinie...!
Kiedy zrozumia³, ¿e ona próbowa³a go ratowaæ i gotowa by³a siê dla niego po¶wiêciæ, zala³a go wdziêczno¶æ, ale i oszo³omienie. Jeszcze nikt, nigdy w jego ¿yciu nie zdecydowa³ siê go broniæ. Wiedzia³, ona z pewno¶ci± te¿, co by jej zrobili, gdyby j± z³apali i ¶wiadomo¶æ, ¿e zdecydowa³a siê wydaæ siê w ich rêce dla niego, kosztem w³asnego ¿ycia niemal go porazi³a.
– Ju¿ dobrze, maleñka – powiedzia³ cicho w jej w³osy zd³awionym ze wzruszenia g³osem.
To jedno s³owo by³o niczym balsam. Maleñka... Hermiona poczu³a, ¿e wolno sp³ywa na ni± spokój. Chlipnê³a jeszcze raz, poci±gnê³a nosem i wtuli³a siê w niego jeszcze bardziej szukaj±c komfortu i bezpieczeñstwa, które dawa³y jego ramiona.
Severus zacisn±³ mocno oczy. To by³a najgorsza rzecz, jak± mog³a zrobiæ. W takiej sytuacji powinna go zostawiæ i chroniæ siebie, ¿eby pó¼niej móc przyj¶æ mu z pomoc±. Albo pozwoliæ mu umrzeæ. Powinna zostaæ, ¿eby móc samej dokoñczyæ to, co robili razem. Ale to nie by³a odpowiednia chwila na to, ¿eby jej to t³umaczyæ. Teraz powinien jej dziêkowaæ.
Zwyk³e „dziêkujê" by³o zbyt przyziemne, zbyt proste, niegodne tego, co chcia³ jej powiedzieæ. Nie umia³ znale¼æ s³ów, które by odda³y to, co czu³. Musia³, po prostu MUSIA£ jej to jako¶ okazaæ!
Przesun±³ palcami po jej policzku, wsun±³ je pod jej brodê, uniós³ jej g³owê do góry i przytuli³ usta do jej czo³a. Czu³ jej ciep³y, urywany oddech na swojej szyi, rêce, które przesta³y zaciskaæ siê kurczowo na jego plecach i zamar³y w bezruchu i nagle zda³ sobie sprawê z tego, co robi. Ogarnê³o go przera¿enie, wiêc podniós³ g³owê, przygarn±³ j± mocno i ukry³ twarz w jej w³osach.
¯adne z nich nie wiedzia³o, ile tak stali. Po paru sekundach, a mo¿e minutach Severus polu¼ni³ u¶cisk i Hermiona odwa¿y³a siê unie¶æ g³owê.
– Gdzie my jeste¶my? – spyta³a, nie poznaj±c zupe³nie okolicy w zapad³ej ju¿ dobrze ciemno¶ci.
– Nie wiem – mrukn±³.
– Severus... zabierz mnie st±d... do domu – poprosi³a.
„Zabierz mnie do domu"... jak cudownie to brzmi... Severus pochyli³ siê po swoj± ró¿d¿kê i jej rzeczy. Dziewczyna straci³a nagle podparcie i zachwia³a siê, wiêc podtrzyma³ j± jedn± rêk±, drug± za³o¿y³ sobie jej torbê na ramiê, przerzuci³ przez nie pelerynê, po czym wzi±³ j± na rêce i aportowa³ ich do jej mieszkania.
Kiedy wyl±dowali w saloniku, przeniós³ ich do normalnego wymiaru i po³o¿y³ Hermionê na kanapie. By³o ciemno, tylko przez okno wpada³o trochê po¶wiaty z ulicy, wiêc podniós³ siê, ¿eby zapaliæ ¶wiat³o, ale Hermiona usiad³a gwa³townie i z³apa³a go rozpaczliwie za rêkê.
– Ju¿ jeste¶my w domu – szepn±³. – Nigdzie nie idê, chcê tylko w³±czyæ ¶wiat³o.
– Zapal lampê. Na komodzie.
Mrukn±³ „Lumos" i podszed³ do komody. Po chwili zrozumia³, ¿e wy³±cznik jest na kablu, poni¿ej mebla i wcisn±³ go. Lampa zab³ys³a ciep³ym, ¿ó³tawo–pomarañczowym ¶wiat³em. Wróci³ do Hermiony i usiad³ obok niej.
– Jak siê czujesz?
– Ju¿ lepiej... – westchnê³a jeszcze trochê dr¿±cym g³osem.
– Chcesz co¶ piæ albo je¶æ?
– Nie – odpar³a po namy¶le. – Mo¿e pó¼niej.
Westchn±³ na widok jej czerwonych, zapuchniêtych oczu.
– Nie id¼ jutro do pracy. Powiedz, ¿e jeste¶ chora i odpocznij.
Dziewczyna potrz±snê³a g³ow± i poci±gnê³a nosem.
– Nie, pójdê. Byæ mo¿e Rockman siê dowie, ¿e kto¶ krêci³ siê tam dzi¶ wieczorem ... i lepiej, ¿eby nie zacz±³ mnie podejrzewaæ.
Có¿, mia³a racjê.
– W takim razie id¼ ju¿ spaæ. Masz jeszcze eliksir uspokajaj±cy?
– W szafce, w ³azience.
Wsta³ i tym razem pozwoli³a mu odej¶æ. Znalaz³ szafkê, która s³u¿y³a za apteczkê i zobaczy³ eliksir s³odkiego snu. Bardzo dobrze, lepiej, ¿eby dzi¶ nic siê jej nie ¶ni³o.
– Wypijesz to – pokaza³ jej fiolkê z fioletowym p³ynem. – Ale wpierw po³ó¿ siê do ³ó¿ka.
Dziewczyna pozna³a eliksir i wsta³a niepewnie. Posz³a siê umyæ i przebraæ i wróci³a ju¿ w szlafroku. Severus poda³ jej fiolkê, ale zamiast j± wzi±æ, poci±gnê³a go za rêkê staj±c przed drzwiami sypialni.
– Nie chcê byæ sama. Bojê siê – ba³a siê, ¿e je¶li nie bêdzie go widzieæ, oka¿e siê, ¿e tam to jednak by³ on.
Severus westchn±³, skin±³ g³ow± i wszed³ za ni± do ¶rodka. Przysiad³ na brzegu ³ó¿ka, kiedy ona zdjê³a szlafrok i uk³ada³a siê w po¶cieli, odkorkowa³ fiolkê i poda³ jej.
– Po tym nic ci siê nie bêdzie ¶ni³o.
– A je¶li siê zbudzê? – dziewczyna wziê³a fiolkê, ale zawaha³a siê przed wypiciem.
Natychmiast zrozumia³, co mia³a na my¶li.
– Je¶li chcesz, zostanê do rana.
– Proszê...
Potakn±³ i wskaza³ eliksir.
– Pij.
Hermiona wypi³a wszystko i poczu³a rozkoszne ciep³o rozlewaj±ce siê po jej ciele. U¶miechnê³a siê i wziê³a go za rêkê tu¿ przed tym, jak zamknê³y siê jej oczy. Poczu³a jeszcze, jak oddaje jej u¶cisk i osunê³a siê w spokój i miêkk± ciemno¶æ.
Severus siedzia³ jeszcze chwilê patrz±c na ¶pi±c± dziewczynê. Potem delikatnie wysun±³ rêkê, poprawi³ cienk± ko³drê i wyszed³ gasz±c ¶wiat³o.