Czê¶æ 8, w której Hermiona odmawia pro¶bie Severusa i uzasadnia to w najbardziej bolesny dla niego sposób
Czwartek, 9.07
Trochê przed szóst± Hermiona i Severus aportowali siê w drugim wymiarze w lesie nieopodal posiad³o¶ci Lawforda. S³oñce prze¶wieca³o przez korony drzew i ³agodny wiaterek sprawia³, ¿e by³o przyjemnie ciep³o, a nie gor±co. Niós³ ze sob± zapach lasu; trawy, mokrej ¶ció³ki, kory i igie³ ¶wierków zmieszany z leciutk± woni± ogniska. Stukanie dziêcio³ów, ¶wiergot innych ptaków i szum drzew brzmia³y wspaniale.
Severus zdecydowa³, ¿e zaczn± od Lawforda, ale zamiast zaczaiæ siê ko³o domku my¶liwskiego bêd± obserwowaæ wej¶cie do domu. Gdyby Lawford zdecydowa³ siê przyj±æ wszystkich gdzie¶ w domu, mogliby ich przegapiæ.
– Je¶li do ósmej nie bêdzie nikogo, u¿yjemy zmieniacza czasu i spróbujemy obserwowaæ kogo¶ innego – powiedzia³, kiedy planowali ten wypad.
Hermiona mia³a tylko nadziejê, ¿e nie bêdzie to u Smitha. Tam pods³uch nie dzia³a³, wiêc Severus musia³by wzi±æ jej wspomnienia b±d¼ u¿yæ legilimencji, ¿eby móc wszystko przeanalizowaæ. Nie wiedzia³a, co gorsze. Od wtorkowego ¶niadania, kiedy to zbudzi³ j± w ostatniej chwili i kiedy ona szybko siê my³a i ubiera³a do pracy, a on przygotowa³ jej ¶niadanie, nie widzieli siê. Nie mog³a przestaæ o nim my¶leæ. O nim, o jego dotyku, o jego zapachu... bez ma³a czu³a jego d³onie we w³osach, jego usta na czole... Marzy³a co by by³o, gdyby podnios³a wtedy g³owê... czy poczu³aby je na swoich? ¦ni³a na jawie sny tak gor±ce, ¿e traci³a zmys³y i oddech i ca³e jej cia³o kona³o z têsknoty.
Zdecydowanie, to nie by³o co¶, co powinien ogl±daæ.
Kiedy ju¿ wylewitowali siebie nawzajem przez olbrzymi± bramê ze z³oconymi prêtami i doszli do oddalonego pa³acyku, usiedli pod drzewami i czekaj±c na pojawienie siê Norrisa i reszty, zaczêli rozmawiaæ o ostatnich wydarzeniach.
W dzisiejszym Proroku pojawi³ siê artyku³ na temat wczorajszych i przedwczorajszych wydarzeñ. Czytaj±c ¯onglera mia³o siê wra¿enie, ¿e chodzi o dwie zupe³nie inne sprawy. Naturalnie o wiele bardziej wierzyli Lovegoodowi ni¿ Prorokowi.
We wtorek rano w ¦w. Mungu pojawi³a siê m³oda czarownica w szóstym miesi±cu ci±¿y na zwyk³e badania kontrolne. Na tym koñczy³o siê podobieñstwo w obu gazetach. Zgodnie z Prorokiem Uzdrowiciele, po zrobieniu wszystkich niezbêdnych badañ odkryli, ¿e p³ód ma powa¿ne wady rozwojowe i trzeba usun±æ ci±¿ê. ¯ongler za¶ napisa³, ¿e „odkrycie" nast±pi³o po dwóch bardzo pobie¿nych badaniach.
Pozosta³e ró¿nice by³y jeszcze bardziej kolosalne. Kobieta nie wyrazi³a na to zgody, ale wtedy Naczelny Uzdrowiciel zdecydowa³, ¿e nale¿y wykonaæ zabieg i zapowiedzia³ go na nastêpny dzieñ i kobieta zosta³a zamkniêta w jednej z sal. Nikt nie zwróci³ uwagi, ¿e po po³udniu przyszed³ do kobiety jej m±¿ i gdy dowiedzia³ siê o wszystkim, wybieg³ z Kliniki po pomoc. Jego przyjaciele nag³o¶nili sprawê w Dziurawym Kotle i jeszcze tego samego wieczoru odby³o siê tam co¶ na podobieñstwo narady wojennej. Na Pok±tnej ludzie nie rozprawiali o niczym innym i zbulwersowani, ci±gnêli do niewielkiego baru, który tego dnia bez ma³a trzaska³ w szwach. Kto¶ zaproponowa³ wdarcie siê z samego rana do Kliniki i wyci±gniêcie stamt±d kobiety. Wiêkszo¶æ zaaprobowa³a pomys³ i og³osi³a zbiórkê o siódmej rano pod Klinik±. Nazajutrz o siódmej zebra³o siê ko³o dwustu czarodziejów, którzy, z mê¿em kobiety na czele, wkroczyli na Izbê Przyjêæ i domagali siê wypuszczenia czarownicy. Zaalarmowany personel próbowa³ stawiæ opór, Naczelny Uzdrowiciel wezwa³ na pomoc Aurorów i kiedy ci aportowali siê i próbowali wyrzuciæ czarodziejów na zewn±trz, rozgorza³a bitwa. Aurorzy byli nie¼le wyszkoleni, ale ich osza³amiacze, zaklêcia rozbrajaj±ce i blokady niewiele mog³y zdzia³aæ przeciw rozjuszonemu t³umowi. Poniewa¿ by³o tam sporo czarodziejów mugolskiego pochodzenia, polecia³y nie tylko zaklêcia. Aurorzy, niektórzy spetryfikowani, bez ko¶ci, opuchniêci, z posklejanymi koñczynami, o¶lepieni i og³uszeni, niektórzy z po³amanymi nosami, wybitymi zêbami i podbitymi oczami zostali zwi±zani jak baleron. Grupa czarodziejów zosta³a na dole, ¿eby ich pilnowaæ, reszta za¶ pobieg³a na drugie piêtro i wdar³a siê na Oddzia³ Badañ i Uzdrawiania Dora¼nego. Kobieta, która czeka³a ju¿ na przeniesienie na Oddzia³ Zabiegów, zosta³a bez ma³a wyniesiona stamt±d na zewn±trz. T³um opu¶ci³ Klinikê zostawiaj±c Aurorów w rêkach Uzdrowicieli. Jak to kto¶ uj±³: „Wykwalifikowani Uzdrowiciele byli przecie¿ na miejscu, wiêc by³oby niepowetowan± strat± odebraæ im szansê na profesjonaln± opiekê".
– Ca³e szczê¶cie, ¿e to siê tak skoñczy³o – westchnê³a z ulgi Hermiona, kiedy ju¿ opowiedzia³a Severusowi, co mówili ludzie w Ministerstwie. – Kiedy pomy¶lê o tym, ¿e chcieli to zrobiæ tylko dlatego, ¿e to dziecko nie by³oby czystej krwi.
– Miejmy nadziejê, ¿e Lawfordowi uda³o siê przemówiæ Norrisowi do rozs±dku. Wyra¼nie widaæ, ¿e nie tylko Scott jest temu przeciwny – stwierdzi³ Severus.
– Norris posun±³ siê za daleko. Chocia¿ bior±c pod uwagê notatki od Jean Jacquesa, ma w tym niez³± wprawê.
Zaczêli zastanawiaæ siê, co mo¿na zrobiæ z posiadanymi informacjami. Severus ju¿ trochê o tym my¶la³, ale w zesz³ym tygodniu by³ zbyt zajêty, ¿eby doj¶æ do jakich¶ sensownych wniosków. Teraz, kiedy odpad³o ju¿ warzenie eliksiru do podmiany, znale¼li sposób na podmienienie sk³adnika Watkinsowi i listy do nowych uczniów zosta³y wys³ane, bêdzie mia³ wiêcej czasu i z pewno¶ci± co¶ wymy¶li.
Minê³a siódma i nikt siê nie pojawi³. Postanowili czekaæ dok³adnie do ósmej i przenie¶æ siê do Bensona.
Hermiona przez chwilê waha³a siê, czy porozmawiaæ z Severusem o ró¿d¿ce i w koñcu zdecydowa³a, ¿e im szybciej to zrobi, tym lepiej dla niego.
– Sporo my¶la³am o tym, co siê sta³o u Scotta – powiedzia³a, siêgaj±c po ¶wie¿o opad³y li¶æ, by zaj±æ czym¶ rêce i zaczê³a go obskubywaæ. – I s±dzê, ¿e powinni¶my zacz±æ braæ ze sob± nasze drugie ró¿d¿ki.
Severus nad tym siê nie zastanawia³. Jasne, próbowa³e¶ siê skupiæ na czymkolwiek innym ni¿ my¶lenie o niej.
– Co masz na my¶li?
– Gdyby¶ to by³ ty i gdybym podda³a siê Smithowi, z pewno¶ci± by nam odebrali ró¿d¿ki. Pewnie nie zabiliby nas natychmiast, tylko gdzie¶ uwiêzili, pewni, ¿e bez ró¿d¿ek nie uda siê nam uciec – kiedy to powiedzia³a, Severus skin±³ g³ow±.
– Ale gdyby¶my mieli nasze drugie ró¿d¿ki...
– Masz racjê – przyzna³.
By³ ca³kowicie pewien, ¿e nie zabiliby ich natychmiast. A ju¿ szczególnie nie Hermiony. Przypomnia³ sobie swój koszmarny sen i skrzywi³ siê. Stara³ siê odsun±æ te my¶li jak najdalej od siebie i mo¿e te¿ dlatego NIE CHCIA£ siê zastanawiaæ nad tym, co by siê mog³o staæ, gdyby... Ale mia³a ca³kowit± racjê. Nigdy nie wiedzieli, co mo¿e siê przydarzyæ i co mo¿e byæ im potrzebne, ale ka¿da dodatkowa przewaga by³a na warta funty galeonów. Skoro ju¿ mieli drugie ró¿d¿ki...
– Od nastêpnego razu bierzmy je ze sob±.
Hermiona u¶miechnê³a siê w g³êbi ducha. Uda³o jej siê go przekonaæ choæby do brania nowej ró¿d¿ki na ich wyprawy. Musia³a jeszcze spróbowaæ nak³oniæ go do u¿ywania jej wszêdzie.
– My¶lê, ¿e powinni¶my ci±gle ich u¿ywaæ. Wiesz, ¿eby siê z nimi oswoiæ i ¿eby ró¿d¿ki oswoi³y siê z nami. I ¿eby mieæ odruch brania zawsze ich obu, gdziekolwiek idziemy.
– Wpierw musimy siê zastanowiæ jak je ukryæ. Nikt nie mo¿e zobaczyæ nas z dwiema ró¿d¿kami.
Listek zosta³ obskubany zupe³nie, wiêc dziewczyna siêgnê³a po nastêpny.
– Mogê zrobiæ nam ukryte kieszonki w ka¿dym ubraniu.
Severus spojrza³ na ni± unosz±c lekko usta w u¶miechu. My¶l odrobinê, idioto! Wygl±da na to, ¿e chyba straci³e¶ rozum! Minerwa mo¿e nam zrobiæ skrytki we wszystkim, w czym chcemy!
– Albo mo¿emy kupiæ sobie gdzie¶ sakiewki ze skóry wsi±kiewki – doda³a Hermiona, przypominaj±c sobie prezent, który dosta³ kiedy¶ Harry od Hagrida.
– Poproszê Minerwê, ¿eby zrobi³a nam skrytki. O wiele lepsze ni¿ sakiewki. Nikt nie bêdzie nawet wiedzia³, ¿e je mamy.
– Genialne!
Cudownie, bêdzie j± nosi³ i w koñcu zacznie jej u¿ywaæ!
Severus zamy¶li³ siê. Skoro ju¿ byli przy temacie, powinien jej powiedzieæ, ¿e w ¿adnym wypadku nie powinna robiæ tego, co zrobi³a; poddawaæ siê wrogowi tylko dlatego, ¿e kto¶ inny by³ zagro¿ony. Przysz³o mu do g³owy, ¿e maj±c drug± ró¿d¿kê, Hermiona bêdzie mia³a jeszcze wiêksz± sk³onno¶æ do nara¿ania siê. Do tej pory nie rozmawia³ z ni± o jej decyzji, ale bêdzie trzeba, im szybciej tym lepiej. Nawet teraz. Nigdy nie wiadomo, co za chwilê siê stanie i co jej jeszcze przyjdzie do g³owy. Poza tym mieli jeszcze trochê czasu.
Przesiad³ siê ko³o niej i dziewczyna, zdumiona, podnios³a na niego czekoladowe oczy.
– Hermiono, s±dzê, ¿e powinni¶my porozmawiaæ o tym, co siê sta³o w poniedzia³ek.
– Tak...?
– Po pierwsze... chcia³bym ci bardzo, naprawdê bardzo, podziêkowaæ. Nikt nigdy niczego takiego dla mnie nie zrobi³. Nie odwa¿y³ siê zaryzykowaæ, nie tylko ¿yciem, ale choæby pozycj± w¶ród innych. Jeste¶ pierwsz± i jedyn± osob±, która siê na co¶ takiego zdoby³a. To... To dla mnie bardzo du¿o znaczy.
Patrzy³ na lew± rêkê na kolanach, wiêc Hermiona przykry³a j± ³agodnie swoj±.
– Nie dziêkuj mi, to by³o ca³kowicie normalne.
Co¶ w nim zapragnê³o nagle sple¶æ palce z jej palcami, ale zacisn±³ zêby i zmusi³ siê do powiedzenia reszty.
– Ale ... nie powinna¶ czego¶ takiego robiæ. Nigdy.
Hermiona zesztywnia³a i spojrza³a na niego zaskoczona.
– Je¶li chcesz mi powiedzieæ, ¿e twoje ¿ycie nie jest tego warte, to...
– Nie chodzi mi o to – tak naprawdê to uwa¿a³, ¿e doprawdy, ON nie by³ warty tego, co dla niego robi³a. – Mam na my¶li to, ¿e oboje mamy... misjê do spe³nienia. Gdyby mi co¶ siê sta³o, musisz byæ gotowa realizowaæ j± dalej.
– Ale...
– Pozwól mi skoñczyæ. Nie powinna¶ w ¿adnym wypadku ryzykowaæ swoim ¿yciem dla mnie. Nie wa¿ne, co mog³oby mi siê staæ.
Hermiona potrz±snê³a przecz±co g³ow±. Mowy nie ma!
– Bardzo mnie... ujê³o to, ¿e potrafi³a¶ siê na co¶ takiego zdobyæ, ale muszê ciê prosiæ o to, ¿eby¶ nigdy wiêcej tego nie robi³a.
– Nie!
– Pos³uchaj...
Dziewczyna usiad³a na kolanach, twarz± do niego, z wyrazem uporu, ale i bólu na twarzy.
– Nie! Nie mog³abym...
Severus westchn±³.
– Wiem, ¿e to nie jest ³atwe.
– To jest niemo¿liwe, a nie „ nie ³atwe"!
– Oczywi¶cie, ¿e jest mo¿liwe. Czasem trzeba umieæ po¶wiêciæ kogo¶, ¿eby móc wygraæ. W takich sytuacjach to, czy jest nam ³atwo to zrobiæ czy nie, siê nie liczy.
Hermiona nagle przypomnia³a sobie, jak Harry opowiada³, co kaza³ mu obiecaæ Dumbledore, kiedy wyruszyli razem po horkruksa. ¯±da³ absolutnego pos³uszeñstwa, nawet je¶li Harry mia³by go zostawiæ umieraj±cego.
– Jak my¶lisz, czemu zabi³em Dumbledore'a? – spyta³ równocze¶nie Severus, patrz±c na ni± smutno.
Hermiona z³apa³a siê za g³owê. To nie to samo! Ty go nie kocha³e¶!
– Obiecaj mi.
– Nie!
– Obiecaj mi, proszê, ¿e nigdy tego nie zrobisz! – powtórzy³ Severus z naciskiem.
– Nie, nie i jeszcze raz NIE!
– Hermiono!
– To w takim razie ty te¿ mi obiecaj, ¿e nie zrobisz tego samego dla mnie! ¯e nie bêdziesz próbowa³ mnie ratowaæ!
Severus a¿ gwa³townie nabra³ powietrza. W jednej sekundzie przypomnia³ sobie swój ostatni koszmar i u¶wiadomi³ sobie, ¿e nie by³by w stanie tego zrobiæ. Próbowa³ zdobyæ siê na powiedzenie „Tak", ale nie umia³, po prostu nie umia³!
Hermiona usiad³a na powrót pod drzewem, wzburzona i zdeterminowana nic mu nie obiecywaæ. Serce wali³o w niej tak, ¿e ledwo udawa³o siê jej z³apaæ oddech. Umia³a tylko my¶leæ o tym, ¿e ani on, ani Harry nie kochali Dumbledore'a, ¿e to nie by³o to samo!
– Ja to co innego – odezwa³ siê w koñcu Severus. Nie odpowiedzia³a, wiêc kontynuowa³. – Jestem w innej sytuacji...
Zagryz³a mocno usta. Nie mog³a mu siê przyznaæ do swoich uczuæ, wiêc szuka³a rozpaczliwie jakiego¶ innego pretekstu, ¿eby móc mu odmówiæ. Zacisnê³a piê¶ci i poczu³a pier¶cionek wbijaj±cy siê jej w d³oñ. Pier¶cionek!
Nag³ym ruchem podsunê³a mu go przed oczy.
– Jeste¶my w dok³adnie takiej samej sytuacji! I ty i ja sk³adali¶my przysiêgê!
Nag³e zrozumienie rozdar³o mu serce na tysi±ce kawa³ków. To dlatego! Broni³a ciê tylko dlatego, ¿e z³o¿y³a przysiêgê...
Skupi³ siê na zachowaniu spokojnego, beznamiêtnego wyrazu twarzy, ale mia³ ochotê krzyczeæ i wyæ. Gdzie¶ w g³êbi duszy mia³ nadziejê, ¿e jednak cokolwiek dla niej znaczy³, ¿e zaryzykowa³a dla NIEGO, a tymczasem zrozumia³, ¿e zrobi³a to, ¿eby wype³niæ do koñca to, co obieca³a podczas ceremonii.
Pewnie s±dzi, ¿e to co¶ jak Przysiêga Wieczysta i umrze, je¶li jej nie dotrzyma...
Gorycz by³a tak wielka i tak nieprzeparta, ¿e odwróci³ g³owê w inn± stronê i nawet nie widzia³, jak Hermiona ociera ³zy z policzków. Zapad³o miedzy nimi niewygodne milczenie.
¯adne z nich nie umia³o powiedzieæ ile czasu tak siedzieli, ka¿de z nich pogr±¿one we w³asnym bólu, blisko siebie i jednocze¶nie tak daleko, w dwóch ró¿nych ¶wiatach. Dopiero szczêk otwieranych drzwi sprawi³, ¿e wrócili do rzeczywisto¶ci.
Z pa³acu niemal wybieg³ korpulentny mê¿czyzna i to podbiegaj±c, to id±c szybko uda³ siê do bramy. Po paru chwilach na ganek wyszed³ Lawford i spojrza³ ze zdziwieniem na zbli¿aj±cego siê Stone'a asystowanego przez s³u¿±cego.
– Alain? Co ty tu robisz?
Stone u¶cisn±³ mu serdecznie rêkê.
– Jak to „co robiê'... Przyszed³em na naradê.
– Ale to nie u mnie, ale u Petera. Wejd¼, mamy jeszcze trochê czasu – odwróci³ siê w stronê domu. – Piêkna pogoda, ale co bêdziemy tak staæ, napijmy siê czego¶.
Oboje weszli do ¶rodka, s³u¿±cy zamkn±³ drzwi i oddali³ siê pospiesznie, pewnie po to, ¿eby obs³u¿yæ swojego pana i jego nieoczekiwanego go¶cia.
– Czyli narada jest u Norrisa – odezwa³a siê Hermiona i a¿ wzdrygnê³a siê, bo ledwo pozna³a swój g³os.
– Aportujmy siê do niego – powiedzia³ Severus. – Id¼ przede mn±.
Hermiona ju¿ chcia³a zaprotestowaæ, ale przygryz³a usta i skinê³a g³ow±. Ostatnio zazwyczaj trzymali siê za rêce, a teraz mia³a aportowaæ siê sama... Obróci³a siê w miejscu, poczu³a znajome uczucie ¶ciskania i kiedy otworzy³a oczy, by³a przed domem Norrisa. Severus pojawi³ siê zaraz za ni± i odsun±³ siê natychmiast na bok.
Brama by³a zamkniêta, wiêc przedostali siê na drug± stronê dok³adnie w ten sam sposób, co u Lawforda i podeszli do domu. Nigdy jeszcze tu nie byli i musieli rozpoznaæ teren zanim przyjd± inni.
Zagl±daj±c przez okna ró¿nych pomieszczeñ zorientowali siê mniej wiêcej, co jest gdzie, ale nie mogli z ca³± pewno¶ci± powiedzieæ, w którym z nich odbêdzie siê narada.
Do tego sprawa trochê siê skomplikowa³a. Hermiona zagl±da³a w³a¶nie przez okna salonu, kiedy do pomieszczenia wszed³ skrzat domowy, siêgn±³ po co¶ stoj±cego za drzwiami i natychmiast wyszed³. Dziewczyna odskoczy³a od okna i opar³a siê o ¶cianê.
– Severus...! – zawo³a³a cicho i kiedy zwróci³ na ni± uwagê, pokaza³a mu na migi, ¿e ma siê schowaæ.
Przebieg³a szybko przed oknem i stanê³a pod ¶cian± ko³o niego.
– Norris ma skrzata domowego.
Severus skrzywi³ siê trochê. Natychmiast zrozumia³ o co jej chodzi. U¿ywali drugiego wymiaru, ale nie do koñca umieli powiedzieæ, jak i na kogo on dzia³a. Francuzi te¿ nie wiedzieli, bo u nich drugi wymiar funkcjonowa³ zupe³nie inaczej. Poza tym o niektórych mo¿liwo¶ciach nawet nie rozmawiali, bo nie s±dzili, ¿e takowe siê pojawi±. A poniewa¿ magia skrzatów bardzo siê ró¿ni³a od magii ludzkiej, nie mogli byæ pewni, ¿e skrzat ich nie zauwa¿y, czy nie wyczuje.
Zacz±³ pospiesznie my¶leæ nad tym, jak mog± pod³o¿yæ pluskwê. Hermiona nic nie mówi³a, zastanawia³a siê dok³adnie nad tym samym. Nagle us³yszeli cichy trzask aportacji i kawa³ek przed domem aportowa³ siê Rockman. Podszed³ do drzwi i poci±gn±³ za ³añcuszek, który zako³ysa³ dzwonkiem gdzie¶ w ¶rodku. Po chwili kto¶ otworzy³ drzwi i Rockman wszed³ bez s³owa.
– Pewnie to skrzat – szepnê³a Hermiona. Gdyby to by³ jaki¶ czarodziej, zapewne Rockman by siê z nim przywita³.
Po paru minutach pojawi³ siê Scott, aportuj±c siê mniej wiêcej w tym samym miejscu, po nim Lawford i Stone. Zaraz za nimi aportowa³ siê Smith i w koñcu Benson. Watkins siê spó¼nia³.
Nagle Severus obróci³ siê do Hermiony.
– Daj mi szybko pluskwê! Jak tylko pojawi siê Watkins, skonfundujê go i przyklejê mu pluskwê do ubrania.
Hermiona natychmiast siêgnê³a po drucik, odklei³a spód dwustronnej ta¶my samoprzylepnej i poda³a Severusowi. Ten zbli¿y³ siê do miejsca, gdzie wszyscy siê pojawiali i czeka³.
Watkins aportowa³ siê parê minut pó¼niej. Gdyby Hermiona nie widzia³a Severusa i nie wiedzia³a, co zamierza zrobiæ, powiedzia³aby, ¿e Watkins potkn±³ siê i przewróci³ prosto na ty³ek. Musia³ uderzyæ siê tak mocno, ¿e przez chwilê siedzia³ nieruchomo zaciskaj±c zêby i odchylaj±c g³owê do ty³u. Widzia³a, jak Severus pochyli³ siê nad nim i przyklei³ mu drucik od wewn±trz nogawki od spodni na wysoko¶ci kostki. Zd±¿y³ do niej wróciæ, kiedy Watkins jêkn±³ i spróbowa³ siê podnie¶æ. W koñcu mu siê to uda³o i bardzo wolno ruszy³ do drzwi.
Hermiona u¶miechnê³a siê rado¶nie do Severusa, ale ten nie odpowiedzia³ w ¿aden sposób, tylko siêgn±³ do kieszeni po s³uchawkê i w³o¿y³ j± sobie do ucha. Poczu³a jakby nagle s³oñce zasz³o i u¶miech zblad³ i spe³z³ z jej twarzy. Ze smêtn± min± osunê³a siê na ziemiê i zrobi³a to samo.