Smith zdobywa odciski znajomych Hermiony, a dziewczyna ¿egna siê z rodzicami
Mniej wiêcej o tej samej porze Smith siedzia³ u Nigela. Przegl±dali razem raport, który dosta³ Nigel od swoich wywiadowców.
– Nie uda³o nam siê póki co zidentyfikowaæ odcisków palców wiêkszo¶ci osób, które u niej bywaj± – mówi³ Nigel, kartkuj±c dossier. – Tu jest odcisk jej ojca. Z tego, co widzê, bywa tam do¶æ czêsto. Jej matka bywa rzadziej. Na listach, które le¿a³y w koszyczku przy wej¶ciu, s± odciski s±siadki. Mamy j± w ewidencji, bo jest w stowarzyszeniu obrony praw kobiet arabskich, czy co¶ w tym gu¶cie.
– Jak je wziêli¶cie? – zainteresowa³ siê Smith. Dowiedzia³ siê, co to s± linie papilarne i wyobrazi³ sobie, jak odcinaj± kobiecie palec.
– Proste, dali¶my jej czyst± szklankê do potrzymania, z czystych rzeczy naj³atwiej je potem ¶ci±gn±æ. Zobacz, teraz przechodzimy do tych, których jeszcze nie zidentyfikowali¶my. Ju¿ choæby po ich rozmieszczeniu, czêstotliwo¶ci wystêpowania i wielko¶ci mo¿na wiele powiedzieæ – wróci³ do tematu Nigel. – Ten – wskaza³ do¶æ du¿y. – Po wielko¶ci widaæ, ¿e to musi byæ jaki¶ mê¿czyzna. Po rozmieszczeniu wiemy, ¿e to jej kochanek. Jest go pe³no wszêdzie. Innych prawie nie znajdziesz w ³azience czy jej sypialni, ten tak. Jest na szczoteczce do zêbów i mêskim ¿elu pod prysznic. Co ciekawe, facet z ni± nie mieszka. Przychodzi, czasem u niej sypia, ale nie ma tam ¿adnych jego ubrañ, czy rzeczy osobistych. W ³azience ch³opaki znale¼li wiaderko z jakimi¶ buteleczkami, zapewne perfumy. Tam te¿ s± – perfumy nie interesowa³y Smitha zupe³nie, wiêc zlekcewa¿y³ wiadomo¶æ. – Trwa to do¶æ d³ugo, bo jego odciski odkryli pod warstwami wielu innych. Ten – przewróci³ kartkê – jest nowy. Te¿ faceta. Pojawia siê tylko w salonie, wiêc wnioskujê, ¿e to jaki¶ rzadki go¶æ. Mamy te¿ parê innych, te¿ nieznanych. Jedna sztuka przychodzi tam czêsto, bywa w salonie, kuchni i ³azience. Nie znale¼li¶my nic w sypialni, ale te¿ nie przekopali¶my zupe³nie jej mieszkania. Druga bywa tylko w kuchni i salonie. Trzecia tylko w salonie i ³azience. Nie przychodzili ju¿ od do¶æ dawna.
Nigel od³o¿y³ na bok raport daktyloskopijny i siêgn±³ po raporty sytuacyjny.
– Ta twoja panna jest na ogó³ uporz±dkowana i drobiazgowa. Wiêkszo¶æ jej rzeczy jest starannie pouk³adana w równych kupkach. Choæ trafiaj± siê wyj±tki od tego zachowania. Na jej biurku ch³opaki znale¼li jakie¶ dziwne monety. Nie wiemy, co to jest. – Smith siê domy¶la³, wiêc nie ci±gn±³ tematu. Galeony, knuty i sykle musia³y byæ zupe³nie nieznane policji. – Nie posprz±ta³a do tej pory kominka. Jest tam jeszcze pe³no popio³u. Nie widaæ ani drewna, ani wêgla, ani nic innego, czym mog³aby paliæ, s±dzimy, ¿e u¿ywa³a drewna. W kuchni ma sporo jedzenia, starczy na dwie osoby. Trochê nas zaskoczy³y marki produktów spo¿ywczych. W oknach powiesi³a grube bia³e zas³ony, wiêc ciê¿ko cokolwiek zobaczyæ. Mo¿e dlatego szwankowa³y nam urz±dzenia? – westchn±³ Nigel.
– Jak to szwankowa³y?
– Po jakim¶ czasie ch³opaki poprosili o zmianê kamery i aparatu. Ich zdaniem musia³ nie zawsze siê w³±czaæ, albo uruchamiaæ za pó¼no i st±d mieli wra¿enie, ¿e kobieta wchodzi nie wychodz±c i wychodzi nie wchodz±c. Dzi¶ rano wysz³a normalnie i kamera to zarejestrowa³a. I zobaczy³ j± jeden z ch³opaków siedz±cy na schodach.
Smith siêgn±³ przede wszystkim po raport z odciskami palców. Nigel postuka³ d³ugopisem w listê le¿±c± przed nim.
– Od poniedzia³ku postaramy siê przyjrzeæ jej znajomym i po¶ci±gaæ ich odciski.
– Mam lepszy pomys³ – zastopowa³ go Smith. Jeszcze, cholera, brakowa³o, ¿eby Nigel poszed³ kiedy¶ za ni± i dotar³ do Ministerstwa. – Mam kilku podejrzanych. Zbiorê ich odciski i ci je przyniosê. Nie ma sensu, ¿eby¶cie ³azili za ca³ym stadem jej znajomych, je¶li interesuj± mnie tylko dwie czy trzy osoby, nie? – Nigel kiwn±³ g³ow± z aprobat±, wiêc doda³. – To mo¿e trochê potrwaæ, bo muszê ich dopa¶æ bez zwracania na siebie ich uwagi.
– Nie ma problemu, Teddy. Te papiery nie zaj±c, nie uciekn±. Jak chcesz, dam ci kopiê.
Smith chcia³, wiêc Nigel wrzuci³ wszystko na ksero i po chwili poda³ mu kopiê. Po¿egnali siê i Smith wyszed³. Poszed³ prosto do Norrisa, ¿eby mu wszystko opowiedzieæ.
– Ju¿ wiem, jak mogê próbowaæ dostaæ odciski Snape'a – powiedzia³ Norrisowi. – Zajmê siê tym w poniedzia³ek. Je¶li to on – wskaza³ odcisk okre¶lony przez Nigela jako nowy, bywaj±cy tylko w salonie – bêdziemy to za chwilê wiedzieæ.
– Bardzo dobrze, Teddy – skin±³ g³ow± Norris.
– Tylko bêdziemy mieæ ten sam problem, co wcze¶niej. Jak go za³atwiæ – Smith wskaza³ szramy na twarzy.
Norris u¶miechn±³ siê szeroko.
– Nie bêdziemy mieæ ¿adnego problemu, Teddy. We¼miemy siê za Granger. Je¶li on jej pomaga, obojêtnie jakby jej nie cierpia³, bêdzie próbowa³ j± jako¶ obroniæ. Wtedy bêdzie nasz. Bêdziesz móg³ go za³atwiæ.
– A Granger?
– Zobaczymy. Mo¿e bêdzie mo¿na siê ni± jako¶ pos³u¿yæ? Je¶li nie, bêdziesz móg³ sobie j± wzi±æ.
Smith u¶miechn±³ siê równie szeroko co Norris.
– Z wielk± chêci±, Peter.
Sobota, 29.08
Kiedy Harry i Ginny wrócili ze spaceru pó¼nym popo³udniem, Stworek mia³ dla nich nowinê. W czasie ich obecno¶ci szuka³ go Smith i kaza³ siê zawiadomiæ przez Sieæ Fiuu, jak tylko wróci.
Zdumiony Harry poprawi³ okulary i podszed³ do kominka. Sypn±³ troszkê proszku i wymówi³ adres Smitha.
– Teddy, to ja, Harry... Ju¿ jestem – powiedzia³ na widok sylwetki Aurora.
– ¦wietnie! Mam wa¿n± sprawê, mogê na chwilê przyj¶æ? – spyta³ tamten.
– Jasne, Teddy!
Harry cofn±³ siê i zrobi³ miejsce dla Smitha. Kiedy ten wyszed³ z zielonych p³omieni...
– Merlinie! Teddy, co ci siê sta³o?! – zawo³a³ ch³opak na widok czerwonych prêg na jego twarzy i szyi.
Ten lekcewa¿±co machn±³ rêk±.
– To drobiazg. Musia³em upolowaæ takiego jednego ca³kiem niedawno. Nie bardzo mogê mówiæ kto, sam rozumiesz – odpowiedzia³ i u¶miechn±³ siê na widok wchodz±cej do kuchni Ginny. – Panna Wesley? Niezmiernie mi mi³o – sk³oni³ siê wytwornie.
Dziewczynê a¿ zatka³o na widok jego pokiereszowanej twarzy. Zbli¿y³a siê niepewnie i skinê³a g³ow±.
– Mi równie¿...
Harry wskaza³ miejsce Smithowi przy stole.
– Siadaj, Teddy. Oczywi¶cie, ¿e rozumiem, jasne! Ale powiedz, uda³o ci siê? I to on ciê tak... potraktowa³?
Smith usiad³ wygodnie i odezwa³ siê z udawan± nonszalancj±.
– On, on. Ale ¿eby¶ widzia³ w jakim ON skoñczy³ stanie...
– Mogê siê domy¶laæ! Za³atwi³e¶ go! – ucieszy³ siê Harry.
– Musia³em w którym¶ momencie udaæ, ¿e s³abnê. Rozumiesz, padasz i nieruchomiejesz. Facet nabiera pewno¶ci siebie i siê rozlu¼nia... i wtedy masz wspania³± okazjê, ¿eby r±bn±æ go jakim¶ ³atwym zaklêciem.
Ginny s³ucha³a tego z lekkim przera¿eniem. Owszem, widzia³a, jak wygl±da³ Moody, ale ... mia³a nadziejê, ¿e Harry tak nie bêdzie wygl±da³.
Smith wyci±gn±³ z kieszeni kawa³ek pó³prze¼roczystego, ¿ó³tawego szkie³ka i poda³ Harry'emu, trzymaj±c za sam brzeg.
– Chcia³bym, ¿eby¶ to obejrza³. Z ka¿dej strony. Czy to co¶ ci mówi?
Harry w skupieniu ogl±da³ szkie³ko. Z obu stron wygl±da³o tak samo. Przejecha³ palcem po krawêdzi i nacisn±³ po ¶rodku. Pow±cha³, ale na nic. W koñcu pokrêci³ g³ow±.
– Nic. Przykro mi, Teddy – odda³ mu szkie³ko.
Smith poda³ Ginny inne, ró¿owe i poprosi³ o dok³adne przyjrzenie siê. Ginny zrobi³a to samo, co jej ch³opak, ale nie posunê³a siê do w±chania.
– Nic mi to nie mówi – odpar³a.
Smith owin±³ ka¿de z nich w cienk± tkaninê i schowa³ najdelikatniej jak móg³ do kieszeni.
– Szkoda. Prowadzê strasznie pilne dochodzenie i my¶la³em, ¿e to poznacie... Ale z drugiej strony wcale siê nie dziwiê – powiedzia³ spokojnie.
– Pracuje pan w soboty? – spyta³a z zainteresowaniem Ginny.
– Tylko czasami, Ginewro. Wszystko zale¿y od wagi sprawy.
Harry spojrza³ z uwielbieniem na – mia³ g³êbok± nadziejê – swojego przysz³ego szefa.
– Jeste¶ niesamowity, Teddy.
Chwilê porozmawiali i Smith wróci³ do siebie. Prze³o¿y³ szkie³ka do dwóch ró¿nych woreczków i opisa³. „HP" i „GW". Nigel nie musi znaæ wszystkich personaliów. Czas by³o zabraæ siê za Snape'a.
Niedziela, 30.08
Na wszelki wypadek Hermiona przyjecha³a do rodziców metrem i dopiero z ich domu wys³a³a wiadomo¶æ Severusowi, ¿eby ¶wisn±³ prosto do salonu.
Helen mia³a do¶æ p³aczliw± minê i wygl±da³a na kogo¶ rozrywanego sprzeczno¶ciami. Ci±gle miota³a siê w stronê kuchni czy ³azienki, zagl±da³a kolejny raz do ich sypialni pod pozorem sprawdzenia, czy nic nie zapomnia³a, po czym bez ma³a zbiega³a na dó³, do salonu, gdzie siedzia³a Hermiona. Siada³a obok niej, obejmowa³a mocno i u¶miecha³a siê nieporadnie.
– Helen, mamy wszystko, co trzeba – powiedzia³ w koñcu Perry uspokajaj±cym tonem. – Je¶li zabraknie nam czego¶, zawsze bêdziemy mogli sobie to kupiæ. Poza tym mamy jeszcze wieczór i ca³± noc na dopakowanie siê.
– No i poza tym, mamu¶, nie wyje¿d¿acie na zawsze. Macie kontrakt na rok, jestem pewna, ¿e za rok bêdziecie mogli spokojnie tu wróciæ – dorzuci³a Hermiona trochê za³amuj±cym siê g³osem.
– Wiem, kochani... tak tylko co¶ mi ci±gle siê przypomina...
W tym momencie rozleg³ siê jaki¶ szelest i pañstwo Granger podskoczyli na fotelach i wszyscy spojrzeli w k±t przy telewizorze, w którym pojawi³ siê Severus.
– Ach, to pan! – westchnê³a Helen i przytuli³a mocniej Hermionê. Widok tego mê¿czyzny w jaki¶ sposób przyspieszy³ w jej g³owie rozstanie z córk±.
Po jej twarzy przemkn±³ cieñ u¶miechu, gdy Severus uca³owa³ jej d³oñ, ale znik³ jeszcze szybciej ni¿ siê pojawi³.
– Co siê z wami stanie? – wyrzuci³a z siebie natychmiast, bo to gnêbi³o j± najbardziej.
Hermiona otworzy³a usta i spojrza³a na Severusa, który usiad³ w fotelu obok.
– Przede wszystkim proszê siê tym nie martwiæ – powiedzia³ powa¿nie, wpatruj±c siê spokojnie w oczy Helen. – Zamartwianie w niczym nie pomo¿e. My bêdziemy staraæ siê jako¶ rozwi±zaæ sprawê... nad któr± pracujemy.
– Ale ile czasu wam to zajmie?
– Nie umiem tego pani powiedzieæ. To mo¿e byæ miesi±c, jak i rok. I nie zamierzam k³amaæ, ¿eby was uspokoiæ.
Perry splót³ mocno rêce. Taka odpowied¼ mu siê podoba³a. Co nie znaczy, ¿e podoba³o mu siê, ¿e przez tyle czasu Hermiona mo¿e byæ w niebezpieczeñstwie.
– Rozumiem. Ale proszê, niech pan nam obieca jedno – wykrzywi³ usta w próbie u¶miechu.
– Tak...?
– ¯e bêdzie j± pan chroni³.
– ¯e nic siê jej nie stanie! – dorzuci³a b³agalnie Helen.
Severus skin±³ powoli g³ow±.
– Zrobiê wszystko, co tylko mogê, ¿eby ochroniæ pañstwa córkê. Mo¿ecie mi wierzyæ.
Helen wymamrota³a „dziêkujê" i rozp³aka³a siê, przytulaj±c do Hermiony, za¶ Perry siêgn±³ po rêkê Severusa i trochê nieporadnie j± u¶cisn±³.
– Wierzymy panu. I je¶li jest co¶, co mo¿emy zrobiæ...
Hermiona odsunê³a g³owê z ramienia matki i spojrza³a na ojca, ale przez ³zy nie bardzo go widzia³a. Otar³a oczy rêkawem i pokrêci³a g³ow±.
– Tato, nic nie mo¿ecie zrobiæ...
Na widok jej ³ez Severusowi ¶cisnê³o siê serce. Bola³ go jej ból. Merlinie, jak straszne musia³o byæ dla niej wyrzucenie jej z ich pamiêci i odej¶cie od nich... Zdobycie siê na to, ¿eby osierociæ siê w imiê jej mi³o¶ci do nich.
Z trudem prze³kn±³ gulê w gardle.
– Z tego wszystkiego wasza rola jest najtrudniejsza. Mo¿ecie tylko czekaæ i mieæ nadziejê.
– Czy mo¿emy... mo¿emy mieæ z wami jaki¶ kontakt? – spyta³a Helen z jak±¶ rozpaczliw± nadziej± w g³osie.
– Nie. Tylko w ten sposób mo¿ecie nam pomóc – zaprzeczy³a Hermiona i przygarnê³a matkê, gdy od t³umionego p³aczu zatrzês³y siê jej ramiona.
– Damy wam znaæ, jak tylko wszystko siê skoñczy – zapewni³ ich Severus.
Czas by³o siê po¿egnaæ. D³u¿sze siedzenie tu nie czyni³o tego ³atwiejszym i choæ pomys³, ¿e mog± skra¶æ losowi jeszcze kilka cennych minut bycia razem móg³ byæ poci±gaj±cy, by³ tylko u³ud±. Minuty mija³y, a oni ca³y czas mieli przed sob± ostatnie u¶ciski i uca³owania. Tu, gdzie byli, nie by³o ju¿ miejsca na jakiekolwiek rozmowy, na ¿arty czy pocieszanie, zosta³o ju¿ tylko cierpienie.
Helen wyprostowa³a siê i otar³a oczy rêkawem, nie puszczaj±c rêki Hermiony.
– Ju¿ chyba... teraz rozumiem... co mia³ pan na my¶li – wykrztusi³a rw±cym siê g³osem. – Jak poprzednio wys³a³a¶ nas... do Australii...
– Mamu¶..?
– Wtedy mieli¶my szczê¶cie. Bo to nie bola³o. Po prostu... ¿yli¶my szczê¶liwie... Nie¶wiadomi, ¿e to ty cier...
Reszta zginê³a w cichym szlochu, do którego przy³±czy³a siê Hermiona. Perry ukry³ twarz w d³oniach i nie zobaczy³, jak Severus u¶cisn±³ ramiê dziewczyny. W koñcu wsta³ mrugaj±c oczami.
– Kochanie, na ciebie ju¿ chyba czas. My z mam± jeszcze mamy trochê rzeczy do zrobienia...
Obie kobiety spojrza³y na niego niechêtnie, ale Severus równie¿ siê podniós³.
– Ma pan zupe³n± racjê. Hermiono...
Helen przytuli³a j± kurczowo do siebie.
– Kocham ciê...
Hermiona przytuli³a siê do niej równie rozpaczliwie. Poczu³a siê nagle, jakby ¶wiat siê mia³ skoñczyæ.
– Ja ciebie te¿ kocham, mamu¶... bardzo!
Helen jeszcze chwilê trzyma³a j± kurczowo w objêciach, ale w koñcu pu¶ci³a j± i obie wsta³y.
– Mamu¶... tato... – westchnê³a ciê¿ko Hermiona. – Do zobaczenia. Za jaki¶ czas...
Objê³a mocno matkê i niemal wydar³a siê z jej u¶cisku, by przytuliæ siê do ojca.
– Dziêkujemy, kochanie. Za wszystko, co dla nas robisz – poklepa³ j± Perry po plecach. – B±d¼ zdrowa. I uwa¿aj na siebie.
– Wszystko bêdzie dobrze, tato – chlipnê³a Hermiona.
– Oczywi¶cie, z³otko. B±d¼ dzielna.
Pu¶ci³ j± ocieraj±c ³zy, wiêc dziewczyna cofnê³a siê, robi±c miejsce Severusowi. Helen z³apa³a go mocno za rêce.
– B³agam, niech pan na ni± uwa¿a! Niech siê pan ni± zaopiekuje... jak nas nie bêdzie!
Severus oswobodzi³ rêce i w odpowiedzi u¶cisn±³ jej d³onie.
– Proszê mi zaufaæ. Przyrzekam. Zrobiê absolutnie wszystko.
Helen kiwnê³a g³ow± i osunê³a siê na kanapê. Perry u¶cisn±³ mocno rêkê Severusa i poklepa³ go nieporadnie po ramieniu.
– Dziêkujê. Naprawdê.
Hermiona rzuci³a krótkie spojrzenie w kierunku drzwi wyj¶ciowych, ale Severus pokrêci³ g³ow±.
– Nie bêdziesz w takim stanie snuæ siê po Londynie. ¦wi¶niemy do twojego mieszkania.
Siêgn±³ po ¶wistoklik, uj±³ j± za rêkê i spojrza³ w oczy.
– Gotowa?
Helen i Perry zamarli, jakby przeczuwaj±c, co siê za chwilê stanie. Hermiona spojrza³a na matkê, potem na ojca i skinê³a g³ow±. Gdy Severus stukn±³ lekko w ¶wistoklik, wróci³a jeszcze na t± ostatni± sekundê ku oczom matki i w tym momencie poczu³a poci±gniêcie za pêpek i znikli.
Helen osunê³a siê na kanapê i ukry³a twarz w narzucie.
– Nie chcê, ¿eby jej siê co¶ sta³o...
Perry usiad³ ko³o niej i przyci±gn±³ j± do siebie.
– Nic siê jej nie stanie. Nie martw siê. Severus siê ni± zaopiekuje.