– Hermiona Jean Granger...?
– To ja. (...)
– Poproszê pani ró¿d¿kê... – mê¿czyzna wyci±gn±³ do niej lew± rêkê.
Adalberg patrzy³ na niego k±tem oka udaj±c, ¿e patrzy gdzie¶ w dal, przed siebie. On tu sobie wy¶cigi urz±dza, czy jak? Kiedy Smith znikn±³, Adalberg znikn±³ z obrazu, by powiadomiæ o tym Dumbledora.
Norris nala³ sobie spor± dozê Ognistej i wychyli³ wszystko za jednym zamachem. Nala³ kolejn± i wypi³ tylko po³owê.
Jak oni to zrobili? Przecie¿ wyra¼nie widzia³, ¿e Granger nie aportuje siê ani do Hogwartu, ani w inne dziwne miejsca... Nie u¿ywa Sieci Fiuu... ani sów... No ale Snape z pewno¶ci± zakaza³ jej tego robiæ. Przecie¿ on musi wiedzieæ, ¿e wszystkie po³±czenia mo¿na nadzorowaæ! Wiêc z pewno¶ci± spotykali siê inaczej. Pewnie u mugoli! No jasne, nie tylko on wymy¶li³, ¿e u mugoli jest bezpieczniej! I od czasu do czasu ¶miga³a sobie do Hogwartu...
Jak ona mog³a siê wszystkiego dowiedzieæ? Czy¿by faktycznie wszystko zaczê³o siê tamtego wieczora, kiedy rozmawia³ z Tylerem? Móg³ teraz sobie pluæ w brodê, ¿e rozmawiali tak nieostro¿nie! A mo¿e zaczê³o siê ju¿ wcze¶niej? I mo¿e dlatego mia³a ze sob± niewidkê i w ten sposób Tyler nie zobaczy³ jej w jej biurze?
Czy¿by Tyler robi³ notatki? Ale nie, to musi byæ co¶ innego...
Teraz ju¿ wyra¼nie widzia³, ¿e czarny w³os zosta³ pod³o¿ony specjalnie. Nie wierzy³, ¿eby w tej sytuacji tak przez przypadek Snape mia³ na sobie w³osy jakiej¶ czarnow³osej baby. Szczególnie, ¿e pieprzy³ siê z Granger.
Ale przecie¿ Tyler o tym nic nie wiedzia³... wiêc tak, to musia³o byæ co¶ innego... Nie wiedzia³ jeszcze co, ale z pewno¶ci± to odkryje...
Nikt z nich nie móg³ ich zdradziæ. Inaczej by³by ju¿ martwy. Z wyj±tkiem Davida, ale w Davida wierzy³ jak w samego siebie.
No dobra, co z tym zrobiæ? Z³api± Granger i pos³u¿± siê ni±, ¿eby dopa¶æ Snape'a.
Norris wypi³ resztkê whisky i nala³ sobie jeszcze jedn± szklaneczkê.
To za ma³o. Mia³ ochotê wykorzystaæ Granger jako¶ bardziej. Lepiej. Dopa¶æ tylko Snape'a to by³o za ma³o.
Zacz±³ siê zastanawiaæ, co jeszcze mo¿na by³oby z ni± zrobiæ...
Po dziesiêciu minutach Smith wszed³ bez pukania i zatrzasn±³ drzwi.
– Siedzi tam. Wiêc jak, porywamy j±?
Norris podniós³ siê wolno z fotela.
– Nie. Jeszcze nie. Daj mi dzieñ czy dwa. Mam ¶wietny pomys³.
Smith usiad³ znów i zacz±³ s³uchaæ wyja¶nieñ.
W koñcu kiwn±³ g³ow± i wyszed³ spiesznym krokiem. Mia³ zadanie do wykonania. Teraz wiedzia³, ¿e to z pewno¶ci± ona pod³o¿y³a mu w³os czarnow³osego babsztyla, albo wziê³a udzia³ w podk³adaniu. Och, teraz siê na niej odegra!
Adalberg patrzy³ siê przed siebie, kiedy szef Biura Aurorów mija³ go spiesznym krokiem z wyj±tkowo wrednym u¶miechem, przez co jego poznaczona bliznami twarz wygl±da³a wyj±tkowo przera¿aj±co. Po chwili jeszcze raz uda³ siê do Dumbledora. Albus, po krótkiej rozmowie, powróci³ na swój portret z Hogwarcie.
– Severusie, mam nowiny z Ministerstwa – powiedzia³ bez wstêpu.
Severus rozmawia³ w³a¶nie z Minerw±, ale s³ysz±c napiêcie w g³osie Dumbledora urwa³ natychmiast i oboje podeszli do niego.
– S±dz±c po twojej minie, nic dobrego? – wyrazi³ przypuszczenie.
Albus pokiwa³ g³ow± i przekaza³ relacjê Adalberga. Kiedy skoñczy³, na moment zapad³a cisza.
– Mówi³e¶, ¿e kaza³e¶ Francuzom sprawdziæ, co siê dzieje – odezwa³ siê w koñcu Dumbledore. – Wiesz ju¿ co¶?
– Co Francuzi mog± sprawdziæ STAMT¡D? – zdziwi³a siê Minerwa.
– Nie stamt±d – odpar³ Severus. – Maj± na terenie Anglii kogo¶, kto zbiera dla nich informacje. Nazywa siê Ricky. Oficjalnie jest Mugolem, wiêc czarodzieje nie zwracaj± na niego uwagi. Kiedy siê ostatnio spotkali¶my, kaza³em mu pokrêciæ siê dooko³a Hermiony i mnie i sprawdziæ, czy nie dzieje siê nic podejrzanego.
– No i?
– Póki co, nic.
Minerwa zasznurowa³a usta i potrz±snê³a g³ow±.
– Nie dobrze. Wygl±da na to, ¿e cokolwiek Norris i Smith robi± razem, co¶ im siê dzi¶ uda³o...
– Severusie, spotkaj siê dzi¶ z tym Francuzem i dowiedz siê, co widzia³. Skoro krêci³ siê ko³o Hogwartu i ko³o Ministerstwa, MUSIA£ co¶ zobaczyæ – rzek³ w koñcu z naciskiem Dumbledore.
Czwartek, 10.09
Kiedy tylko Hermiona przysz³a do pracy, Rockman kaza³ jej przyj¶æ, ¿eby omówiæ dostawy eliksirów na rozpoczêcie roku szkolnego. Potem oznajmi³ jej, ¿e skoro jej projekt siê skoñczy³, bêdzie mog³a pomóc Aylin czekaj±c na pojawienie siê kolejnego. Hermiona, trochê zawiedziona, potaknê³a i przesz³a do sekretariatu, do wielce zadowolonej blondynki.
Ko³o dziesi±tej, kiedy wyja¶nia³a jej ró¿nicê miêdzy stanem p³ynnym i pó³p³ynnym eliksirów, otworzy³y siê drzwi i stan±³ w nich m³ody mê¿czyzna. Pokaza³ odznakê Aurora i spojrza³ na obie kobiety.
– Hermiona Jean Granger...?
– To ja. Mogê w czym¶ pomóc? – powiedzia³a Hermiona, zdumiona jego oficjalnym tonem.
– Poproszê pani ró¿d¿kê... – mê¿czyzna wyci±gn±³ do niej lew± rêkê.
????!!!!
– S³ucham...?!
– Pani ró¿d¿ka. I bêdzie pani ³askawa pozwoliæ ze mn± – powiedzia³ zdecydowanym g³osem.
Hermionie w jednej sekundzie serce zaczê³o g³ucho waliæ w piersi.
– Czy... co¶ siê sta³o...? – spyta³a s³abym g³osem.
– Proszê, bez zbêdnych pytañ.
Merlinie... Co to ma byæ?! Czy to JU¯?
Hermiona wsta³a, choæ mia³a wra¿enie, ¿e uginaj± siê pod ni± nogi. Bo¿e, co ja mam zrobiæ...?!
Nie mia³a wyboru. Dr¿±c± rêk± poda³a mu swoj± ró¿d¿kê, na ca³e szczê¶cie swoj± star±, a nie francusk±. Francuska by³a schowana w ukrytej skrytce w szwie jej szaty. Staraj±c siê ukryæ przera¿enie spojrza³a zagubionym wzrokiem na Aylin.
– Powiedz... panu Rockmanowi... powwwwiedz mu, ¿e... skoñczê jak wrócê...
Blondynka popatrzy³a na ni± beznamiêtnym wzrokiem.
– Oczywi¶cie, ¿e mu powiem.
Hermiona otar³a nagle mokre od potu, zimne d³onie o szatê i ruszy³a za Aurorem. Mê¿czyzna nie pozwoli³ jej ani i¶æ za nim, ani z boku, ale przodem. Czu³a, dos³ownie czu³a na plecach jego baczne spojrzenie.
Bo¿e, co siê dzieje?! Domy¶lili siê? Znale¼li co¶? Ale co? Zdecydowali siê to skoñczyæ?!
Podeszli do holu z windami. Nie by³o ¿adnej.
Hermiona d³awi±c siê potoczy³a dooko³a przera¿onym spojrzeniem. Póki nie by³a jeszcze na Poziomie Drugim, by³a wolna. Póki jeszcze jej nie aresztowali, by³a wolna. Ale to nie bêdzie d³ugo trwa³o...
Uciec? Ale mo¿e to co¶... niewinnego? Jak uciekniesz, to ju¿ na zawsze...
Przyjecha³a winda i Auror gestem kaza³ jej wej¶æ przed nim. Kiedy krata zasunê³a siê za nimi ze zgrzytem i winda ruszy³a, zrozumia³a, ¿e w³a¶nie tak skoñczy³a siê jej wolno¶æ. Musia³a oprzeæ siê o ¶cianê. To ju¿ koniec, st±d ju¿ nie wyjdziesz...
Mia³a wra¿enie, ¿e Auror siê jej przygl±da, wiêc stara³a siê zachowaæ spokojny wyraz twarzy, ale czu³a, ¿e udaje siê jej zaledwie nie okazywaæ paniki. Po chwili winda zatrzyma³a siê na Poziomie Drugim i krata rozsunê³a siê. Ukaza³ siê jej znajomy korytarz, ale po paru krokach Auror skrêci³ w lewo.
– Têdy proszê – powiedzia³, pokazuj±c jej nieznane drzwi.
Hermiona chwilê szarpa³a siê z drzwiami nie wiedz±c, w któr± stronê je otworzyæ, ale w koñcu poci±gnê³a mocniej i drzwi ust±pi³y. Za nimi by³ ponury, ciemny korytarz prowadz±cy do... No tak, do Sal Przes³uchañ. Nic dziwnego, ¿e jeszcze tu nie by³a.
Auror wpu¶ci³ j± do jakiego¶ pomieszczenia, w którym sta³ do¶æ d³ugi i szeroki stó³ zastawiony krzes³ami po obu stronach. Szara posadzka, ciemne ¶ciany i niski sufit tylko pog³êbia³y przyt³aczaj±ce wra¿enie.
– Proszê usi±¶æ. Zaraz kto¶ do pani przyjdzie – powiedzia³ i wyszed³.
Hermiona us³ysza³a stukot zaklêcia blokuj±cego drzwi i na nowo uzmys³owi³a sobie, ¿e j± maj±. By³a zdana na ich ³askê i nie³askê. Oczywi¶cie mia³a jeszcze drug± ró¿d¿kê, ale... nie mia³a nawet gwarancji, ¿e uda³oby siê jej st±d wyj¶æ i uciec. Za pó¼no. Przegapi³a¶ ostatni± szansê przed wej¶ciem do windy.
Osunê³a siê na krzes³o poprawiaj±c spódnicê dr¿±cymi d³oñmi, ¿eby siê czym¶ zaj±æ. Nagle zrozumia³a, jak uspokajaj±ce by³o bawienie siê ró¿d¿k±... Bez niej czu³a siê... pusta. Naga. Zupe³nie bezbronna.
Zanim zd±¿y³a pomy¶leæ cokolwiek innego, drzwi otworzy³y siê i wszed³ Smith.
Na jego widok zala³a j± kolejna fala paniki. Gdy podszed³ do niej z dziwnym u¶mieszkiem na bladej, poprzecinanej czerwonymi prêgami twarzy i igraj±cym w szarych, tak jasnych, ¿e niemal bezbarwnych oczach zesztywnia³a.
– Panna Granger... s³ynna panna Granger – zacmoka³ ustami i stan±³ zaraz za ni±. Wszystkie w³oski zje¿y³y siê jej na karku. – Niezmiernie mi mi³o.
My¶l! Gdyby¶ by³a niewinna, co by¶ zrobi³a?! Odpowiedzia³a mu?! By³a z³a?! Pyta³a, co siê dzieje?!
– Czy wreszcie... – odchrz±knê³a lekko – kto¶ powie mi, co siê dzieje?
– Och, z pewno¶ci±. Ale tym zajmie siê jeden z moich Aurorów. Który za chwilkê tu przyjdzie. Ja natomiast zmuszony jestem sprawdziæ, czy nie ma pani przy sobie ¿adnych... – u¶miechn±³ siê szeroko – ostrych narzêdzi, którymi mog³aby pani zraniæ kogo¶ z mojego personelu.
Hermiona obróci³a siê gwa³townie na krze¶le i spojrza³a w górê, w jego stronê.
– Przecie¿ zabrano mi ró¿d¿kê...!
– Nie tylko ró¿d¿k± mo¿na zrobiæ komu¶ krzywdê... czy¿ nie, panno Granger? – wskaza³ palcem swoj± pooran± twarz.
Bo¿e, on wie! On wie o wszystkim! O mój Bo¿e...
– Ale...
– Bêdê zmuszony poprosiæ pani± o powstanie... i staniêcie w rozkroku, z rêkoma na g³owie – powiedzia³, przeci±gaj±c powoli s³owa.
?! Bo¿e, tylko nie to!
– Ale... – Hermiona wsta³a, ale wcale nie dlatego, ¿e go pos³ucha³a. Zerwa³a siê z czystego obrzydzenia do tego cz³owieka. I odsunê³a siê do ty³u, a¿ opar³a siê po¶ladkami o stó³. Wstrêt na sekundê wypar³ przera¿enie.
– Nie ma ¿adnego „ale", panno Granger. Takie s± przepisy. Radzê pani poddaæ mi siê grzecznie, ¿ebym nie musia³ posuwaæ siê do u¿ywania si³y. Proszê podej¶æ do mnie – sam cofn±³ siê parê kroków i machn±³ zachêcaj±co rêk± w jej stronê.
Dziewczyna da³a tylko jeden krok w jego kierunku, wiêc nagle z³apa³ j± za ramiê i szarpn±³ do przodu, tak gwa³townie, ¿e prawie upad³a.
– Kiedy mówiê „podej¶æ do mnie", to dok³adnie to ma oznaczaæ – warkn±³, kolejnym brutalnym szarpniêciem stawiaj±c j± do pionu.
Dziewczyna krzyknê³a g³o¶no z bólu.
– Nastêpnym razem proszê mnie lepiej s³uchaæ – powiedzia³ na nowo spokojnym g³osem. – Nie ma siê co baæ, kochanie. Teraz rêce na g³owê, nogi na boki.
Hermiona w panice wolno unios³a rêce i po³o¿y³a je na g³owie.
– Nie chcia³bym musieæ powtarzaæ – wyszepta³ jej do ucha, staj±c z ty³u.
£api±c z trudem powietrze Hermiona rozsunê³a odrobinê nogi i, poniewa¿ wyra¼nie czeka³, jeszcze trochê.
– Grzeczna dziewczynka.
Poczu³a jego gor±cy oddech na szyi i a¿ podskoczy³a, kiedy poczu³a na sobie jego d³onie. Splot³a palce przyciskaj±c je do g³owy i opanowuj±c chêæ odepchniêcia go.
Próbowa³a my¶leæ o czym¶ innym, obojêtnie o czym, byle zaj±æ czym¶ my¶li, ale nie umia³a. Obrzydzenie i przera¿enie szala³y w niej, gdy przysun±³ siê do niej i jego rêce zjecha³y na jej piersi. Odruchowo wci±gnê³a brzuch, gdy zsunê³y siê ni¿ej, ale gdy cofnê³a siê, opar³a siê o niego, wiêc natychmiast odskoczy³a ze st³umionym jêkiem. Smith uklêkn±³ za ni±, uj±³ jej kostki, wsun±³ d³onie pod spódnicê, przesun±³ po ³ydkach i kolanach na wnêtrze ud i potar³ palcami po jej kroczu.
Bo¿e, on chyba nie zamierza mnie...
– Wygl±da na to, ¿e nie ma pani przy sobie ¿adnych... niepo¿±danych, nielegalnych przedmiotów – powiedzia³ wstaj±c.
Francuska ró¿d¿ka i funt!
I nagle poczu³a ostry ból w szyi i zapad³a ciemno¶æ.
Smith wsta³ wolno, po czym nagle zamachn±³ siê i uderzy³ j± mocno kantem d³oni u podstawy szyi. I odskoczy³ na bok, gdy dziewczyna upad³a na ziemiê. Polecia³a do ty³u, uderzaj±c g³ow± w krzes³o. Zaniepokojony poruszy³ jej g³ow± na boki i sprawdzi³ puls na szyi – na szczê¶cie nie skrêci³a sobie karku. To by³oby zdecydowanie przedwczesne.
Sypn±³ trochê proszku Fiuu do kominka i mrukn±³ „Gabinet Petera Norrisa"
– Peter, chod¼, mamy j± – powiedzia³, wk³adaj±c g³owê w zielone p³omienie.
– Ju¿ idê!
Norris wszed³ przez kominek w towarzystwie starszego mê¿czyzny o d³ugiej, bia³ej brodzie, bia³ych w³osach i b³êkitnych oczach. I szerokim, bardzo dobrotliwym u¶miechu na twarzy.
– Co¶ ty z ni± zrobi³? – spyta³ Norris na widok nieruchomego cia³a na ziemi.
Smith wyszczerzy³ zêby, przez co wygl±da³ jeszcze bardziej koszmarnie ni¿ przed chwil±.
– Nic. Tylko sprawdzi³em, czy nie ma nic, co mog³oby nam zagra¿aæ – powiedzia³ niewinnie.
Norris rozejrza³ siê po pomieszczeniu.
– Horacjusz, chcesz to zrobiæ tu czy, gdzie indziej? Mo¿e przenie¶my j± na jaki¶ stó³? – spyta³ bia³ow³osego czarodzieja.
– Gdziekolwiek, ale nie tu – odpar³ tamten.
Norris i Smith wylewitowali bezw³adne cia³o dziewczyny do s±siedniego pomieszczenia i po³o¿yli na stole. Norris strzepn±³ rêkaw i podszed³ do drzwi.
– Bêdê czekaæ w gabinecie.
Smith skin±³ g³ow± i machniêciami ró¿d¿ki zacz±³ zdzieraæ z dziewczyny ubranie.
Severus sta³ w korytarzu ko³o pracowni zaklêæ koñcz±c rozmowê z Roland±, Minerw± i Hagridem, kiedy nagle poczu³, jak nagle zaczê³o mu waliæ serce w piesi. Po chwili zaczê³y trz±¶æ mu siê d³onie. Spojrza³ na nie zdumiony i b³yskawicznie za³o¿y³ rêce na piersi usi³uj±c to powstrzymaæ.
– Bêdziesz musia³ im wyja¶niæ, Hagridzie, ¿e drewna na r±czki i witki do miot³y szuka siê gdzie indziej. Ostatnio przynie¶li mi pe³no Nie¶mia³ków – powiedzia³a Rolanda do olbrzymiego mê¿czyzny.
Severus z³apa³ cia¶niej po³y swojej szaty.
– Najlepiej bêdzie, jak omówisz z nimi Nie¶mia³ki – poradzi³a Minerwa.
Hagrid pog³aska³ siê po d³ugiej czarnej brodzie, a Severus potoczy³ b³êdnym wzrokiem dooko³a i podpar³ siê ciê¿ko o ¶cianê.
– Tak se my¶le, ¿eby zrobiæ to na pirszej lekcji, pani psor.
Jego serce galopowa³o jak oszala³e i ogarnê³o go nagle zimno.
– Muszê ju¿ i¶æ – powiedzia³ s³abym g³osem i jak najszybciej obróci³ siê, zachwia³ lekko i ruszy³ pêdem do swojego gabinetu.
Nie rozumia³, co siê dzieje. To przytrafi³o mu siê pierwszy raz w ¿yciu. Ogarnê³a go panika, której w ¿aden sposób nie móg³ powstrzymaæ, choæ przecie¿ siê stara³. Nie pomog³o g³êbokie oddychanie, zaciskanie piê¶ci czy te¿ próby rozlu¼nienia ich. Jednocze¶nie czu³, jakby sta³ gdzie¶ obok i obserwowa³ w³asne cia³o reaguj±ce w ten dziwny sposób i stara³ siê zrozumieæ, co siê dzieje.
Wpad³ do ¶rodka i dysz±c chrapliwie opar³ siê na chwilê o drzwi, a potem podszed³ do fotela i osun±³ siê nañ. Po chwili rozleg³o siê gwa³townie pukanie. Nie odpowiedzia³, tylko... poczu³, jak ³apie siê za usta wbijaj±c wzrok w biurko przed sob±.
– Severusie? – drzwi otworzy³y siê i wesz³a Minerwa. – Wszystko w porz±dku?
Podniós³ na ni± pe³ne przera¿enia spojrzenie i choæ kiwn±³ g³ow±, jego wygl±d powiedzia³ jej wszystko. Podesz³a szybko do niego i spojrza³a z bliska.
– ¬le siê czujesz? Zawo³aæ Poppy...?
Potrz±sn±³ g³ow± jednocze¶nie zaczynaj±c siê na siebie z³o¶ciæ. Co, do cholery, siê dzieje?!
– Nie wiem... nic... – powiedzia³, zmuszaj±c siê do popatrzenia na ni±. – Nie wiem...
Starsza czarownica zaniepokojona dotknê³a jego czo³a, a nastêpnie ujê³a jego dr¿±ce rêce. Da³ siê jej dotkn±æ, co ju¿ i tak by³o dziwne. Mia³ lodowate, spocone d³onie.
– Merlinie, Severusie! Co¶ ciê boli? Co siê dzieje?!
Severus stara³ siê opanowaæ, ale nadal ca³y siê trz±s³. Po chwili pod wp³ywem impulsu skrzywi³ siê i z³apa³ siê na nowo za g³owê. Rozbola³y go zaci¶niête z ca³ej si³y miê¶nie i ten drugi Severus w nim zorientowa³ siê, ¿e jest ca³y tak spiêty, ¿e a¿ dr¿y.
Z portretu dobieg³ go g³os Albusa, ale mia³ równocze¶nie wra¿enie, ¿e go nie s³yszy. Ogarnê³a go chêæ ucieczki st±d z krzykiem. Co¶ w nim protestowa³o tak gwa³townie, ¿e a¿ dar³o siê w jego wnêtrzu.
– Idê po Poppy! – Minerwa rzuci³a siê w kierunku kominka.
– Nie! – zawy³, ciesz±c siê, ¿e mo¿e wreszcie to wykrzyczeæ. – Minerwo, nie! – pokrêci³ g³ow±, wstrz±snê³y nim dreszcze i cofn±³ siê. – To... nie wiem... to nie ja!
Przesta³ widzieæ, kiedy do oczu nap³ynê³y mu ³zy. Z gard³a wyrwa³ mu siê jêk, którego sam nie zrozumia³ i... i po chwili wszystko nagle siê uspokoi³o. Ucich³o. Odp³ynê³o. Skoñczy³o siê.
Norris spacerowa³ nerwowo po gabinecie, na przemian splataj±c i pocieraj±c mocno rêce. Odtwarza³ w pamiêci plan, który opracowa³, ¿eby pos³uguj±c siê Granger pozbyæ siê wreszcie Snape'a. Wszystkie elementy uk³adanki musia³y wskoczyæ dok³adnie na swoje miejsca, ¿eby przy okazji nie pad³o na nich ¿adne podejrzenie.
Musia³ przewidzieæ wszystko; wszystkie okoliczno¶ci, wszystkie ewentualne potkniêcia, wszystkie luki...
Drzwi gwa³townie siê otworzy³y i do ¶rodka wszed³ Smith.
– No i jak?! – zawo³a³ Norris.
– Ju¿ po wszystkim. Nie ¿yje.
Norris pokiwa³ z aprobat± g³ow±. Nareszcie!
Jak mo¿na przerwaæ w takim momencie?