...\" W tym samym momencie Smith podniós³ siê zaklêciem prostuj±cym i odbijaj±c z trudem bursztynowy promieñ pora¿aj±cy ca³e cia³o wrzasn±³ g³o¶no „Avada Kedavra!\"
Sobota, 1.08
O ósmej wieczorem wszyscy siedzieli na fotelach w saloniku. Hermiona siedzia³a po prawej stronie Severusa, Minerwa na wprost nich. Ka¿de z nich milcza³o, pogr±¿one w swoich my¶lach.
W ci±gu ostatnich dwóch dni pad³o zbyt wiele s³ów i teraz po prostu potrzebowali ciszy. Byli ju¿ wyczerpani rozmowami i dyskusjami i jednocze¶nie wiedzieli, ¿e powoli zbli¿a siê najwa¿niejszy moment; chwila, któr± tak planowali. Starali siê wiêc znale¼æ odpoczynek w milczeniu.
Poniewa¿ Hermiona kategorycznie odmówi³a zostawienia Severusa samego, w koñcu dopracowali plan uwzglêdniaj±cy jej obecno¶æ, który zosta³ ju¿ omówiony wiele razy i przeanalizowany na wszystkie strony. Dumbledore da³ im wszystkie porady, jakie przysz³y mu do g³owy. Minerwa kilka razy próbowa³a ich przekonaæ, ¿e powinna pój¶æ z nimi, ale Severus naciska³, ¿eby zosta³a. Podejrzewa³, ¿e kto¶ w jaki¶ sposób bêdzie próbowa³ sprawdziæ, czy mu nie pomaga i, jak to powiedzia³, nie chcia³ potem musieæ martwiæ siê i o ni±. Albus mia³ podobne zdanie i w koñcu starsza czarownica siê podda³a. Domy¶la³a siê, ¿e po trosze Severus z Hermion± boj± siê, ¿e mo¿e ich spowalniaæ i byæ bardziej utrudnieniem ni¿ pomoc±.
Hermiona siedzia³a ze wzrokiem wbitym w pod³ogê przed sob±, rzucaj±c niekiedy krótkie spojrzenia na siedz±cego obok mê¿czyznê. Co jaki¶ czas te¿ spogl±da³a na zegar odmierzaj±cy powoli czas. Jednocze¶nie chcia³a, ¿eby dzisiejszy wieczór siê ju¿ skoñczy³ i ¿eby czas zatrzyma³ siê w miejscu.
Teraz mog³a byæ z nim, siedzieæ ko³o niego. A co bêdzie za kilka godzin? Czy te¿ bêdzie mog³a ko³o niego usi±¶æ? A mo¿e ju¿... go nie bêdzie? Albo jej?
Westchnê³a ciê¿ko, zaciskaj±c na chwilê rêce. Merlinie, tylko nie to. Niech mu siê nic nie stanie!
Zrozumia³a bardziej ni¿ kiedykolwiek, ¿e Severus stanowi ca³y jej ¶wiat. I ze zdumieniem stwierdzi³a, ¿e zale¿a³o jej bardziej na nim, ni¿ na sobie samej. Gdyby w tej chwili kto¶ da³ jej wybór, kto mia³by dzi¶ ocaleæ, bez wahania wybra³aby jego.
Nawet nie po¿egna³a siê z rodzicami.
Westchnê³a jeszcze raz.
Minerwa popatrzy³a na swoj± Gryfonkê i ju¿ otworzy³a usta, ¿eby jej powiedzieæ, ¿e mo¿e zostaæ w zamku, ale Severus potrz±sn±³ g³ow± patrz±c na ni± ostro, zupe³nie jakby czyta³ w jej my¶lach. Zamiast tego wyci±gn±³ rêkê i po³o¿y³ j± Hermionie na ramieniu.
Dziewczyna podnios³a wolno g³owê i utkwi³a wzrok w jego oczach. Zacisn±³ lekko palce. Hermiona zawaha³a siê, po czym siêgnê³a po jego rêkê, splot³a palce z jego palcami i unios³a je do czo³a. Severus przymkn±³ oczy staraj±c siê zapamiêtaæ ciep³o jej d³oni, dotyk jej skóry.
Przypomnia³ mu siê wieczór ponad rok temu. Bitwa o Hogwart. Wtedy nie ba³ siê niczego. W tej chwili panicznie ba³ siê, ¿e jutro nie bêdzie móg³ czuæ tego samego co teraz.
Minerwa patrza³a na dwójkê przed sob± i czu³a siê bardzo nieswojo. Wczoraj s±dzi³a, ¿e Severus nie zrozumia³ jej aluzji o tym, ¿e Hermiona bardzo go lubi. Teraz mia³a wra¿enie, ¿e mo¿e to ona nie zrozumia³a jego odpowiedzi. Wyra¼nie widaæ by³o, ¿e szukaj± blisko¶ci, wiêc zdecydowa³a siê j± im daæ. Wsta³a z cichym szelestem szaty. Gdy oboje podnie¶li g³owy i popatrzyli na ni±, u¶miechnê³a siê s³abo.
– Chyba... ju¿ pójdê – powiedzia³a. – Powodzenia. I dajcie mi znaæ, jak wrócicie, dobrze? Nie powinnam jeszcze spaæ.
Wyci±gnê³a rêce do Hermiony, która pu¶ci³a Severusa i podesz³a do swojej by³ej Opiekunki i przytuli³a siê.
– Do zobaczenia, Hermiono.
– Do zobaczenia, pani profesor – odpar³a dziewczyna.
Minerwa post±pi³a krok w stronê Severusa i poklepa³a go delikatnie po ramieniu.
– Powodzenia, Severusie.
Skin±³ g³ow±, patrz±c jak czarownica podchodzi do kominka i siêga po proszek Fiuu.
– Wkrótce siê znów zobaczymy, Minerwo. ¦wi¶niemy st±d o ósmej trzydzie¶ci, wiêc postaw proszê na nowo os³ony.
– Oczywi¶cie – u¶miechnê³a siê znów s³abo, wesz³a w zielone p³omienie i znik³a.
Severus siêgn±³ po rêkê Hermiony i siadaj±c na fotel poci±gn±³ j± na swoje kolana. Dziewczyna usiad³a bokiem i wtuli³a siê w niego.
– Co teraz? – spyta³a cicho.
– Nic. Jeszcze nie teraz – odpowiedzia³ równie cicho.
Jeszcze nie, powtórzy³a w my¶lach, ukry³a twarz na jego ramieniu i zamknê³a oczy.
Severus przygarn±³ j± do siebie i spogl±da³ na zegar. Wskazówki ¿y³y w³asnym ¿yciem, odmierzaj±c czas i nie troszcz±c siê zupe³nie o to, co dzia³o siê wokó³ nich. Schodzi³y powoli w dó³, potem zaczyna³y równie wolno wspinaæ siê na górê, a¿ dociera³y na szczyt i zamiera³y na sekundê, tak jak zamrzeæ mog³o czyje¶ ¿ycie... i rusza³y na nowo. Wiedzia³, ¿e bêd± kontynuowaæ ich wêdrówkê w tym samym rytmie za godzinê, za dwie... za trzy. Niezale¿nie co siê z nim i Hermion± stanie, one zawsze bêd± wêdrowaæ, w nieskoñczono¶æ.
Ka¿de tykniêcie odbija³o siê g³o¶nym echem w jego g³owie, choæ normalnie nigdy nie zwraca³ na to uwagi. Tak samo miarowo bi³y ich serca i nagle z ca³ej si³y pragn±³, ¿eby tak jak wskazówki zegara, nie zatrzyma³y siê, gdy dotr± na górê.
Ale z ka¿d± sekund± zostawa³o mu coraz mniej czasu, ¿eby czuæ ciep³e cia³o ko³o jego cia³a, ciep³y oddech na szyi i ramieniu... Stara³ siê jak zawsze smakowaæ chwilê obecn±, ale tym razem tego nie potrafi³. Widzia³, jak kurczy³a siê coraz bardziej, mala³a, jakby wymyka³a mu siê z zaci¶niêtych coraz mocniej d³oni...
O ósmej trzydzie¶ci westchn±³ g³êboko, odgarn±³ delikatnie w³osy dziewczyny i szepn±³ prosto do jej ucha.
– Ju¿ czas.
Hermiona drgnê³a gwa³townie i wyprostowa³a siê. Popatrzy³a na zegar.
– Ju¿ czas – zsunê³a siê z jego kolan i oboje poczuli pustkê i ch³ód.
Severus zdj±³ os³ony, przeniós³ ich w drugi wymiar i siêgn±³ po ¶wistoklik. Ale zanim go aktywowa³, zawaha³ siê i spojrza³ jej w oczy.
– Hermiono... Czemu?
Dziewczyna natychmiast odgad³a o co pyta.
– Bo ciê kocham.
O Merlinie...!
Zamkn±³ na chwilê oczy, ale szybko na powrót je otworzy³. Chcia³ na ni± patrzeæ mówi±c to.
– Ja ciebie te¿ kocham. Bardzo.
Pustka i ch³ód znik³y, ale nie mia³o to nic wspólnego z tym, ¿e przytulili siê mocno do siebie. Severus aktywowa³ ¶wistoklik, poczuli mocne szarpniêcie i znikli w wirze barw.
.
Niewielka pla¿a otoczona by³a z trzech stron lasem. Jezioro w tym miejscu wygl±da³o raczej jak w±ski kana³, który wdziera³ siê w g³±b l±du. Poniewa¿ s³oñce ju¿ dawno zasz³o, a las by³ bardzo gêsty, pla¿a pogr±¿ona by³a ju¿ w pó³mroku.
Hermiona i Severus pojawili siê dok³adnie na koñcu tego w±skiego kana³u. Stanêli trzymaj±c siê jeszcze za rêce i rozgl±daj±c na wszystkie strony. Dooko³a nie widaæ by³o nikogo i nic i panowa³a cisza. S³yszeli tylko szum drzew i ³agodny chlupot wody tu¿ ko³o ich stóp.
– Id¼ na prawo – powiedzia³ Severus, ¶cisn±³ jej d³oñ ostatni raz i pu¶ci³.
Hermiona ruszy³a szybkim krokiem wypatruj±c jakichkolwiek znaków ludzkiej obecno¶ci. Po paru minutach marszu odwróci³a siê i zobaczy³a, ¿e oddali³a siê za bardzo. Zaczê³a wiêc wracaæ i ju¿ po kilku krokach poczu³a, jak pier¶cionek zrobi³ siê ciep³y. Znak od Severusa! Ruszy³a biegiem w jego kierunku.
Zbli¿aj±c siê do miejsca, w którym wyl±dowali, po przeciwnej stronie zobaczy³a w zupe³nej ciemno¶ci nik³e ¶wiate³ko. Kolejny znak – Lumos w miejscu, gdzie ich znalaz³! ¯a³uj±c, ¿e nie potrafi lataæ, przyspieszy³a nie zwa¿aj±c na k³uj±cy ból w boku.
Severus sta³ ko³o trójki mê¿czyzn: Smitha, Norrisa i Lawforda. Kiedy Hermiona dobieg³a do niego, powiedzia³ szybko „nic nie mów" i wróci³ do s³uchania ich rozmowy. Ale dziewczyna by³a tak zdyszana, ¿e nie potrafi³a wykrztusiæ ani jednego s³owa, wiêc tylko pochyli³a siê ³api±c oddech.
– ... pojawi? – us³yszeli.
– Powinien. Lovegoodowi by nie odmówi³.
– Ju¿ pó¼no, Smith. Id¼ i siadaj na tamtym pniu. I staraj siê graæ jak najd³u¿ej mo¿esz.
Jeden z nich, w d³ugiej pelerynie i kapturze ruszy³ w ich kierunku, wiêc Severus z³apa³ Hermionê za rêkê i odsun±³ na bok. Smith przeszed³ szuraj±c nogami po piasku i oddali³ siê wolno.
– Pamiêtaj, to ja mam na niego rzuciæ Imperiusa – to by³ znów Norris.
– Postaram siê tylko go obezw³adniæ.
– Mo¿esz z nim zrobiæ, co chcesz, byleby zosta³ ¿ywy.
Hermiona westchnê³a z ulg±. Wiêc chc± tylko rzuciæ na niego Imperiusa!
– Mia³e¶ racjê – mruknê³a.
Severus kiwn±³ g³ow± i s³ucha³ dalej.
– Chod¼, schowamy siê ju¿. Snape nigdy siê nie spó¼nia.
– My¶lisz, ¿e bêdzie sam?
– McGonagall w³a¶nie odebra³a sowê, wiêc jest w Hogwarcie.
Kolejny raz mia³ racjê.
Norris i Lawford oddalili siê. Hermiona siêgnê³a po jego rêkê.
– Severusie... – spojrza³a na niego, ale nie wiedzia³a, co powiedzieæ. To, co najwa¿niejsze, zosta³o ju¿ powiedziane.
Severus delikatnie przy³o¿y³ palce do jej ust. Chwilê wpatrywali siê w siebie, po czym skin±³ jej g³ow± i siê deportowa³.
Hermiona siêgnê³a do kieszeni spodni i wyci±gnê³a z³o¿on± pelerynê niewidkê. Na wszelki wypadek ju¿ teraz narzuci³a j± na siebie i ruszy³a szybko w kierunku Smitha siedz±cego na du¿ym pniu. Schowa³a siê miêdzy drzewami i zobaczy³a jeszcze k±tem oka ruch po prawej stronie. Pewnie Norris i Lawford, pomy¶la³a. Poczu³a ulgê, ¿e mieli zmierzyæ siê tylko z nimi trzema, a nie z o¶mioma, jak przypuszczali.
Severus aportowa³ siê na brzegu Zakazanego Lasu, zmieni³ wymiar i aportowa³ siê na nowo na pla¿ê, staraj±c siê trafiæ jakie¶ piêædziesi±t jardów od Smitha.
Uda³o siê. Zobaczy³ jego sylwetkê na pniu, wiêc zawo³a³ cicho.
– Lovegood?
Tamten drgn±³, wsta³ i zamacha³ rêk±.
– Snape? – us³ysza³.
G³os niezbyt podobny do Lovegooda, ale ostatecznie móg³ siê na to nabraæ. Ruszy³ wiêc w jego stronê, trzymaj±c lu¼no swoj± star± ró¿d¿kê.
– Od kiedy boisz siê Hogwartu? Czy te¿ mo¿e gnêbiwtrysków? – powiedzia³ z³o¶liwym tonem, ¿eby jak najlepiej zagraæ rolê wrednego Snape'a.
Kiedy zbli¿y³ siê na odleg³o¶æ kilku jardów, Smith machn±³ nagle ró¿d¿k±.
– Expellriamus!
¦wisnê³o, b³ysnê³o szmaragdowo i ró¿d¿ka Severusa wyrwa³a siê z jego rêki i Smith z³apa³ j± lew± rêk±. Severus stan±³ nagle z miejscu, udaj±c zdezorientowanego.
– Mo¿esz mi powiedzieæ, co ty wyprawiasz, Lovegood? Radzê ci, ¿eby¶ przesta³ siê ze mn± bawiæ...
Równocze¶nie przesun±³ palcami po prawym biodrze i wyci±gn±³ francusk± ró¿d¿kê, chowaj±c j± za sob±.
– Chod¼ tu do mnie, psie – za¶mia³ siê Smith. – Czy ja przez chwi...
Severus rzuci³ niewerbalne Expellriamus, ale Auror za mocno trzyma³ swoj± ró¿d¿kê, wiêc pos³a³ mu osza³amiacza. Niestety pierwsze rzucone zaklêcie ostrzeg³o Smitha i drugie zbi³ na bok.
K±tem oka Severus dostrzeg³ dwie postacie nadbiegaj±ce z lewej strony. Cofaj±c siê kilka kroków, ¿eby mieæ przed sob± wszystkich trzech przeciwników, Severus odbi³ gwa³townie na bok czerwony promieñ.
Z lewej nadlecia³a na niego wielka kula ognia, wiêc smagn±³ ró¿d¿k± posy³aj±c j± na Smitha i wzbijaj±c równocze¶nie w powietrze ob³ok kurzu, który spad³ na Norrisa i Lawforda, ale zanim dotkn±³ ich cia³, uformowa³ chmurê, z której pomknê³y na niego dziesi±tki strza³. Jednym gestem podniós³ tarczê tak, ¿e osunê³y siê z g³o¶nym chrzêstem, przemieniaj±c siê wielkiego wê¿a, którego pos³a³ na ca³± trójkê. Zanim gad opad³ na ziemiê, sta³ siê wielk± sieci± mkn±c± prosto na niego. B³yskawicznym ruchem rêki sprawi³, ¿e znik³a i pos³a³ im grad kamieni. Norris i Smith zd±¿yli postawiæ tarcze, ale Lawford tylko os³oni³ g³owê i zawy³ ugodzony kilkoma z nich. Severus momentalnie miotn±³ w nich ¶cian± piasku i uchyli³ siê przed b³yskawic±, która uderzy³a w ziemiê ko³o niego...
Si³a ich ataku wcale go nie zaskoczy³a, jak dla niego to by³a tylko rozgrzewka. Odparowuj±c kl±twy, robi±c uniki, odsy³aj±c ich uroki tañczy³ miêdzy sypi±cymi siê na niego kolorowymi promieniami, rozpoznaj±c w u³amkach sekund ka¿de zaklêcie i posy³aj±c im dwakroæ silniejsze. Bawi³oby go to, gdyby nie my¶l o znajduj±cej siê gdzie¶ niedaleko Hermionie. Czu³, ¿e musi skoñczyæ to jak najszybciej. W ka¿dej chwili mog³a dostaæ którym¶ z zaklêæ i choæby najs³absze z nich mog³o j± zabiæ, je¶li nie obroni³aby siê poprawnie. Pomys³ odsy³ania ich zaklêæ na lewo okaza³ siê ca³kowicie chybiony, bo rykoszety pada³y na wszystkie strony i ziemia dooko³a by³a ju¿ zryta od ich uderzeñ.
Czuj±c, ¿e naj³atwiejszym do wyeliminowania bêdzie Lawford, przyspieszy³ rytm i jego ró¿d¿ka ledwo nad±¿a³a za jego my¶lami. S³a³ w jego stronê coraz silniejsze zaklêcia, obrzucaj±c równocze¶nie Norrisa i Smitha innymi i po chwili poczu³, ¿e opór Lawforda s³abnie.
Pos³a³ im stado ptaków i zaciskaj±c zêby skupi³ siê jeszcze mocniej i ugodzi³ Lawforda kl±tw± blokuj±c± chwilowo oddech. Uskoczy³ przed s³upem ognia, przemieni³ go w lodowe igie³ki i miotn±³ je w nich krótkim szarpniêciem ró¿d¿k±. Jednocze¶nie zobaczy³, jak Lawford z³apa³ siê nagle za gard³o, wiêc smagn±³ ró¿d¿k± i Lawford wystrzeli³ w powietrze i odrzuci³o go do ty³u o kilkadziesi±t stóp. Grzmotn±³ o ziemiê i znieruchomia³.
Norris i Smith obejrzeli siê równocze¶nie za Lawfordem, co kosztowa³o ich utratê równowagi, gdy Severus eksplodowa³ piasek u ich stóp. Norris staraj±c siê wstaæ pos³a³ mu drêtwotê, ale zbi³ j± bez problemów na lewo miotaj±c w niego tym samym zaklêciem, co w Lawforda. W tym samym momencie Smith podniós³ siê zaklêciem prostuj±cym i odbijaj±c z trudem bursztynowy promieñ pora¿aj±cy ca³e cia³o wrzasn±³ g³o¶no „Avada Kedavra!"