Norris chwilkê siê zastanawia³.
– (...) Mieli¶my dopa¶æ Snape’a, pos³uguj±c siê Granger, wiêc teraz zrobimy na odwrót! Leæ ³ap Snape’a. We¼ kilku ch³opaków i oskar¿ oficjalnie o udzia³ w zamordowaniu Ministra!
Smith siedzia³ na schodach, czuj±c, jak zaczyna drêtwieæ mu ty³ek. Znudzi³o mu siê ju¿ spacerowanie po pode¶cie, czy siedzenie na parapecie du¿ego okna na klatce.
Us³ysza³, jak na dole otworzy³y siê drzwi i kto¶ zacz±³ wchodziæ na górê. Upewni³ siê, ¿e schowana dyskretnie ró¿d¿ka jest pod rêk± i ul¿y³o mu, jak zobaczy³ wy³aniaj±cego siê powoli Norrisa.
– I jak? – spytali obaj równocze¶nie.
– Cisza – powiedzia³ natychmiast. – St±d nie s³ychaæ, co siê dzieje w mieszkaniu. A ona mieszka sama.
– Z wyj±tkiem chwil, kiedy jest u niej Snape – dopowiedzia³ Norris.
– Dzi¶ ju¿ nie wejdzie. Specjalnie sprawdzi³em, teraz Granger mo¿e ju¿ tylko przej¶æ do Ministerstwa.
– Bardzo dobrze. Ch³opcy na dole powiedzieli mi, ¿e nadal ¶wieci siê u niej ¶wiat³o...
Watkins zerkn±³ tylko na poobijany zegarek, ale Smith zamar³.
– O tej porze???
Dochodzi³a pó³noc. Smith zmarszczy³ brwi. Nie podoba³o mu siê to.
– Peter, to trochê dziwne, nie?
– Pewnie czyta – podpowiedzia³ Watkins. – To maniaczka ksi±¿ek, nie s³yszeli¶cie o tym? Mo¿e nawet zasnê³a przy czytaniu. Mi czêsto siê to zdarza.
– Mo¿e lepiej zgarn±æ j± ju¿ teraz? – Smith zignorowa³ zupe³nie Watkinsa i spojrza³ na Norrisa prosz±cym wzrokiem.
– Nie, Teddy. Przecie¿ st±d nie ucieknie. Je¶li nie bêdzie próbowa³a wyj¶æ przez drzwi, nie zgarniacie jej, zrozumia³e¶? Czekajcie tu do rana. David czeka na wszelki wypadek w Atrium – zaoponowa³ Norris. – Ko³o szóstej b±d¼ ko³o wind z paroma Aurorami.
Smith skrzywi³ siê, ale pokiwa³ g³ow±.
– O której sobie przypomni?
– Horacjusz powiedzia³, ¿e wspomnienie odblokuje siê jutro w po³udnie. Wiêc przes³uchanie mo¿esz zacz±æ dopiero po obiedzie. Do tego czasu zamknij j± w areszcie.
– A Snape?
– Do niego dobierzemy siê, jak tylko z ni± skoñczysz.
Dla Smitha zabrzmia³o to bardzo sugestywnie, ale po chwili skrzywi³ siê z niezadowolenia. Nie do¶æ, ¿e nie móg³ z Granger zrobiæ swojej zabawki, to jeszcze zanosi³o siê na parszyw± noc. Obieca³ sobie w duchu, ¿e pofolguje sobie przy przes³uchaniu.
Pi±tek, 11.09
Tu¿ przed ósm± rano napiêcie siêgnê³o zenitu. Smith zebra³ ju¿ grupê os³upia³ych Aurorów i siedzia³ z nimi w Atrium, czekaj±c na pojawienie siê Granger. Norris z Watkinsem siedzieli pod drzwiami jej mieszkania. Ca³a reszta stawi³a siê do pracy, jak gdyby nigdy nic, choæ wszyscy byli pó³przytomni z niewyspania. Tylko nieobecno¶æ Watkinsa mog³a przej¶æ niezauwa¿ona, za¶ Norrisa nikt nie wa¿y³by siê pytaæ, czemu siê spó¼ni³.
Smith siedzia³ na krze¶le i wpatrywa³ siê w kominki, bêbni±c nerwowo palcami po oparciu. O ósmej zacisn±³ zêby i rytm bêbnienia trochê siê zmieni³. Dziesiêæ po ósmej by³ ju¿ pewien, ¿e co¶ jest nie tak.
– Czekajcie tu i nie ruszajcie siê – rozkaza³ swoim Aurorom. – Ja pójdê sprawdziæ, co siê u niej dzieje.
Aportowa³ siê w k±t klatki schodowej, któr± po ca³ej nocy zna³ ju¿ na pamiêæ.
– Co ty tu robisz? – warkn±³ Norris na jego widok. – Przecie¿ wyra¼nie mówi³e¶, ¿eby nie u¿ywaæ tu magii...!
Smith podszed³ do niego zdecydowanym krokiem.
– Wiem, Peter. Ale bêdziemy mogli powiedzieæ, ¿e jestem tu urzêdowo. Podejrzana nie stawi³a siê w pracy, wiêc...
– Nie ma jej jeszcze???! – zawo³a³ Norris i rzuci³ okiem na zegarek. – O kurwa maæ!
Watkins podszed³ do nich równie¿ zaniepokojony.
– Z domu nie wysz³a... wiêc ca³y czas tam siedzi.
– Ona nigdy siê nie spó¼nia! – zaprzeczy³ gwa³townie Smith.
Wszyscy trzej popatrzyli na siebie zdenerwowani. Pierwszy zareagowa³ Norris.
– Dobra, skoro jeste¶ tu oficjalnie, to wchod¼. Zgarniamy j± tak. Cholera, czekaj! – zawo³a³, przytrzymuj±c Smitha, który ju¿ ruszy³ pod jej drzwi. – My musimy siê schowaæ!
Poci±gn±³ Watkinsa za sob± w kierunku schodów.
Smith odczeka³ chwilê i postara³ siê wyczy¶ciæ my¶li. Wiedzia³, ¿e bêdzie musia³ przekazaæ to wspomnienie do ¶ledztwa. Z tego te¿ samego powodu zdecydowa³, ¿e ¿aden z nich nie mia³ prawa u¿ywaæ do tej pory choæby jednego zaklêcia. Jego Aurorzy mogli to wykryæ.
Zastuka³ do drzwi, staraj±c siê, ¿eby wygl±da³o to normalnie. ¯adnej odpowiedzi. Zastuka³ drugi raz. Cisza. Rozejrza³ siê odruchowo dooko³a i wyj±³ wytrych. Zamek zazgrzyta³, szczêknê³a cichutko klamka i drzwi siê uchyli³y. Pchn±³ je, ¶ciskaj±c mocniej ró¿d¿kê. Ta suka najwyra¼niej by³a niez³a w pojedynkach. Wszed³ wolno do ¶rodka i zatrzasn±³ za sob± drzwi.
Cisza. W jakim¶ pomieszczeniu ¶wieci³o siê ¶wiat³o, zupe³nie o tej porze niepotrzebne. Okna by³y pozamykane. Podszed³ do przymkniêtych drzwi jakiego¶ pokoju i uchyli³ je. Sypialnia. Ani ¶ladu dziewczyny. Czuj±c, jak serce zaczyna waliæ mu coraz mocniej, czym prêdzej sprawdzi³ wszystkie pozosta³e pomieszczenia. Nikogo. Nie by³o jej!!! Sprawdzi³ kominek, ale popió³ by³ lodowaty, wiêc nie mog³a siê w³a¶nie w tej chwili przenie¶æ do Ministerstwa.
Zakl±³ strasznie, wypad³ na korytarz i run±³ po schodach na dó³.
– Nie ma jej! Uciek³a! – wrzasn±³ do Norrisa stoj±cego na parterze.
– Co??? Przecie¿... Niemo¿liwe! Nie mia³a jak!
– Nie wiem jak, Peter! Jedno, co wiem, to to, ¿e jej tam nie ma!!!
– Jeste¶ pewien? Nic nie przeoczy³e¶???
– Pójdê sprawdziæ – zaofiarowa³ siê zestresowany Watkins.
– Stój!!! – rykn±³ Smith i siê opanowa³. – Niech ¿aden z was tam nie wchodzi! Tam nie mo¿e znale¼æ siê ani kawa³ek was! Aurorzy z pewno¶ci± by was wy³apali w czasie ¶ledztwa!
Norris zacisn±³ piê¶ci z w¶ciek³o¶ci. Nie móg³ na nikogo zrzuciæ winy, nie móg³ siê na nikim wy¿yæ, bo to on kaza³ czekaæ a¿ do dzisiejszego ranka. Cholera, cholera, cholera!!!
– Mo¿e wesz³a do kominka akurat, jak do niej stuka³e¶?!
– Absolutnie nie! Po pierwsze, ani ¶ladu ognia na kominku, po drugie, to by³by doprawdy dziwny zbieg okoliczno¶ci! – Smith wkurzony waln±³ d³oni± o ¶cianê.
Norris chwilkê siê zastanawia³.
– Ju¿ wiem! – zdecydowa³ nagle. – Mieli¶my dopa¶æ Snape’a, pos³uguj±c siê Granger, wiêc teraz zrobimy na odwrót! Leæ ³ap Snape’a. We¼ kilku ch³opaków i oskar¿ oficjalnie o udzia³ w zamordowaniu Ministra!
Smith zmarszczy³ brwi.
– To nie bêdzie trzyma³o siê kupy! On mia³ wyj¶æ nam w ¶ledztwie przy przes³uchaniu Granger!
Norris zacisn±³ zêby i rozmy¶la³ gor±czkowo.
– Cholera... dobra, robimy tak. £apiesz go i przyprowadzasz do aresztu. We¼ jego w³osy i zmieniacz czasu, je¶li trzeba i... gdzie ona mia³a odebraæ ten eliksir???
Watkins zupe³nie nie nad±¿a³ za ich rozmow±, ale postanowi³ siê nie wtr±caæ.
– W dziupli drzewa w Zakazanym Lesie.
– Wiêc przemieñ siê w niego i id¼ go tam w³ó¿! Potem wy¶lê kogo¶, ¿eby go stamt±d wyrzuci³! – Norris a¿ krzywi³ siê, próbuj±c znale¼æ jakie¶ sensowne rozwi±zanie, które pasowa³oby do tego, co uknuli ju¿ dla Granger.
– Dorzucê co¶ o niej – zaproponowa³ Smith, staraj±c siê nad±¿aæ za Norrisem. – Co¶ o ukochanej Hermionie, czy co¶ w tym gu¶cie...
– Po cholerê?!
– To powi±¿e jego wspomnienie z ni±. Powiemy, ¿e zobaczyli¶my je i tak wpadli¶my na jej trop!
– Wiêc co, do cholery, teraz tu robimy? ZANIM zobaczyli¶cie to wspomnienie?!
Obaj wpatrywali siê w siebie w napiêciu. Nagle Smith kiwn±³ g³ow±.
– Przecie¿ ona wysz³a nam ju¿ wczoraj przy analizie miejsca zbrodni!
Norris chwilê jeszcze wpatrywa³ siê w Smitha i nagle szarpn±³ g³ow± na znak zgody.
– Dobra, leæ. I PO przes³uchaniu, jak ju¿ bêdziesz z nim sam na sam, powiedz mu, ¿e znale¼li¶my jego pannê.
To przypomnia³o co¶ Smithowi.
– Jednej rzeczy nie pojmujê... JAK uda³o siê jej uciec???!!!
– Niewa¿ne! Leæ po Snape’a!
Jean Jacques powiadomi³ Eugeniê, ¿e przyjdzie dzi¶ pó¼niej do pracy, wiêc to by³ bardzo leniwy poranek. Hermiona musia³a ubraæ siê we wczorajsze ubranie, wiêc tylko wyczy¶ci³a je ró¿d¿k±, przypominaj±c sobie rok polowania na horkruksy.
Barbara, czy jak mówi³a o sobie córeczka Jean Jacquesa, Bibi, natychmiast zaadoptowa³a Hermionê jako now± ciociê i nie pozwoli³a jej siê ruszyæ choæ na krok. (Bibi – w bardzo potocznym francuskim, u¿ywanym w niektórych ¶rodowiskach zastêpuje „ja”. W tym wypadku równocze¶nie zdrobnienie od Barbara.) Bibi by³a prze¶liczn± blondyneczk± o d³ugich, prostych w³osach, br±zowych oczkach, zadartym nosku i usta siê jej nie zamyka³y. Ci±gle w³azi³a Hermionie na kolana, próbowa³a ple¶æ jej warkocz, tuli³a siê do niej i szczebiota³a jak najêta.
Hermiona zjad³a wiêc z ni± ¶niadanie i nawet nie mia³a czasu napisaæ do Severusa.
– Ona jest s³odka – powiedzia³a do Jean Jacquesa, kiedy ju¿ po¿egnali siê z Bibi, zap³akan±, bo ciocia nie mog³a z ni± zostaæ. Hermiona nie wiedzia³a praktycznie nic o jego ¿yciu prywatnym, ale przypuszcza³a, ¿e dziewczynce bardzo brakuje matki. Starsza ju¿ niania najwyra¼niej nie mog³a jej zast±piæ.
– Chod¼, nie lubiê siê spó¼niaæ – pogoni³ j± Jean Jacques.
Aportowali siê prosto do Ministerstwa i pojawili siê w jednym z punktów aportacyjnych, które Hermiona ju¿ widzia³a. Poszli prosto do jego biura i dziewczyna postanowi³a wreszcie napisaæ do Severusa.
– U mnie wszystko w porz±dku. Daj znaæ, kiedy masz czas, to napiszê ci dok³adnie, co odkry³ Ricky.
Czeka³a chwilê na odpowied¼, ale ta nie nadchodzi³a. Zerknê³a na zegarek – by³o ju¿ dobrze po dziewi±tej. Z pewno¶ci± Severus mia³ do za³atwienia jak±¶ piln± sprawê w szkole. Bior±c pod uwagê jego stanowisko, wcale siê nie dziwi³a. Schowa³a pergamin do pier¶cionka i posz³a na krótk± rozmowê z Ministrem.
Kwadrans pó¼niej zaczê³a siê trochê niepokoiæ.
Po pierwszej lekcji Minerwa posz³a do biblioteki sprawdziæ ilo¶æ poszczególnych ksi±¿ek, o których wczoraj rozmawiali. By³a to jedna z propozycji Severusa jako alternatywa do szlabanów. Co¶ w rodzaju lektury uzupe³niaj±cej, któr± nale¿a³o przeczytaæ i potem napisaæ z tego esej. Wracaj±c do siebie po schodach, nagle us³ysza³a kilka mêskich g³osów i odg³os kroków wielu osób. Byli piêtro ni¿ej i szli do góry, w jej stronê. Przystanê³a zdumiona i zaczê³a siê przys³uchiwaæ.
– ... czy bêdzie mia³ dla was czas – to by³ Filch.
– Zdajê sobie sprawê, ale bior±c pod uwagê tak wyj±tkow± sytuacjê... mam nadziejê, ¿e dyrektor oka¿e nam pomoc – g³os wydawa³ siê jej znajomy, ale nie umia³a go powi±zaæ z niczyj± twarz±.
Do chwili, kiedy id±cy ku niej mê¿czy¼ni wy³onili siê zza zakrêtu. To by³ Smith z... gromad± Aurorów!
– Zapytam go i...
– Argusie, co siê tu dzieje – przerwa³a zdecydowanym, w³adczym tonem, schodz±c kilka stopni w dó³ i podchodz±c do nich.
Mê¿czy¼ni zatrzymali siê niechêtnie, staj±c w du¿ej grupie. By³o ich przynajmniej dziesiêciu.
– Profesor McGonagall! – ucieszy³ siê Filch. – Pan Smith chcia³by zobaczyæ siê z dyrektorem Snape’m... Powiedzia³em, ¿e nie wiem, czy znajdzie czas, ale zapytam go.
Minerwa spojrza³a jeszcze raz na Smitha i ukry³a grymas na widok jego pokieraszowanej twarzy.
– W jakiej sprawie chce pan widzieæ siê z dyrektorem? W tak licznej asy¶cie?
Odpowied¼ bardzo j± zaniepokoi³a.
– Mamy kilka pytañ do dyrektora w zwi±zku z wczorajszym zabójstwem Ministra Shacklebolta. To nie potrwa d³ugo.
Minerwa zasznurowa³a usta i spojrza³a na wo¼nego.
– Argusie, zostañ tu z panami. Ja pójdê go zapytaæ.
Zawróci³a na schody i us³ysza³a, jak stoj±cy na dole mê¿czy¼ni ruszyli za ni±, wiêc zatrzyma³a siê i obróci³a wolno.
– Panie Smith, proszê tu poczekaæ.
– Profesor McGonagall, muszê nalegaæ... – zaoponowa³ Auror.
Postanowi³a daæ mu nauczkê przy jego ludziach.
– Panie Smith. Powiedzia³am, ¿e zapytam dyrektora, czy znajdzie dla was czas i wrócê, ¿eby przekazaæ jego odpowied¼. Nie mogê ZADAÆ mu pytania, czy chce was widzieæ, je¶li wejdziecie za mn± do jego gabinetu. Czy to wydaje siê panu logiczne?
Smith skrzywi³ siê nieznacznie.
– Oczywi¶cie. Ale bardzo zale¿y nam na tym, ¿eby siê z nim spotkaæ.
– Naturalnie.
Ruszy³a, ju¿ nie przypominaj±c Smithowi, ¿e ma zostaæ. Gdy znik³a za rogiem, przyspieszy³a kroku.
Nie podoba mi siê to...
– Severusie, mamy problem – powiedzia³a, wchodz±c do gabinetu.
Severus rozmawia³ w³a¶nie z Albusem. Obaj zamilkli i spojrzeli na ni±.
– Na dole jest Smith z ca³± gromad± Aurorów. Chce siê z tob± widzieæ w sprawie zabójstwa Kingsleya.
Albus zamar³ na chwilê, a Severus zakl±³ cicho.
– Chyba nie mam wyj¶cia i muszê siê z nim spotkaæ – stwierdzi³.
Minerwa by³a tego samego zdania. Wyra¼nie by³o widaæ, ¿e Smith dzi¶ nie odpu¶ci.
– S± dwie mo¿liwo¶ci, moi drodzy – odezwa³ siê Albus. – Albo on faktycznie ma kilka pytañ i to, ¿e siê tak wyra¿ê, niewinna wizyta...
– Na co nie wskazuje ta eskorta, któr± zabra³ – wtr±ci³a Minerwa.
– ... albo chce ciê w ten sposób wyci±gn±æ z zamku.
– Dla Norrisa? To czemu wzi±³ ze sob± a¿ tylu Aurorów? To musi byæ co innego.
Severus zgadza³ siê z Minerw±.
– Zaczynam siê baæ, ¿e to jednak wi±¿e siê w jaki¶ sposób z Hermion±. Wczoraj usi³owali dopa¶æ j±, ale im siê nie uda³o. Wiêc przyszli po mnie.
Minerwa zmarszczy³a brwi i zaoponowa³a.
– Przecie¿ oni nie wiedz±, ¿e razem pracujecie. Poza tym Hermiony pilnowali tylko ludzie Norrisa, a tu s± Aurorzy.
– Mo¿e to ca³y czas ludzie Norrisa, ale po wielosokowym? – zasugerowa³ Albus.
– Ich jest przynajmniej dziesiêciu... nie wydaje mi siê...
Severus nagle wsta³ zza biurka.
– Nie mamy czasu na d³u¿sz± rozmowê. Za chwilê i tak siê dowiemy. Proponujê, ¿eby¶ próbowa³a tu ze mn± zostaæ. Je¶li siê nie zgodz±, to wyjdziesz...
– Mo¿e od razu przejdê do drugiego wymiaru?
Albus ju¿ chcia³ pochwaliæ pomys³, ale Severus zaprzeczy³.
– Nie. Nie wiemy, co oni wiedz±. Czego siê dowiedzieli. Po prostu wyjd¼ i id¼ do swojego gabinetu. Albusie, ty mo¿esz zawsze byæ na portrecie...
– Nie ruszê siê st±d – obieca³ ten.
– Bardzo dobrze. Daj mi parê chwil, przygotujê sobie na wszelki wypadek ¶wistoklik do Spinner’s End. W razie czego ucieknê tam i odezwê siê do ciebie.
Mówi±c to, wyszed³ do swoich komnat. Albus popatrzy³ na Minerwê.
– Moja droga, proponujê, ¿eby¶cie zdjêli os³ony choæby z gabinetu. Pamiêtasz, jak kiedy¶ przyszed³ Knott i chcia³ mnie aresztowaæ? Ale wtedy ich by³o tylko czworo, z czego Kingsley nigdy by mnie nie skrzywdzi³. No i mia³em Fawkesa. Mia³em czas ich oszo³omiæ, zdj±æ os³ony i znikn±æ z moim feniksem. Je¶li dzi¶ jest ich a¿ tylu... U³amki sekund, które Severus mo¿e straciæ na opuszczenie os³on, mog± go drogo, drogo kosztowaæ.
– To nie jest zbyt niebezpieczne? Przecie¿ nie wiadomo, ile to potrwa... gabinet nieos³oniêty przez tyle czasu...
– S±dzê, ¿e ci, których powinni¶my siê obawiaæ, s± ju¿ W zamku.
W tym momencie wszed³ Severus. W trzech s³owach wyja¶nili mu pomys³ opuszczenia os³on na czas rozmowy ze Smithem. Poniewa¿ siê zgodzi³, wysz³a po Smitha. Po krótkiej chwili wprowadzi³a ich wszystkich do ¶rodka.
Och... najwyra¼niej nie odkryli, jakim zaklêciem go uraczy³em, skoro tak piêknie wygl±da...
– Profesor McGonagall, czy by³aby pani tak uprzejma i zostawi³a nas samych z dyrektorem? – poprosi³ na wstêpie Smith.
Minerwa wysz³a spokojnie, nie okazuj±c po sobie zawodu. Aurorzy stanêli trochê dalej, ale Smith podszed³ do Severusa.
– Dyrektorze Snape – kiwn±³ mu arogancko g³ow±. – Byæ mo¿e s³ysza³ ju¿ pan o tym, ¿e Minister Magii Shacklebolt zosta³ wczoraj zamordowany...
– Ma pan jeszcze jakie¶ inne idiotyczne pytania? – powiedzia³ natychmiast Severus, nie pozwalaj±c mu skoñczyæ.
Smith zblad³, zbli¿y³ siê i wyci±gn±³ do niego rêkê, ale nie ¿eby siê przywitaæ.
– Poproszê pañsk± ró¿d¿kê.
W tym momencie medalion zrobi³ siê ciep³y. Severus zachowa³ kamienny wyraz twarzy, tylko uniós³ brew i skrzy¿owa³ rêce na piersi, siedz±c ca³y czas na fotelu.
– S³ucham?
– Nie przes³ysza³ siê pan. Poproszê pañsk± ró¿d¿kê.
– Pan chyba raczy ¿artowaæ, Smith. Przychodzi pan do mnie z ca³± obstaw± Aurorów i bez ¿adnego powodu, w MOIM zamku, ka¿e mi oddaæ panu ró¿d¿kê?
Smith zrobi³ straszny grymas, szczerz±c zêby i na sekundê spojrza³ gdzie¶ przez jego ramiê, pewnie po to, ¿eby co¶ wymy¶leæ.
– Potrzebna mi bêdzie do ¶ledztwa. ¯eby dopasowaæ j± do ¶ladów znalezionych na miejscu zbrodni.
Severus wzruszy³ ramionami.
– Doskonale wiecie, jak± ró¿d¿k± siê pos³ugujê, wiêc nie widzê takiej potrzeby. Id¼cie, sprawd¼cie w waszych rejestrach.
– Taka jest procedura, któr± z pewno¶ci± pan zna. Poza tym nie wiem, KTÓR¡ ró¿d¿kê mamy w rejestrach...
– Insynuuje pan, ¿e mam ich wiêcej ni¿ jedn±?
Smith siêgn±³ jakby od niechcenia do szram na twarzy.
– Powiedzia³bym, ¿e to ca³kiem mo¿liwe. Choæ z pewno¶ci± nielegalne.
Severus spojrza³ na niego z politowaniem.
– I s±dzi pan, ¿e je¶li istotnie mia³bym dwie, to odda³bym teraz panu obydwie? Jest pan idiot±, Smith.
Smith spojrza³ na Severusa nienawistnym wzrokiem.
– Gdzie by³ pan wczoraj miêdzy dziewi±t± rano i po³udniem?
– W zamku oczywi¶cie.
– To wcale nie jest takie oczywiste.
– A gdzie mia³bym byæ pañskim zdaniem?
– To pan powinien mi to powiedzieæ.
– I powiedzia³em. Raz. Nie mam zwyczaju siê powtarzaæ.
– Ma pan jakich¶ ¶wiadków?
Severus prychn±³ z pogard±.
– Ca³± szko³ê. Mniemam, ¿e piêæset osób panu wystarczy?
Smith nie mia³ zadowolonej miny.
– To nie wyklucza wspó³udzia³u. Obawiam siê, ¿e bêdê zmuszony prosiæ pana o udanie siê z nami do Ministerstwa.
– Jak na Aurora jest pan bardzo boja¼liwy. Niech lepiej przestanie siê pan baæ, to panu z ca³± pewno¶ci± pomo¿e. Bo nigdzie siê nie wybieram. Mam pewne... powa¿ne... sprawy do za³atwienia – odpar³ jadowicie Severus.
– Ob... s±dzê, ¿e nie ma pan innego wyj¶cia.
Severus wsta³ zza biurka i spojrza³ na Smitha z góry.
– Przed chwil± chcia³ mi pan zadaæ kilka pytañ. Odpowiedzia³em na nie. Nie widzê ¿adnego powodu, ¿eby panu towarzyszyæ. Czy jestem o co¶ oskar¿ony?
Smith wyprostowa³ siê dumnie.
– Zgodnie z prawem mo¿emy nakazaæ panu stawiæ siê w celu z³o¿enia zeznañ.
– Wiêc proszê wys³aæ mi nakaz ministerialn± sow±. Podpisany, oczywi¶cie zgodnie z prawem, przez Sêdziego Wizengamotu.
– W Ministerstwie bêdziemy mogli zrobiæ oficjalne przes³uchanie i bêdzie pan móg³ udowodniæ swoj± niewinno¶æ – Smith spróbowa³ widaæ za³atwiæ to polubownie.
– Przykro mi to mówiæ, Smith, ale najwyra¼niej nie tylko w Hogwarcie nic pan siê nie nauczy³. To wy macie udowodniæ mi winê, a nie ja niewinno¶æ.
– Z wielk± chêci± to zrobiê.
Severus zacz±³ powoli spacerowaæ za biurkiem, a Smith znów zerkn±³ gdzie¶ w przestrzeñ.
– Chyba nie muszê panu przypominaæ, ¿e jest pan Aurorem, który odpowiada za przestrzeganie prawa i zapewnianie bezpieczeñstwa, a nie Oskar¿ycielem, Smith. Pomyli³ pan role. Tak stronniczo nastawionego Aurora jeszcze nie widzia³em.
– W takim razie niewiele pan widzia³, Snape.
– Profesorze Snape – warkn±³ do niego natychmiast Severus. – Jeszcze raz, Smith i wyrzucê was st±d wszystkich.
Smith zacisn±³ piê¶ci, a¿ pobiela³y mu knykcie.
– Mam do¶æ pañskich wymówek. Skoro nie chce pan i¶æ z nami z w³asnej woli... oskar¿am pana o udzia³ w morderstwie Ministra Magii!
Severus zachowa³ spokój.
– Smith, niech siê pan jeszcze bardziej nie o¶miesza. Ledwo zacz±³ pan ¶ledztwo. Przy ¶wiadkach – wskaza³ Aurorów i portrety – powiedzia³ pan, ¿e przyszed³ pan odebraæ ode mnie zeznania. Odpowiedzia³em na pañskie pytania, wykazuj±c, ¿e jestem niewinny i nagle oskar¿a mnie pan o morderstwo? By³oby to ¶mieszne, gdyby nie by³o ¿a³osne.
– Nie obchodzi mnie, czy dla pana to ¶mieszne, czy nie! – Smith wyra¼nie traci³ nad sob± panowanie. – Proszê oddaæ ró¿d¿kê i poddaæ siê, Snape! Aulus, bierz go!
– Nie mam najmniejszego zamiaru – Severus gestem zatrzyma³ m³odego Aurora. – Nie próbowa³bym, McGregory.
M³ody Auror zamar³ w miejscu, ale Smith raptownie przesun±³ wzrok gdzie¶ na bok i kiwn±³ g³ow±. I nagle Severus poczu³, jak co¶ musnê³o jego rêkê i jego ró¿d¿ka unios³a siê w powietrze i upad³a na pod³ogê parê stóp dalej. I w tej samej chwili pojawi³ siê ko³o niego jaki¶ mê¿czyzna, zrzucaj±c pelerynê niewidkê.
– To skandal! Hañba! Pod³o¶æ! – dobieg³y go okrzyki z portretów. – Zachowanie niegodne Aurorów!
Smith popatrzy³ na Severusa z u¶miechem na twarzy. Severus odda³ mu spojrzenie pe³ne bezgranicznej pogardy.
– Ju¿ s±dzi³em, ¿e osi±gn±³ pan dno, Smith, ale jak widaæ siê myli³em.
Smith podszed³ do niego i stan±³ obok, wbijaj±c mu ró¿d¿kê w gard³o. Severus nie odchyli³ siê ani o cal. Rozmy¶la³ gor±czkowo. Cholera jasna!!! Da³e¶ siê podej¶æ jak uczniak!
– Radzê ci, nie ruszaj siê – powiedzia³ Smith, ¶ciszaj±c g³os.
– Z t± band±, która ciê os³ania, czujesz siê o wiele pewniej, co?
¦wistoklik jest ju¿ gotowy w kieszeni, ale bez ró¿d¿ki na nic siê nie zda... Na wyjêcie francuskiej nie ma czasu... je¶li jej nie odzyskasz, zostaje ci tylko aportacja...
– Ciebie niedawno te¿ kto¶ os³ania³... prawda, Snape? – Smith stan±³ tu¿ za nim i sykn±³ mu do ucha. – I nawet wiem kto... Powiedz mi, ³atwo by³o ci rzucaæ kl±twy, maj±c najdro¿sz± Hermionê za plecami?
Severus zamar³. On wie! Ale JAK?!
– Ale nie bój siê, ju¿ siê ni± zajêli¶my.
O czym on mówi?! Przecie¿ im uciek³a?!
– Je¶li chcesz jeszcze raz ujrzeæ swoj± ukochan± – wycedzi³ cicho Smith – proponujê ci stuliæ pysk i byæ grzecznym. Inaczej mogê byæ o wiele mniej... mi³y, przes³uchuj±c j±.
Severus nie potrafi³ skupiæ my¶li. W g³owie szala³o mu tylko to, co Smith mówi³ o Hermionie. Co to znaczy, ¿e siê ni± zajêli?!!!
Smith stan±³ tu¿ za nim i przechylaj±c siê, doda³ jeszcze ciszej:
– Choæ nie przeczê, ¿e chêtnie bym siê przekona³, czy panna Granger jest równie wilgotna, co inne, które mia³em...
Severus poczu³, jak co¶ w nim wybuch³o i ogarn±³ go sza³. B³yskawicznie odrzuci³ g³owê do ty³u, poczu³, jak uderzy³ w co¶ twardego. Obróci³ siê na piêcie, s³ysz±c krzyk i deportowa³ siê.